WROCŁAW

Muzeum Powozów w Galowicach.


To trochę jak zmiana szkoły albo w  ogóle pierwsza klasa. Wszyscy nowi, nauczyciel wydaje się groźny a Ty, chociaż w środku trochę się wstydzisz, dziarsko wychodzisz przed szereg. Cała ja.

Nie inaczej było na spotkaniu blogerów dolnośląskich w Muzeum Powozów w Galowicach. Całkiem przyjemna atmosfera, świetna pogadanka i dyskusja, za którą dziękuję bo należę do osób, którym gęba się nie zamyka. Słowotok okraszony czerwienią policzków, bo rozkręcam się dopiero po chwili.

DSC_0478

DSC_0480

DSC_0487

Było miło poznać Monikę . Nie tylko sympatyczna dziewczyna ale i wygadana, co udowodniła oprowadzając nas po muzeum. Nieopacznie poinformowała nasze dziecko o możliwości dotykania eksponatów. Cóż, co złego to nie my!

I niby fajnie, wszystko ok. Atmosfera przyjemna, mili ludzie, pomiędzy którymi nie wisi cisza. Tylko była tam jakby sama. TB z Budzikiem zajęli piaskownicę, a obok mnie na sali siedzieli blogerzy z zupełnie innej bajki. Usłyszałam komentarz o tym jak to fajnie, że nie ma tych tam: szafiarek. Dlaczego? Po co spotykać się w jednym gronie o tych samych zainteresowaniach. Czy różnorodność nie jest bardziej interesująca? Zwątpiłam. O parentingówkach (wiem, że nie ma takiego słowa) nie powiedzieli nic, ale kto wie?

DSC_0490

DSC_0450

DSC_0464

DSC_0457

DSC_0486

DSC_0467DSC_0461

Blogowanie jest dla mnie przeciwieństwem alienacji. Blog to kolejna droga do ludzi. Niezależnie od tego, czy Ci ludzie to szafiarki, pisarze, przechodnie na ulicy, portierzy czy ekspedientki w drogerii. To jedno spotkanie uświadomiło mi, że jestem bardziej otwarta niż sama o sobie do tej pory myślałam. Jednokierunkowa, z zakazem wjazdu, zamknięta, w remoncie – moja droga do Was taka nie jest.