– Dobra, słuchaj Magda. Bujam się z tym Boodzikiem, a on mi bokiem wychodzi. Trzy lata temu nazwę wymyślałam na szybko, głupio wyszło, ale wyszło! Po kilku miesiącach chciałam zmienić, wydygałam. Potem po roku znowu. Help, ja już nie chcę dłużej!
– A później? Czemu nie zmieniłaś?
– Po 2 latach to u mnie się zmieniło w życiu wszystko, ale akurat ta jedna rzecz – nie. Wiesz przecież, że do blogowania miałam wcale nie wracać. Ale jestem i tego cholernego Boodzika przez dwa „o” już na bank nie chcę. Równie dobrze  mogłabym tam dać o umlaut. Byłoby tak samo źle.
– Do rzeczy. Masz gotową nazwę?
– Simply Anna. Albo…
– Nie, nie. Simply Anna. Powiedziałaś i ja to widzę.

Magda to moja koleżanka. Mieszka w Szkocji, uczy języka angielskiego. Przerobiłam wiele różnych opcji. Nazwy polskojęzyczne nie podchodziły mi zupełnie, wychodziły za długie albo po czasie żałowałabym ich tak, jak Boodzika. Po dłuuugiej rozkminie, zostały mi trzy opcje anglojęzyczne. Nazwa miała spełniać kilka opcji: być prosta do wymówienia i bezproblemowa do dyktowania, pasować do treści, pokazywać mnie, nie mieć znaków specjalnych, być łatwa do zapamiętania. Najprostszą opcją byłoby zawarcie w nazwie własnego imienia i nazwiska, ale na ten krok się nie odważyłam.

Dlaczego Simply Anna?

Simply oznacza po prostu/zwyczajnie. Na blogu nadal publikuję treści związane z parentingiem, ale od samego początku towarzyszy mi dobra kuchnia, piękne wnętrza czy podróże w fajne miejsca, a od niemal dwóch lat także wątki związane z emigracją. Wspólnym mianownikiem wszystkich poruszanych tematów jestem ja. Jeśli miałabym podać najważniejszy element tego bloga, niewątpliwie wskazałabym na siebie. Jestem autorką wszystkich tekstów, zazwyczaj także ich bohaterką. Jestem tą osobą, która sprawdza wszystkimi kubkami smakowymi, czy dana potrawa nadaje się do spożycia i przekazania dalej w świat. Jestem tą osobą, która musiała postawić nogę na danej ziemi, żeby tę ziemię opisać. I, w końcu, jestem mamą, która pisze o swoich dzieciach. Dzięki nim zdobywam doświadczenie, którym mogę się podzielić. Tak po prostu.

Ale gdzie te zmiany?

Wiadomo – nie kończy się na nazwie. W dalszym ciągu będę łączyć wszystkie te kategorie, które są mi najbliższe, ale tak jak w ostatnim czasie, trochę bardziej skupię się na sobie.

SIMPLYMUM – wychowanie okiem mamy, ciekawe gadżety, czym zająć malucha i o rodzeństwie rzecz jasna.
SIMPLYVIEW – opinie na bardzo różne tematy.
SIMPLYCOOK – przepisy dla małych i dużych, zawsze smaczne i sprawdzone. Ciasta, desery, dania główne, przekąski i tak dalej.
SIMPLYLIFE – codzienność, lifestyle, co lubimy, co robimy i dlaczego w ten sposób, nasze sposoby na życie, aktywne i pasywne spędzanie czasu, książki, muzyka i wiele innych.
SIMPLYUK – wpisy o emigracji, porównania Polski i Anglii, atrakcje, codzienność na obczyźnie plus wszystko to, o co pytacie w prywatnych wiadomościach.

Wygląd strony

Póki co, oprócz zmiany nazw kategorii, nie planuję nowego szablonu, choć gdzieś tam z tyłu głowy chodzi oczywiście taka myśl. Jest kilka rzeczy, które chciałabym poprawić, ale robię to wszystko sama, więc potrzebuję odrobinę więcej czasu. Na szczęście dla mnie, Wy nie wiecie jakie to rzeczy ;).

Druga, ważniejsza sprawa to komentarze. Zastanawiam się nad ich sensem na blogu. Wraz ze zmianą domeny, wszystkie Wasze polubienia zniknęły (szkoda, w niektórych miejscach było ich nawet tysiąc, ładnie to wyglądało ;)), ale nic to. Nie wiem czy nie przenieść komentarzy na fb – może mi napiszecie gdzie Wam wygodniej komentować? Tu czy na facebooku? Do tej pory niewiele uwagi przykładałam do social mediów i już widzę, jak duży błąd popełniałam. Mea culpa.

Zdjęcia

Mniej dzieci, więcej mamy. Bardzo przepraszam, ale starszy zaczął protestować, a na moją stronę na fb zaglądają dziwne osobniki, którym nie chcę dostarczać materiałów :o. Wszystkie fotografie, na których jestem, robi mój mąż. Wybaczcie mu :D. W międzyczasie moja ręka poczyniła kilka stron komiksu, który może kiedyś ujrzy światło dzienne, zobaczymy.

Nie minął miesiąc, odkąd zmieniłam nazwę na blogu. To najlepsza decyzja, jaką podjęłam. Nie z dnia na dzień, ale już po kilku tygodniach widzę postęp. Jest Was coraz więcej, piszecie do mnie coraz częściej, a mi chce się więcej i bardziej. Dzięki! Gdyby nie Wy, pewnie nie miałoby sensu to, co robię. Ale jeśli mam realny wpływ choćby na kilka ludzkich dusz – warto. Wiem, że dzięki mnie ktoś zadzwonił po pomoc w sprawie depresji, ktoś założył dziecku gacie na plaży, ktoś inny łaskawszym okiem patrzy na Anglię.

Sprawdźmy jak to jest z tym komentowaniem – kliknij poniżej, to się przekonamy.

KOMENTARZE

Share:
  • Lubiłam boodzik lubię i nową nazwę. Sama kiedyś tak wszystko u siebie na blogu pozmieniałam i też na komentarzach straciłam. Myślę że obecnie coraz mniej ludzi komentuje choć teksty im się podobają. Widać to po wielu blogach. Chyba takie czasy 🙂

    • Aga, u mnie komentarze bez zmian, bardziej po dupie dała mi przerwa. Najpierw pół roku, potem 3 miesiące, ale widocznie tak miało być :).

      • Tym bardziej podziwiać że chciało Ci się jeszcze do blogowania wrócić. Ale ono trochę uzależnia co nie 🙂

        • Ogarnęłam życie, zdrowie, dzieci, teraz mogę ze spokojnym sumieniem zająć się blogiem :).

  • Czytałam Boodzika, po jakimś czasie wracam a tu Simply Anna, no no, myślę, zmiany całkiem na plus 😉 podoba mi się 🙂

    • W takim razie nie było Cię tu przynajmniej od miesiąca :), welcome back!