EMIGRACJA

Chcesz emigrować? Będzie Ci brakowało tylko tej jednej rzeczy.


Wiesz ile jest osób, które każdego dnia myślą o zmianie miejsca zamieszkania? Pewnie tyle samo, co zastanawiających się nad zmianą pracy i na dobrą sprawę, można to bez większego problemu połączyć. Każdy może wyjechać za granicę, podjąć nowe wyzwania i urządzić swoje życie absolutnie na nowo i – umówmy się – od zera. Czy jednak wszyscy żądni zmian zdają sobie sprawę na co się piszą? Nie sądzę. Bo i ja nie wiedziałam.

Jeszcze rok temu myślałam, że najbardziej będę tęsknić za…

POLSKIM JEDZENIEM

I wiesz, dziś stwierdzam: nie wiem jaką trzeba być lebiegą, żeby w Wielkiej Brytanii nie ugotować sobie po polsku, jeśli tak bardzo się lubi. To nie problem zrobić sushi, skosztować afrykańskich specjałów i zjeść z tureckim akcentem, więc przygotowanie schaboszczaka, małosolnych albo pierogów chyba nie jest jakąś straszną ekstrawagancją. Dwie lewe ręce? Fish and chips? W każdym mieście roi się od polskich sklepów, od biedy i tam można kupić jakiś erzac. Nie rozumiem kiedy ktoś mi mówi, że najbardziej tęskni za polską kuchnią, bo tutaj „to nie to samo”. To możliwe tylko wtedy, kiedy…Nie, jednak to niemożliwe.

MOIM MIASTEM

Kto mnie zna, doskonale wie, jak bardzo kocham Wrocław. Czuję go każdą cząsteczką mojego ciała, znam jego zapachy, ciemne strony i blaski. Uwielbiam zabytki, atrakcje, ludzi. Mam swoje ścieżki, którymi dreptałam do podstawówki. To tam zostawiłam najważniejsze miejscówki: koło Katedry spotkałam się z mężem na pierwszą randkę, a w pobliskim kościele kilka lat później składaliśmy sobie przysięgę małżeńską. Na placu Bema wyczekiwałam w długiej kolejce po najlepszy chleb, a później zabierałam starszaka na lody. Wyspa Słodowa to morze wspomnień, buntu i rozmów do białego rana. Ale to wszystko już było, więc miasto kocham nadal, ale teraz wydeptuję swoje drogi w nowym miejscu.

POGODĄ

Serio! Nasłuchałam się jaka ta Anglia jest paskudna i tylko, cytując Kazika „zimno i pada i zimno i pada”. Tylko, widzisz, Kazik śpiewał o Polsce 🙂 i może dlatego odkąd mieszkam w Anglii, pogoda nam dopisuje, a nawet bywa że tęsknimy za deszczem. Zupełnie inaczej uprawia się tutaj ogród, rośliny zdychające w czasie polskiej zimy, tu spokojnie zimują w glebie. W naszym regionie nie ma szalonego mrozu, upałów też nie ma…I bardzo dobrze, bo ich nie lubimy. W razie nagłej potrzeby sączenia drinków pod palmami, co przy dzieciach wydaje się być smutną mrzonką, wystarczy zabukować bilety w odpowiednie miejsce.

POLAKAMI

Możesz się już zacząć śmiać. Naprawdę byłam przekonana, że będzie mi brakowało polskich rozmów, naszej mentalności (teraz możesz się śmiać do rozpuku). Po pierwsze nie miałam pojęcia, że w zasadzie ciężko mi będzie nie spotykać rodaków. W samym przedszkolu mojego syna, oprócz niego uczęszcza jeszcze piątka polskich dzieci. Wspomnianych przeze mnie polskich sklepów mamy 3. Trzy! W każdym sklepie, na ulicy, w przychodni słyszę polski język. I jeśli mam być całkiem szczera, chociaż wiem że to trochę nie fair, czasem wolałabym nie słyszeć. Gdyby nie rzucanie soczystym mięsem, może nieraz nie wiedziałabym, że oto mija mnie polski robotnik. Może gdyby w restauracji polskie kelnerki nie komentowały w ojczystym języku obsługiwanych klientów, nie wiedziałabym co sądzą na temat mojego męża. Może, w końcu, nie mielibyśmy paru upierdliwych klientów, bo (nie mam pojęcia czym to jest spowodowane!) 90% z tych naprawdę kłopotliwych to Polacy. Z drugiej strony cieszę się, że spotykam życzliwe dusze, poznaję koleżanki, z którymi mogę porozmawiać bez zastanawiania czy używam odpowiedniego czasu (bo wciąż mi się zdarza, gdy rozmawiam po angielsku).

