WNĘTRZA

Fuckupy inwestora żółtodzioba.


Błędy podczas urządzania domu? Nie, to nie są błędy, tylko FUCKUPY!

Ilekroć na Instagramie pokażę kuchnię (ale posprzątaną, bo do zagraconej jakoś się tak nie garniecie!) dostaję kilka wiadomości, że “wow” i “super” oraz kilka, że “też bym chciała” i “marzenie”. Otóż to marzenie swoje kosztowało (głównie potu i łez), ale oprócz tego, że nie widać na niej brudu (wishful thinking), ma też kilka wad. Na przykład ponadczasowość. Tak ją, cholera, chwalicie, że nie mam serca przerabiać, a po ośmiu latach już mi się opatrzyła.

Ale ja tu nie o kuchni chciałam pisać. Widzisz, kiedy urządzaliśmy nasz dom, to było pierwsze wspólne wymarzone gniazdko, a my mieliśmy po dwadzieścia kilka lat. Taki wiek, kiedy człowiek jest jeszcze młody, ale chce się poczuć dojrzale i podejmować samodzielnie wszystkie te dorosłe decyzje poczynając od kredytowych a na kształcie kibelka kończąc. W zanadrzu miałam moje ukochane wtedy FM (Forum Muratora), Pinteresta który w Polsce był w powijakach i własny gust. Z tego miejsca dziękuję osobie, która wymyśliła, że o gustach się nie dyskutuje.

Z mężem od początku byliśmy zgodni co do kolorystyki, układu pomieszczeń, wyboru materiałów i tego, na co chcemy przeznaczyć więcej, a na co mniej kasy. To dosyć ważne – wiele osób optymistycznie zakłada 100% full wypas i jak się udaje (a udaje się rzadko), to super. Ja wiedziałam, że nie wykończymy całego domu i stety niestety wiele takich rzeczy ciągnie się za nami do teraz.

10 lat temu marzyłam o wiejskim klimacie ze skandynawskim polotem. O połączeniu starych spracowanych mebli z ciekawym ludowym designem i tanimi meblami od Szweda na wyciągnięcie każdej ręki. Wiele z tych zamiłowań pozostało do dzisiaj, ale jestem trochę starsza, wiem i potrafię więcej. To widać po tym, jak wykańczam meble – wkładam w to 100x więcej pracy i czasu. Nauczyłam się też czegoś, co w budowie i urządzaniu jest niezwykle ważne: jestem cierpliwa. Wolę poczekać na coś dłużej i mieć dokładnie takie, jak sobie wymyśliłam. To głównie dlatego niektóre elementy naszego domu są jakie są i czekają na odpowiedni moment :). Znowu odpłynęłam, a przecież chciałam Ci powiedzieć o największych fuckupach naszego domu, czyli błędach, które popełniliśmy jak te pisklęta nieopierzone.

 

BIAŁA SOFA

Wiem. Naprawdę wiem, jak ona ładnie potrafi wyglądać na Instagramie i w tych wszystkich wspaniałych skandynawskich wnętrzach, gdzie nawet podłoga lśni bielą. Wiem, że w pomieszczeniu jest wtedy tak świeżo, jasno i cudownie. I to trwa i trwa i trwa…jakiś tydzień. Przy dzieciach jeszcze krócej. Nie uznaję półśrodków w postaci kap, narzut i koców. Nie po to przecież kupuje się białą sofę, żeby ją zakrywać, prawda? Trochę prawda.

W mieszkaniu w UK mieliśmy jasny skórzany narożnik i już wiemy, że to jest materiał przeznaczony dla naszej rodziny. Łatwo się czyści i nie trafia człowieka cholera po każdym praniu. Zresztą nasz ektorp pierwsze plamy miał już pierwszego dnia używania, kiedy ciocia usiadła na niej w granatowych jeansach.

Jeśli nie macie dzieci, nie pracujecie w ogródku i generalnie raczej mało korzystacie z sofy – biała się świetnie sprawdzi!

BATERIA KUCHENNA W DREWNIANYM BLACIE

W erze, gdy po domu jeszcze biegały małe dinozaury, czyli zanim pojawiły się u nas dzieci, wszystko było w genialnym porządku. Zlew i bateria pełniły rolę dekoracyjną, korzystaliśmy tylko ze zmywarki. We dwoje produkowaliśmy niewiele naczyń i nie zdziwiłabym się, gdybym wtedy ze zlewozmywaka w ogóle zrezygnowała. 😉

Kilka osób ostrzegało mnie przed baterią przy oknie, ale akurat nie trafiły z problemem. Między oknami kuchennymi mamy kawałek ściany, nic się nie chlapie i nie brudzi. W stronę okien, bo w stronę blatu i owszem. Dziś zrobiłabym zlew dwukomorowy lub z jedną wielką komorą i baterią umieszczoną w zlewie. Woda, która ciągle kapie w okolice baterii działa mega destrukcyjnie na drewno. Miejsca jest niewiele, żeby to czyścić i już nawet bardziej intensywne olejowanie nie pomaga. Dlatego planujemy w przyszłym roku wymianę drewnianych blatów na konglomerat kwarcowy.

P.S. Jeśli kiedykolwiek mówiłam, że drewniane blaty są zajebiste – kłamałam. Może trochę nieświadomie, ale jednak.

DESKA PODŁOGOWA POKRYTA OLEJOWOSKIEM

Będę zupełnie szczera: nawet nie mam pewności, czy to na 100% olejowosk, ale coś mi się majaczy, że tak. Dlaczego nie polecam? Jest trudny w utrzymaniu, wyciera się i naprawa desek jest dość kłopotliwa. Podczas naszej kilkuletniej nieobecności podłoga została w znacznym stopniu zniszczona i teraz tak czy inaczej musimy ją cyklinować. Kwestia czym ją pokryjemy pozostaje otwarta, skłaniamy się ku olejowi.

RZECZY STYLIZOWANE

Stylizowane na stare, np. nasze kafelki w kuchni. Już wolałabym mieć faktycznie stare, te mi się znudziły już po roku i chyba niedługo zerwę je ze ściany, bo nie mogę na nie patrzeć. Nie mam więcej takich mebli/przedmiotów, ale myślę sobie, że gdybym miała, próbowałabym się jak najszybciej pozbyć.

Oooo wróć! Mamy jeszcze piekarnik stylizowany na retro sztukę. Co ja miałam w głowie, że patrzyłam wyłącznie na wygląd sprzętu? Jest niepraktyczny, działa beznadziejnie i nie dorasta do pięt nowoczesnym piekarnikom z kosmicznymi funkcjami, z których chętnie bym skorzystała, gdyby tylko były.

RĘCZNIE MALOWANE DRZWI

Ten wybór podyktowany był funduszami, ale w życiu codziennym jest upierdliwy jak diabli. Drzwi malowane w różnym czasie, różnie użytkowane, malowane zdaje się farbami dwóch różnych producentów. Efekt jest taki, że wszystko muszę robić od początku, tym razem w sposób przemyślany, dokładny i systematyczny. Nie zostawiać pracy w połowie i może dodatkowo zabezpieczyć farbę przed zniszczeniem.

ZA MAŁO

Mamy w domu za mało gniazdek (ciągle dorabiamy kolejne!) i za mało punktów świetlnych. Uporaliśmy się z doświetleniem blatów kuchennych, ale okazało się, że na półwyspie jest za ciemno. Przy jadalni powinny być kinkiety i kompletnie nie pomyśleliśmy o oświetleniu klatki schodowej. To znaczy mamy tam jeden kinkiet, ale w nocy daje za dużo światła i zdecydowanie lepiej sprawdziłyby się małe punkty świetlne przy każdym schodku.

Po wejściu do salonu oczom ukazuje się czarna dziura w postaci nieoświetlonego holu. Oczywiście wszystko da się zrobić, ale o ile łatwiej by było, gdybyśmy o tym pomyśleli na samym początku?

O gdzieś tak chwilę wcześniej niż tu:

***

I tak mogłabym wymieniać, bo fuckupów jest trochę więcej, ale będę tak miła i pozwolę Wam popełnić własne błędy, bo chyba nie da się ich uniknąć przy budowie pierwszego domu. Pierwszy buduje się dla wroga, drugi dla przyjaciela, trzeci dla siebie. Już się zastanawiam jak będzie wyglądała nasza nowoczesna stodoła w górach…

 

Budujesz? Remontujesz? Urządzasz? Może Twoi znajomi to robią? Pokaż im jakich błędów powinni unikać i podaj ten wpis dalej:


Dodaj komentarz

avatar

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  Subskrypcja  
Powiadom o