nie lubię świąt
DOM I PODRÓŻE

Tylko dureń serwuje bliskim święta z katalogu.

Ania, 4 lata.

Patrzy i wie, że coś się za chwilę wydarzy. Mama jest podenerwowana, biega ze szmatką w ręku po mieszkaniu i widać, że już sama nie wie czy lepiej sprzątać czy kręcić mak. Ania marzy o tym, żeby mama mniej czasu spędzała w kuchni, a więcej z nią. Albo żeby chociaż zaangażowała ją do pomocy przy gotowaniu. W końcu nadszedł ten moment! Cała rodzina zasiada do krojenia warzyw na sałatkę jarzynową. “Za duża ta kostka!”, “najpierw ziemniaki!”, “weź inną deskę”. I czar pomagania mamie prysł jak bańka mydlana. To nie był wspólnie spędzony czas, a gonitwa. Nie lubię świąt – pomyślała Ania.

Ania, 8 lat.

Zaczęło się od mycia okien. Tych drewnianych, które trzeba było rozkręcać. To znak, że święta zbliżają się wielkimi krokami. Za chwilę wszystkie duże garnki będą zajęte przez kolejne potrawy. Mama będzie chodziła wściekła, bo nie udało się kupić schabu czy innego boczku. Mama ciężko pracuje, ale mimo to po powrocie z etatu za punkt honoru obiera sbie przygotowanie świąt, przy których stół ugina się od jedzenia. Ania w tym wieku widzi Boże Narodzenie jako czas ogólnego zdenerwowania i dawania sobie prezentów. W pocie czoła szoruje łazienkę, chociaż w rzeczywistości łazienka tego nie potrzebuje, a potem i tak nikt nie zauważa, że coś się zmieniło. Ania nie może ubrać choinki tak, jak jej się podoba. Pod choinkę dostaje to samo, co starsza o 7 lat siostra. Nie lubię świąt – potwierdziła samej sobie Ania.

Ania, 16 lat.

Ania już dobrze wie jak będzie wyglądało to Boże Narodzenie. Bieg, krzątanina, wieczne pretensje. To znak firmowy rodzinnych świąt Ani. W zasadzie zero poczucia, że to święta miłości, wsparcia, rodziny, jedności. Z listy znikają kolejne odhaczone potrawy. Ania chciałaby wprowadzić w monotonne menu coś nowego, ale wokół sami tradycjonaliści, więc Ania postanawia, że kiedyś jej święta będą wyglądały inaczej.

Ania, 24 lata.

Ania już od kilku lat Boże Narodzenie dzieli między dwa domy. Część świąt spędza z rodzicami, a część z rodziną męża. Z przerażeniem zauważa, że bieg po złoty udziec na najlepiej zorganizowaną Wigilię, ma miejsce nie tylko w jej rodzinnym domu. Ania w tym roku wyszła za mąż i cieszy się, że jej wizja świąt jest zgodna z tym, co myśli jej mąż. Oczyma wyobraźni widzi prawdziwą, pachnącą choinkę, która każdego roku wygląda inaczej. Marzy o symbolicznych ilościach ulubionych potraw bez spinania się, że jak nie zrobi pierogów z kapustą i grzybami, ktoś ją posądzi o bojkot Bożego Narodzenia. Nie lubię świąt już nie gości w jej słowniku.

Ania, 30 lat.

Ania ma dwójkę dzieci. Na co dzień powtarza, że za chwilę zwariuje, ale nie wyobraża sobie bez nich życia. Ania stara się, żeby czas świąt przeżyć w sposób szczególny. Kieruje się kilkoma zasadami, dzięki którym być może jej dzieci będą kiedyś na święta patrzyły zupełnie inaczej…

  1. Rodzinne gotowanie. Wspólne robienie pierniczków, sałatki i przystrajanie domu.
  2. Prezenty nie są najważniejsze. Naprawdę. Niech świadczy o tym fakt, że w tym roku pomimo świąt w dużym gronie, jedynymi obdarowanymi będą dzieci.
  3. Tylko ulubione potrawy. Nie ma niczego tylko dlatego, że tak wypada. Nie ma niczego, co miałoby się zmarnować. Nigdy za dużo, a raczej symbolicznie. Nie ma świąt w kuchni, jest wspólnie spędzony czas.
  4. Najważniejsza jest dobra zabawa. Sanki, seans filmowy, christmas crackers.

I obym nigdy nie zeszła z tej drogi, w której priorytetem jest rodzina. Niby o tym pamiętamy, ale do czasu zrobienia listy to do przed świętami. No i hej, jeśli robicie święta u siebie w domu, niech będą składkowe! A druga rzecz: gdybym miała szorować łazienkę w obawie, że goście wytkną mi brudną fugę…to wolałabym święta spędzić w gronie, dla którego nieskazitelna biel umywalki nie jest najważniejsza.

 

Dzięki, że tu jesteś! Będzie mi bardzo miło, jeśli polubisz, skomentujesz lub udostępnisz ten wpis <3

  •  
  •   
  •  
  •  
  •  

2 comments

  1. Drop 19 grudnia, 2017 at 20:34 Odpowiedz

    Moja mama była taką właśnie małą Anią, dzięki czemu po założeniu własnej rodziny wychodziła z tego samego założenia co dorosła Ania 😉 Pamiętam mycie okien, ale to chyba jedyna rzecz z gruntownego sprzątania. Inne, “grubsze” porządki rozkładała sobie dużo bardziej w czasie, także pędu nie było, w końcu samo gotowanie pochłaniało 3-4 dni (ale tę krzątaninę, zapachy wspominam bardzo miło). Jestem wdzięczna mamie za takie podejście, uwielbiam Święta, totalnie nie przeszkadza mi to, że teraz zaczynają się właściwie już w listopadzie 😉
    A! I co ciekawe kiedy pomyślę o Świętach z dzieciństwa, ostatnią rzeczą, która mi się z nimi kojarzy to prezenty. Daje do myślenia teraz, w dorosłym życiu, kiedy tworzy się bożonarodzeniowe wspomnienia dla własnych dzieci.

Leave a reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.