ROZMAITOŚCI

Jesteś szczęśliwy i zadowolony z życia? Pomogę ci to zmienić!

szczesliwy

Drodzy znajomi, koleżanki i przyjaciele. Znamy się lat kilka albo dłużej. Od kołyski, podstawówki albo liceum. Znamy się długo, choć okazuje się czasem, że niezbyt dobrze. Albo wy jesteście tak mało spostrzegawczy albo ja zwyczajnie minęłam się z powołaniem i powinnam była zostać aktorką. Nie wiecie jak bardzo mylą pozory.

Dzisiaj pięć rzeczy, o których nie mieliście pojęcia.

Jestem wstydliwa.

Nawet mój mąż po kilkunastu latach związku wciąż jest zaskoczony, jak często wypycham go przed szereg, żeby nie musieć z kimś rozmawiać, o coś pytać czy…zamawiać pizzy przez telefon. Nie-na-wi-dzę-te-go! Sama siebie za to nie lubię, ale może właśnie dzięki temu założyłam blog a nie kanał na youtube?

– Mamo, ale ja się tego boję.
– Widzisz, wszyscy których znam myślą, że jesteś jedną z najodważniejszych osób!
– Mhm.
– Ale jak im mówię, że się wstydzisz to mówią, że własnej córki nie znam.

Oj, znasz mamo, znasz. To nie tak, że nic nie zrobię. Porozmawiam zawsze z kim trzeba i na rzęsach stanę, żeby załatwić potrzebną sprawę. Ale tylko ja wiem, ile mnie to kosztuje nerwów i stresu. Poziom kortyzolu na bank przekracza wtedy wszystkie granice i wylewa się czerwienią na mojej twarzy oraz skrętem wszystkich narządów wewnętrznych. I zewnętrznych też, co będę sobie żałować.

Bałagan to moje drugie imię.

Znasz ten moment, w którym ktoś wchodzi do Twojego domu i mówi „jak tu ładnie” a ty przepraszasz za bałagan i zdmuchujesz ze stołu jakiś niewidzialny okruch. W zasadzie można by było zrobić u ciebie test białej rękawiczki. Tak to wygląda w chwili odwiedzin. Tymczasem dzień wcześniej…szorujesz z kanapy plamę po soku wylanym mniej-więcej tydzień wcześniej przez twoje dziecko. Postanawiasz w końcu zebrać buty z przejścia i zamieść piach na tarasie. Talerze ze zlewu skrzętnie wprowadzasz do zmywarki. Bo to, że masz zmywarkę nigdy nie oznaczało, że zlew jest pusty ;). Przyznaję, że u mnie często tak to wygląda.

Od zawsze miałam tak, że akceptuję pewien stopień bałaganu aż w końcu wybucham i sprzątam od deseczki do deseczki, centymetr po centymetrze razem z polerowaniem sreber, których nie mam. Istnieją na świecie pedanci, którzy nie widzą powodu do sprzątania, póki bałagan nie osiągnie konkretnego poziomu. Hello, jestem jednym z nich.

Zapominam.

Nie poszliśmy na dzień otwarty w przedszkolu, bo myślałam że jest dzień później. Na szczepienie młodego pojechaliśmy tydzień za wcześnie. W podstawówce kupiłam dwie bułki z makiem. Jedną dla siebie, o drugą prosiła mnie nauczycielka. Na schodach zaczęłam jeść raz jedną, raz drugą (tak, dałam pani pogryzioną bułkę i powiedziałam, że taką mi już sprzedano!). O piątej rocznicy ślubu przypomniał mi teść wysyłając życzenia. Notorycznie od sześciu lat zapominam pogłaskać kota w jego styczniowe urodziny, a teściowa swoje życzenia otrzymuje z 24 godzinnym opóźnieniem.

Lista zakupów do sklepu to już nie fanaberia, a konieczność. W przeciwnym wypadku albo kupię połowę potrzebnych rzeczy, albo zupełnie inne niż powinnam. Przepisy z pamięci to też już nie dla mnie. Bywa, że zapominam sprawdzić czy mam wszystkie składniki w szafkach a potem kombinuję jak wymodzić omlet bez jajek albo rosół bez kury. Wiele rzeczy zapisuję na kartkach – o ile o tym pamiętam, a potem nie zgubię kartki.

A lubię gubić wszystko.

Jestem osobą stale poszukującą. Stale! Przynajmniej kilka razy dziennie pytam męża czy czegoś nie widział. Naszą ostatnią deską ratunku jest starszak, który ma pamięć absolutną i potrafi wskazać w domu wszystkie przedmioty. Jest takie powiedzenie, że jak żona nie może znaleźć, to znaczy że przepadło. To na bank nie o mnie, bo ja nigdy nic znaleźć nie mogę! Klucze są na dnie…nie zawsze torebki. Nie odkładam rzeczy na miejsce. Często za to znajduję różne ciekawostki zupełnym przypadkiem!

Mam permanentnie negatywne nastawienie.

Bardzo z tym walczę każdego dnia, żeby nie wstać znowu lewą nogą. Ciężko mi dostrzec pozytywne strony w…czymkolwiek! Nawet macierzyństwo wkurza mnie coraz częściej, choć zwalam to na karb zmęczenia powtarzalnością niektórych czynności. Kiedy inni cieszą się przedszkolem, ja rozmyślam o porwaniach, dyskryminacji, przemocy i zaniedbaniach. W lotach samolotem widzę katastrofy, a na ulicach terrorystów. Łapię się na tym, że w życiu nie dostrzegam większego sensu, ale…to bardzo ważne -> to działa na mnie tak motywująco, że natychmiast nadaję sens wszystkiemu co robię i czuję się lepiej.

Czasem mój mąż się śmieje, że mogłabym pisać czarne scenariusze i wszystkie pesymistyczne sceny do filmów. Cóż, ma w tym sporo racji. Doskonały pomysł na biznes.

Nie widzisz w czymś negatywnych stron? Zgłoś się do mnie!

Jesteś szczęśliwy i zadowolony z życia? Pomogę ci to zmienić!

O ile oczywiście wcześniej czegoś nie zapomnę, nie zgubię w bałaganie a potem nie będę się wstydziła o tym powiedzieć. Cała ja. Dzień dobry, jak ci mija dzień?