RODZINĄ

Faktycznie, jeśli już przypada w moim kalendarzu jakiś bardziej nostalgiczny czas, przesilenie wiosenne, jesienne czy jakieś tam inne, wtedy czasem myślę, że chciałabym mieć bliżej część rodziny. Widujemy się na szczęście na tyle często, że nie zawsze zdążę zatęsknić. Podczas wizyt w Polsce, tydzień (góra dziesięć dni) to absolutnie wystarczający czas, by nacieszyć się bliskością, pogadać z kim trzeba i chcieć już wracać tam, gdzie obecnie jest nasz dom. Gdybym mogła, zwiększyłabym częstotliwość spotkań na tyle, żeby nie odczuwać odległości, ale na szczęście jest skype ;). Faktycznie momentami się zastanawiam, co by gdyby aby to by ale wiadomo jak jest i zasada nr 1 na emigracji: NIE MYŚLEĆ ZA DUŻO, OD SAMEGO MYŚLENIA NIC SIĘ NIE ZMIENIA.

???

Za rodziną nie, za miastem i przyjaciółmi nie, za jedzeniem i rodakami też nie. Za czym tak naprawdę tęskni się na emigracji? Co jest tym sercem, które w nas bije z każdym dniem mocniej i czasem jak walnie, to w głowie huczy prawie jak od procentów? Emigranci, w tym ja, którzy nie mają ściśle określonego planu co do swojej przyszłości i mogą ją związać z każdym miejscem na ziemi zawsze, ale to zawsze tęsknią za swoimi wspomnieniami. Polacy są nostalgiczni i bardziej rozpamiętują co było niż by chcieli zmienić to, co jest obecnie. Bo przecież każdy z nas może wrócić, prawda? Każdy może kupić bilet mamie albo cioci, może odwiedzić swoje miejsca, skosztować nowych potraw w ulubionych knajpach i nawet tymi samymi, co przed laty, ścieżkami pójść przed siebie bez celu. I jeśli podczas tej drogi serce zabije nam mocniej to nie dlatego, że nagle ta ulica staje się nam bliska jak butelka wina po rozwodzie, ale dlatego, że jest związana z naszymi wspomnieniami albo właśnie staje się jednym z nich.


  • Teresa

    Serio tak jest! Znowu jakbym o sobie czytala I swoich emigracyjnych odczuciach! MI juz tydzien w Polsce starcza zeby zlapac sie z tymi, z ktorymi potrzebuje (emocjonalnie, duchowo czy biznesowo – czyt. lekarze) I zawsze wracam tutaj, do domu z ogromna radoscia, steskniona swojego lozka, swojej kuchni I rutyny. Gotuje jak gotowala moja mama z malymi wariacjami I kombinacjami I tez nie rozumiem ze ‚nie smakuje tak samo’ 🙂 a kiedy wracam do miejsc w Polsce to wracaja rozne wspomnienia I to one wlasnie czasem utrudniaja powroty. Ale wiem ze wszedzie dobrze gdzie nas nie ma… za to tutaj mam wszystko co kocham I choc lata moze brak, to jak mysle o naszych wszystkich wakacjach w ciagu pieciu lat to sie nie chce zamienic 😉 pozdrawiam serdecznie!

  • Gosc

    Jak masz polski sklep blisko , fajnie , mozesz ugotowac z polskich produktow po polsku. Jesli nie masz , nie mozna, bo angielskie produkty sa inne. Rodziny brakuje zawsze i zawsze, dziecka matki , rodzenstwa. Przyjaciol tez bo to co za przyjaznie sa nowe na obczyznie , to nigdy nie stana sie takie jak te od piaskownicy. Polak dla Polaka za granica to zagrozenie egzystencji. a co do reszty to kazdy odczuwa inaczej. Jesli ktos chce wyjechac z Polski niech wyjezdza , ale musi wiedziec ze: z dala od Polakow, uczyc sie angielskiego od razu , nie palic glupa i nie plakac ze nie idzie, miksowac sie z anglikami nie z Polakami i odkladac kase, nie zachlystywac sie ze mozna wszystko kupic czego nie moglo sie w Polsce. Te trzy zasady to podstawa i nie chlac z rozpaczy za bliskimi.

    • Tęskni się za rodziną i przyjaciółmi, ale to nie problem by mieć ich blisko (w większości przypadków), po czasie ta tęsknota się zmienia. Moim zdaniem z angielskich produktów można ugotować po polsku :).