ŻYCIE

Mój mąż się na mnie obraził, bo zrobiłam to za jego plecami.

mąż się na mnie obraził

Mój mąż się na mnie obraził, bo zrobiłam coś za jego plecami. Zrobiłam naprawdę i za chwilę ci o tym opowiem, ale najpierw mała analiza męskiego mózgu. Otóż mężczyzna w swojej skomplikowanej naturze ma wpisane charakterystyczne poczucie niezależności, jeśli chodzi o jego zdrowie. Serio, większość znanych mi facetów umiera przy stanie podgorączkowym, ale do lekarza idą w wielkiej ostateczności. Przypomina mi się fragment South Park, kiedy wszystkim postaciom wypadały gałki oczne, krew się lała na lewo i prawo, ale stwierdzili, że mają tylko zapalenie spojówek. Z facetami jest tak samo!

I mój szanowny małżonek doskonale wpisuje się w ten antyzdrowy trend. Bo to silny gość jest, wysportowany, odżywia się zdrowo więc co mu może dolegać? Otóż od jakiegoś czasu skarżył się ten mój mąż na oczy. Dla porównania powiem wam jaki ja mam schemat działania.

Wysoka gorączka, wymioty, dreszcze, złe samopoczucie -> idę do lekarza.

Powiększone bez powodu węzły chłonne -> idę do lekarza.

Guzek wymacany na piersi -> idę do lekarza.

Zaburzenia widzenia i drętwienie kończyn połączone z innymi objawami -> idę do lekarza.

 

Mam dwoje dzieci. Chcę widzieć jak dorastają, chcę być cichym towarzyszem ich życia. Chcę widzieć jak najwięcej uśmiechów, sukcesów, spędzać z nimi wakacje i odbierać ze szkoły. Na lody bym chciała z nimi pójść jeszcze wiele razy, może nauczyć czegoś nowego i przekazać jakieś wartości. Chciałabym. Dlatego kiedy coś mi jest, idę do lekarza. Badam regularnie piersi, robię cytologię, od czasu do czasu proszę rodzinnego o morfologię i obserwuję własne ciało, żeby nie przespać momentu, w którym mogłoby dziać się coś złego. Nie ma wśród kilkudziesięciu tysięcy czytelników tego bloga choćby jednej osoby, która bałaby się śmierci równie mocno, jak ja. Naprawdę. Chwycę się wszystkiego, żeby żyć jak najdłużej, bo kocham każdy dzień.

I jak ta głupia kwoka myślałam, że on ma dokładnie tak samo! A tu masz – okazało się, że ostatnią morfologię miał kilkanaście lat temu, a do lekarza nie ma nigdy czasu się zarejestrować. W pierwszej chwili pomyślałam, że jest zwyczajnie nieodpowiedzialny, bo w moim mniemaniu powinien mieć podejście identyczne z moim. Dopiero kiedy sama zarejestrowałam go do lekarza i powiedziałam kiedy ma wizytę, dotarło do mnie, że to nie brak odpowiedzialności a strach zwyczajny. Wkurzył się strasznie! Najzwyczajniej w świecie mąż się na mnie obraził, bo mężczyźni najwyraźniej nie lubią być wyręczani, ale…czy coś przez to stracił? Czy ja coś zyskałam?

Wzięłam tego cholernego lekarza na własne barki i po sprawie. Bo przyjemnie jest się  troszczyć o każdego członka rodziny i pokazać, że zależy nam na jego zdrowiu. Że chcę tak, jak kiedyś sobie obiecywaliśmy, na starość spacerować za rękę brzegiem morza. Najpierw trzeba tej starości dożyć, prawda?

Kobiety! Jeśli widzicie, że ze zdrowiem bliskiej wam osoby coś się dzieje, ale stawia opory żeby iść do lekarza…wszystko w waszych rękach :). Czasem delikatna perswazja nie wystarczy! Oni się wściekają, czasem obrażają, ale na koniec są wdzięczni, że o nich dbamy. Wiem co mówię!

Jeśli podobał Ci się ten wpis:
zostań ze mną na dłużej na fp SIMPLYANNA
udostępnij ten wpis znajomym
zobacz inne wpisy z kategorii ŻYCIE
zostaw komentarz

Share: