DZIECKO

A czy Ty potrafisz pić mleko z zamkniętego kartonu?


Jak Polska długa i szeroka, wciąż trwają dyskusje na ten temat. I choć dyskusja jest potrzebna, zazwyczaj sprowadza się do tego samego. Jedni są za, inni przeciw. 

Mój syn ma niecałe 14 miesięcy, jest nadal karmiony piersią i pewnie jeszcze jakiś czas będzie. Nie, pokarm matki po jakiejś magicznej dacie np. 8 czy 12 miesięcy nie zamienia się nagle za sprawą cudu w wodę. Nadal stanowi pełnowartościowe pożywienie dla dziecka. Światowa Organizacja Zdrowia zaleca karmienie piersią minimum do drugiego roku życia. Oczywiście, jeśli maluch się wcześniej odstawi albo z różnych powodów nie zdecyduje o tym mama. Jeśli w ogóle nie karmi – też w porządku, mi nic do tego. Tak jak innym do faktu, że ja nadal to robię. Trafiłam dzisiaj na dyskusję o tym, że karmienie dziecka, które już chodzi jest patologiczne i obrzydliwe. Przestaje mnie to dziwić, skoro lekarze pediatrzy potrafią sugerować odstawienie po szóstym miesiącu a na wieść o karmieniu rocznego dziecka robią wielkie oczy i – sama nie wiem – są zaskoczeni czy udają. Bo jeśli naprawdę dysponują tak małą wiedzą, mam pewne obawy co do innych problemów zdrowotnych.

No cóż, nie od dziś wiadomo że to duża wygoda i oszczędność, a uważam się i za wygodną i oszczędną.  Do meritum: niezależnie od tego, jak długie jest to karmienie, każda mama (ta karmiąca butelką też, uwierzcie) chce to zrobić w spokoju.

Wciąż mnie zadziwia, że dyskusja na temat publicznego (WTF!?) karmienia piersią jest tak żywa. Blogi, telewizja, gazety – gdzie nie spojrzę, świat podzielony. Jeśli mamy karmiące mm odczuwają terror laktacyjny to mogę śmiało powiedzieć, że dotyka mnie ten sam problem. Bo jak inaczej nazwać piętnowanie…..jedzenia z piersi? Dlaczego mam to robić pokątnie, w brudnych toaletach (w których sama swojego obiadu też wolałabym nie konsumować) i składzikach na mopy. Nie ma miejsc przeznaczonych do karmienia. Wiecie dlaczego? Bo są niepotrzebne. Po pierwsze odsetek mam, które karmią piersią jest tak niski, że wydzielanie im specjalnego, spokojnego i intymnego miejsca do karmienia wydaje się niepotrzebne.

Po drugie dla mnie każde miejsce jest odpowiednie. Kiedy jestem głodna, wyciągam kanapkę albo jabłko i zajadam. Niezależnie od miejsca, w którym się znajduję. No, może faktycznie w kościele (choć, jak sięgnę pamięcią raz się zdarzyło) i w urzędzie (w uk i w urzędzie karmiłam) tego nie robię i nie mam problemu z opuszczeniem takiego miejsca z maluchem.  Moje dziecko również je, kiedy zgłodnieje. Jedna z nas wyjmie butelkę, druga poda pierś. Obie karmimy. Nie trzeba się gapić na żadną z nas!

Trzeba powiedzieć jasno: jacy my jesteśmy zakłamani! Z jednej strony trąbimy o braku pomocy laktacyjnej, o niskim procencie niemowląt karmionych piersią i dużym odsetku matek, które szybko rezygnują. Zastanawiamy się jak pomóc, polepszyć, wesprzeć. Ale jak już przyjdzie co do czego i karmiąca mama chce (straszne rzeczy!) nakarmić dziecko poza domem, mamy jedno ogromne „ale”. Gdy odniesie sukces w karmieniu naturalnym, powinna się z nim chować po kątach.

Jasne, mogła nakarmić, ALE powinna się nakryć.

Wszystkie te przebiegłe osoby, które jako pierwsze wpadły na pomysł zakrywania siebie i dziecka pieluchą czy innym namiotem zapraszam do nakarmienia mojego niemowlaka. Nie da się go przykryć – dopiero wtedy dostaje wścieku, puszcza pierś i zaczyna rozglądać dokoła, jednocześnie próbując pozbyć upierdliwca, który przeszkodził mu w jedzeniu. W jedzeniu, bo tym jest karmienie piersią. Nie pokazywaniem cycków, nie machaniem sutkami nad cudzym talerzem i nie ostentacyjnym wywalaniem piersi na stół. To tylko niektóre epitety padające pod adresem mam, które ośmieliły się wystawić na światło dzienne skrawek piersi, zakryty w trakcie jedzenia przez posilające się dziecko.

Oczywiście jestem za karmienie piersią, ALE dziecko karmię zanim wyjdę z domu.

Ja też. W przeciwnym wypadku nie zrobiłabym nawet kroku za drzwi, a udawać że nie słyszę płaczącego dziecka nie potrafię. Karmię przed wyjściem i…Po 15 minutach znów karmię, bo upał jest i dziecko chce pić. Albo robi się głodne, bo mleko kobiece jest bardzo szybko trawione. Dużo szybciej niż mm.

Są mamy, które okrywają pierś pieluszką lub mają staniki specjalnie przeznaczone do karmienia, w których choćby chciały, nie widać golizny. Są takie, które się odwracają – ze wstydu lub żeby nie gorszyć (ja tak robię, gdy jestem w restauracji z muzułmańskim towarzystwem). Są też w końcu mamy, które kompletnie się nie wstydzą, jednocześnie karmią dyskretnie. Nie znam żadnej kobiety, która z jakimś dzikim uporem  rozpinałaby bluzkę i wywalała piersi na widok publiczny. Najlepiej obie. Nigdy nie widziałam w ten sposób karmiącej kobiety, dlatego warto powtarzać: nie wszystkie to robimy! Jeśli widok karmiącej przeszkadza to znaczy, że patrzysz już za długo. Niedawno trafiłam na fantastyczny (nie przytoczę dokładnie, chodzi o sens) komentarz (mężczyzny!): nogi są do chodzenia, ręce do chwytania a piersi do karmienia, do tego właśnie zostały stworzone, inne uboczne skutki ich posiadania 😉 może i są fajne, ale zamysł był konkretny.

Czasy karmienia dziecka co 3h minęły (mam nadzieję) bezpowrotnie. Dziś robimy to na żądanie. Żądanie często bardzo głośne i nie znoszące sprzeciwu. Jeśli jakakolwiek mama decyduje się nakarmić dziecko w miejscu, w którym aktualnie się znajduje, robi to nie tylko ze względu na własną wygodę, ale także dlatego żeby innym nie uprzykrzać miło spędzanego czasu marudzącym krzykiem naszego dziecka. Dlaczego nie popatrzymy na to w ten sposób?

Jeśli kiedykolwiek widziałaś pierś karmiącej kobiety to miałaś ogromne szczęście, bo ja musiałabym nad taką stanąć – blisko – i do tego gapić się nachalnie, żeby dostrzec coś więcej niż kawałek skóry. Znacznie więcej pokazują codziennie miliony dziewczyn na ulicach, ale one spotkają się tylko z zachwyconym wzrokiem mężczyzn i zazdrosnym spojrzeniem innych pań. Lubimy gołe cycki w tv, na reklamach, głębokie dekolty  i krótkie spodenki odsłaniające więcej niż stringi – dlaczego więc takim problemem są głodne dzieci.

Laski opalające się topless nie są obiektem żadnej dyskusji, a rąbek piersi karmiącej może podzielić kraj. Może najpierw zlikwidujmy tych, którzy publicznie palą papierosy zatruwając powietrze sobie i wszystkim wokół. Pozbądźmy się facetów lejących pod drzewami jak spryskiwacze nawadniające na trawnikach.  Usuńmy pijaczyny zionące procentami na kilometr. Dzieci spożywające posiłek zostawmy w spokoju. Niezależnie od tego, w jaki sposób jedzą. No chyba, że potrafisz pić mleko z zamkniętego kartonu?


  • Aleksandra

    O tak, gorący temat, Żal, że w ogóle podlega tak żarliwej dyskusji. Szkoda, że równie zapalczywie nie komentuje się roznegliżowanych banerów reklamowych. I żeby mamy jeszcze faktycznie „wywalały cyce”! A przecież najczęściej w ogóle nie widać, że dziecko je. Ba, czasami w ogóle nie widać, że mama trzyma jakieś dziecko 😉 Karmię i karmić będę, a niech mi tylko jakiś typ zwróci uwagę, to zacytuję pewną starszą panią: Pan się nie oburza, tylko patrzy, bo w domu pan nie ma [piersi] :)!

    • Jeszcze nikt mi nigdy nie zwrócił uwagi, chociaż karmiłam w naprawdę nietypowych miejscach. Pewnie byłabym zszokowana, że ktoś się ośmielił!

  • No i się zgadzam (chociaż nie karmię). Też nie rozumiem całej tej jazdy o publiczne karmienie. Olać to. Podejrzewam, że przeszkadza to tylko skrajnie niedojrzałym osobom – nastolatkom, osobom bezdzietnym (dla nich wszystko, co wokół dziecka – nawet zmiana pieluchy – wydaje się „dziwne” lub „fuj”. I w sumie to rozumiem – też tam byłam ;)) lub mężczyznom, którzy nie poczuwają się do odpowiedzialności za swoje własne maluchy (wiesz: od opieki i wychowania jest mama).

