strach przed lataniem

Kto z nas nie marzył w dzieciństwie, żeby wzbić się do góry niczym ptak, poczuć wolność, rozłożyć skrzydła i lecieć. Tak po prostu lecieć do przodu, z dystansu oglądać świat. Nawet próbowałam skakać z fotela, ale kilka upadków z rzędu skutecznie mnie zniechęciło. Niemniej, mamy możliwość spełnienia tych dziecięcych marzeń. Czasem marzenia przekreśla prozaiczna rzecz…na przykład strach przed lataniem.

Wakacje w Ameryce Południowej, wyśniona podróż do Afryki, Teneryfa, Peloponez, Nowa Zelandia. Gdziekolwiek sobie wymyślisz, możesz lecieć. Nawet z Wrocławia do Warszawy. Tylko ten wiatr we włosach to tak nie do końca, bo z klimatyzacji. Gorzej, jeśli kochasz podróżować, ale boisz się latać i odczuwasz paniczny strach przed lataniem. Jak ja.

Mój strach nie spotyka się ze zrozumieniem, raczej od niechcenia ludzie przyznają, że owszem – też się boją. Że zanim wejdą na pokład, widzą swoje życie poskładane z puzzli, a przy starcie i lądowaniu ręce robią im się białe, tak mocno zaciskają je na czym popadnie. Że pasy najchętniej mieliby zapięte przez cały lot, chociaż jak to mówi mój mąż, one służą tylko do identyfikacji pasażera. Kto przyzna, że w samolocie szaleje mu błędnik, a najlepiej czuje się lecąc nad chmurami, bo ma wtedy wrażenie, że jest nisko czyli bezpiecznie. A może większość woli, kiedy samolot sobie grzecznie stoi na płycie lotniska? Jak ja.

Najczęstszym argumentem, mającym przekonać kogokolwiek do latania, jest ten o bezpieczeństwie. Katastrofy lotnicze rzadziej występują w przyrodzie niż wypadki samochodowe. Nie przeczę, ale czy ktoś zaprzeczy, że są bardziej spektakularne? Że szanse raczej marne, żeby wyjść ze zdarzenia bez szwanku? Są tacy, którzy w to wierzą, ale tylko dlatego, że tak czy siak muszą wejść na pokład. Jak ja.

Kiedy mówię, że się boję, najczęściej pada pytanie o samochód. Za kółkiem nie czuję się jak nieśmiertelna bogini. Doskonale pamiętam pierwszą jazdę w roli pasażera i te wszystkie puszki, którymi mnie wożono (no jak inaczej nazwać malucha?). Ale jeśli mam być szczera, chociaż prawdopodobieństwo wypadku samochodowego jest znacznie większe, bo tych zasrańców jeździ cała masa, i tak wolę auto. Gdybym nie wolała, to tych 13 czy 14 podróży do Chorwacji pokonałabym drogą powietrzną. Z całą pewnością mniej męczącą, może i mniej ryzykowną (naprawdę to rozumiem!), krótszą, wygodniejszą. Niestety mój strach ma nie tylko wielkie oczy ale i wielką dupę. Jak ja.

I rzecz cała w tym, że człowiek ma umysł i duszę. Umysł kuma rachunek prawdopodobieństwa, potrafi jasno kalkulować i rzeczowo podchodzić do sprawy. Dlatego latam i będę latać. Ale dusza rozrywa się na tysiąc kawałków i jest to dla mnie nie do pokonania. Coś silniejszego ode mnie. Mam nadzieję, że któregoś dnia to ja będę górą, bo nienawidzę, gdy coś mnie ogranicza.

Foto

  •  
  •   
  •  
  •  
  •  

11 comments

  1. Drop 26 marca, 2015 at 00:11 Odpowiedz

    U mnie może nie ma paniki, ale też nie przepadam i też wolę auto.

    Mam za to potworny lęk wysokości. Tylko on co ciekawe nie wpływa na mój stosunek do latania, bo objawia się tylko kiedy podłoże, na którym się znajduję jest niestabilne. Dziwne, wiem, ale np. przy wyglądaniu przez okno z 10 piętra nic mi nie jest zupełnie, ale gdybym miała stanąć na parapecie, umarłabym ze strachu. Nawet wchodząc na drabinę nogi mi miękną już jakoś w okolicach 4 stopnia 😉

    PS Ja znów nad chmurami nie lubię – mam wrażenie wtedy, że samolot stoi, a to chmury się poruszają, no i przez to złudzenie – nie wiedzieć czemu – zaczyna mnie natychmiast mdlić 😮

    • Anna Bartnik 26 marca, 2015 at 07:51 Odpowiedz

      To u mnie jest jeszcze inaczej. Też mam lęk wysokości i wygląda podobnie do Twojego (oprócz tej drabiny), ale jednocześnie ciągnie mnie np. na te wielkie diabelskie koła w UK. Po czym wsiadam i się nie ruszam ze strachu, bo to cholerstwo tak się kołysze i jakieś szpary ma w drzwiach itd. 😉

      • Drop 26 marca, 2015 at 09:47 Odpowiedz

        Haha, ja London Eye ogarnęłam w sumie nawet z przyjemnością, już nie pamiętam szczegółów, ale musiało być na tyle stabilnie, że czułam się bezpiecznie. Natomiast rollercoastery wszelakie – never again! Byłam kiedyś na jednym (takim dla dzieci w sumie) i myślałam, że się posikam :v

  2. ohdeer_blog 27 marca, 2015 at 23:50 Odpowiedz

    Ania ja latać bardzo lubię, właściwie prawie zawsze śpię, to dziwne bo lęk wysokości mam OGROMNY! Za to samochodem się raczej boję, szczególnie w Polsce, bo wiemy jakie mamy drogi. Co dziwne o o wiele bardziej zaczęłam się bać odkąd sama nauczyłam się prowadzić auto… Pozdrawiam

  3. Blogabella 18 kwietnia, 2015 at 18:23 Odpowiedz

    Oj ja też nie przepadam za lataniem samolotami. Każda taka podróż to droga przez mękę. Ciągle zatykające się uszy, wrażliwość na każdą zmianę ciśnienia, wysokości i Bóg wie czego jeszcze.

  4. Michał Latanie 7 maja, 2015 at 14:25 Odpowiedz

    No to ja Wam polecam wszystkim, tym bojącym się, specjalne zajęcia.
    Moja żona była, i naprawdę zmiana ogromna. Same warsztaty rewelacja, chociaż nie wierzyła za bardzo. Mi się udało poznać tylko mechanika, bo mogłem z nimi wejść do samolotu i hangaru. I wszyscy polecieli z tej jej grupy.

Leave a reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.