    Tak jak piszesz: niemal codziennie spotykam kobiety karmiące – w parku, w CH, nawet w autobusie i nigdy, przenigdy przy tej okazji nie widziałam odsłoniętej piersi! To już więcej pokazują teraz na billboardach reklamujących stroje kąpielowe.

  • Drop

    Fajna puenta 🙂

    Jestem podobnego zdania. Chociaż muszę powiedzieć, że mamy karmiące publicznie widuję u siebie w okolicy baardzo rzadko. Teraz nawet nie mogę sobie przypomnieć ostatniego razu. Może faktycznie cała ta dyskusja tak zniechęca, bo koleżanki czasem wspominają, że zdecydowanie bardziej komfortowo czują się jednak w jakimś zacisznym miejscu, gdzie nie są narażone na spojrzenia innych.

    • Należę do tych ekshibicjonistek co mogą wszędzie, ale faktem jest że nie wszędzie chcę. Dla świętego spokoju – swojego i dziecka.

  • Kasia

    Też nie widziałam ‚wywalonych cycków’ w miejscach publicznych 🙂 Sama jak karmiłam to wolałam to robić dyskretnie, np jak nas odwiedzali znajomi to nie karmiłam bezpośrednio przy nich, żeby się nie czuli zawstydzeni.
    Przyznam szczerze, że jak moja koleżanka niedawno wyciągnęła cycek do karmienia córki jak siedzieliśmy przy stole, to zrobiło mi się dziwnie, choć sama karmiłam.
    Widać lata propanagdy zrobiły swoje w mojej głowie :))

  • Kasia

    propagandy 🙂

  • abstrahując od dyskusji – porównanie z kartonem przenajlepsze 🙂

    • Czuję się przedoceniona :).

      • Kasia

        Też mi się spodobało to porównanie 🙂

  • No_el

    Ja aktualnie jeszcze nie karmię, bo Dzidziol jeszcze jest w brzuchu, ale jeśli się da to mam zamiar karmić „cycem”.
    Pytanie do Ciebie Aniu mam natomiast inne – karmisz Boodzika czymś innym niż swoje mleko?
    Kaszka z butelki na przykład?

    • No jasne 🙂 ma już 14 miesięcy! Odkąd skończył pół roku, rozszerzamy mu dietę. Na początku – wiadomo – marchewka, ziemniak itd. Obecnie je 5 posiłków (niedługo będzie wpis o diecie roczniaka) – na śniadanie kaszka z owocem, potem pierwsze danie – zupa, drugie danie – bardzo różnorodnie dzisiaj np. spaghetti, później podwieczorek – jakiś przecier owocowy i kolacja kaszka. W międzyczasie ciągle cyc 🙂 przy czym najważniejszy jest ten na dzień dobry i dobranoc.

  • Jasne, rozumiem niechęć mamy tylko nie kumam oburzenia osób postronnych 🙂 jasne, że niektóre kobiety mają potrzebę intymności i nie lubią karmić przy innych.

    Dzięki za dobre słowo ;).

  • Gajzo

    Tak czytam komentarze, i w sumie nie sposób się z Wami niezgodzić, ale potem odpowiadam sama sobie (już jako obserwator, osoba postronna, jeszcze bezdzietna) dlaczego reakcje ludzi są takie, a nie inne… I odpowiedź jest prosta. Ja w takich sytuacjach jestem poprostu zawstydzona, trochę zażenowana, bo chociaż nie patrzę, to mam wrażenie, że widzę tą biedną mamę, pewnie jeszcze mocniej zestresowaną i zażenowaną niż ja. Nie odwrócisz głowy, bo może ta kobieta pomyśli, że robisz to z nieskrywanym oburzeniem… To trochę tak jak z patrzeniem na niepełnosprawnego. Głupio jest się wgapiać, ale chyba jeszcze gorzej jest udawać, że nikogo takiego przed nami lub obok nas nie ma. I chociaż nie przeszkadza mi matka karmiąca, to mam poczucie, że przekraczam jej intymną strefę (chociaż dzieje się to niezależnie ode mnie) i źle się z tym czuję.

    • Na pewno też masz trochę racji. Ja patrzę jedynie ze swojej perspektywy czyli braku zażenowania. Jeśli jestem w naprawdę nieprzyjaznym miejscu albo wiem, że miałabym zawstydzać tłum – wychodzę.

      Ostatnio byliśmy w knajpie wypełnionej po brzegi i byłam namawiana na karmienie przy stoliku (przy którym siedziało 8 osób) ale w takim ścisku i ja i dziecko czulibyśmy się niekomfortowo więc wyszłam.