DZIECI I RODZINA

Taki duży, a beksa! Dlaczego warto czasami ugryźć się w język?

  • 20
  •   

Duży sklep w małym mieście. W powietrzu czuć było ostatni dymek zabarwiony smogiem. Ludzie znudzeni oglądaniem powtórek w tv postanowili pogapić się na innych w przestrzeniach wypełnionych produktami w promocji. Gdzieś w tym wszystkim my, w jednej ręce lista z pozycją zakreśloną czerwonym flamastrem, w drugiej niewielka dłoń, ufnie ściskająca kciuk z całej siły.

Pojechaliśmy kupić buty starszemu. Pewnym krokiem wkroczyliśmy w świat sieciówek, w ofercie których matka wypatrzyła jakąś supermegaokazję na czerwone obuwie sportowe, o którym marzył starszak. To wszystko tytułem wstępu, a teraz wyobraź sobie taką historię…

Twoje marzenia kończą się tam, gdzie otwierają się gęby innych ludzi. 

Jesteś zaproszona na bal. Full wypas, same gwiazdy. Szukasz tej jednej wymarzonej kreacji, która zatuszuje twoje boczki, podniesie biust, wydłuży nogi i wysmukli wszędzie tam, gdzie pomimo ćwiczeń z Chodakowską i tak masz warstwę ochronną na wypadek nagłego wystąpienia akrktycznych mrozów w centralnej Polsce. Znajdujesz taką i czerwona z emocji jak piec martenowski rezerwujesz sobie pięć minut, żeby wyskoczyć do jedynego butiku, w którym występuje. Zasypiając niemal płaczesz, bo wiesz już, że mają twój rozmiar. 38. Wejdziesz. Na pewno wejdziesz. Przecież od wczoraj między posiłkami podgryzasz jarmuż.

Wstajesz już o 6:00, bo do przymiarki chcesz wyglądać jak milion dolców wyprodukowanych przed sekundą. W pracy jesteś umówiona na późniejszą niż wykle porę, a pierwsze kroki kierujesz wprost do jaskini odzieżowej rozpusty. Już czujesz dotyk koronki na biuście, tafty na tyłku i zapach forsy, jaką za chwilę wydasz na wymarzoną sukienkę.

Jest! Mają twój rozmiar, mieli rację. 38, które wydawałoby się jest tym samym 38, co rok temu. Jedna nóżka, druga nóżka, podciągasz i…ale co to? Czyżby w biodrach utknęły zjedzone przez zimę serniczki, czekoladki i lody polecane na smutki? Czyżby spełniło się od lat powtarzane “żeby poszło w cycki”? Chyba właśnie poszło! Jest ci cholernie przykro, pierwsza kropla tuszu, co to miał być wodoodporny, spłynęła razem z wysiłkiem na sukienkę, której nigdy na żaden bal nie założysz. Ale jeszcze nie wszystko stracone. Przecież mogą mieć twój rozmiar!

Pytasz.

Nie mają.

Na bal nie idziesz, bo innej kiecki nie chcesz zakładać.

Dziecko to taki mały człowiek, wiesz?

Może ta sukienka to infantylny przykład, może nie jest życiową tragedią tyłek za duży o jeden rozmiar. Nie nam jednak oceniać kto ma jakie marzenia i plasować ich wśród własnych pragnień. Nie wciśniemy cudzych priorytetów między swoje ideały. Mój starszy syn wymarzył sobie czerwone buty. Wśród setki, jakie pokazałam mu na komputerze, wybrał sobie te jedne. Nie potrafi czytać, więc nie wiedział ile kosztują. Nie wybrał ich ze względu na markę, cenę ani modę. Wymarzył sobie czerwone, sportowe buty. Bo białe już ma, a czarne miał kiedyś. Bo zielonego nie lubi, a niebieskie nie będą mu pasowały do koloru oczu. Chciał czerwone.

I kiedy już sobie je wybrał, znaleźliśmy jeden jedyny sklep, który ma jego rozmiar, ponieważ nie były dostępne online. Pojechaliśmy, dzieciak cały w emocjach przemierza sklep i szuka tego, o czym mógł sam zadecydować. Czegoś magicznego, bo przed chwilą było w komputerze, a teraz można dotknąć. Bierzemy.

Są za duże.

Młody był zdruzgotany. Na miarę swoich dziecięcych uczuć. Wedle jego skali wydarzyło się coś strasznego, co nie pozwoli mu zagrać następnego dnia w piłkę z kolegami i zniweczy plany dotyczące wycieczki rowerowej. Płakał bardzo, a my pocieszaliśmy na tyle, na ile nam pozwolił.

Ale o co chodzi z tymi butami?

Zastanawiasz się po co ta gadka o sukience i co kogokolwiek mogą obchodzić buty mojego syna? No więc może nie powinny, ale młody płakał mocno, nie chciał wyjść ze sklepu ale w końcu dał się przekonać i opuścił sieciówkę na moich rękach. Kiedy prawie dochodziliśmy do samochodu, piekło się rozstąpiło, a na naszej drodze wyrosła kobieta koło pięćdziesiątki. Zatrzymała się przy nas i syknęła synkowi do ucha

Taki duży, a beksa!

Moje nogi w sekundę wrosły w parkingowy asfalt.

Taka stara, a taka głupia!

Pomyślałam, bo zanim zdążyłam się odezwać kobiety już nie było. Bez refleksji, bez przemyślenia, bez mózgu.

Nie zwracaj uwagi, jeśli nie masz ku temu poważnych powodów, np. nie jesteś świadkiem przemocy fizycznej lub psychicznej.

Nie traktuj dziecka, jakby były nieobecne. Nie zwracaj się do niego, odmawiając mu prawa do uczuć. Negatywnych i pozytywnych.

 

Akceptacja negatywnych uczuć u dziecka.

Jestem mamą od pięciu lat, ale od początku intuicyjnie czułam, że akceptacja uczuć dziecka jest jedną z najważniejszych rzeczy w moim macierzyństwie. Przyzwolenie na okazywanie pełnej palety emocji to wolność, o której wciąż wielu rodziców nie ma pojęcia.

Co to w ogóle są negatywne uczucia?

Chciałabym napisać, że wszystko to, co powoduje smutek, złość, frustrację, ale to by było duże uproszczenie. Bo to także zaakceptowanie poczucia straty, niechęci do rzeczy i osób, znudzenia, złego samopoczucia, a także tego, że dziecko ma swoje problemy, choćby należała do nich obecność rodzeństwa podczas zabawy.

Negatywne uczucia nie są równoznaczne ze złymi uczuciami lub takimi, które nie powinny występować. Wręcz przciwnie, każdy człowiek miewa gorsze chwile i kiedy ktoś z otoczenia to zaakceptuje, robi nam przysługę.

Jak akceptować negatywne uczucia?

To zależy od dziecka. Czasem wystarczy powiedzieć “rozumiem jak się czujesz, spotkało mnie kiedyś coś podobnego”. Inny maluch może potrzebować przytulenia lub uklęknięcia tak, żeby nasza głowa była na wysokości głowy dziecka i zaproponowanie rozwiązania “domyślam się, że jest ci bardzo przykro – może spróbujemy znaleźć podobne buty”.

Inne słowa, którymi możemy zaakceptować negatywne uczucia (czyli ukoić nerwy mojego syna związane z brakiem butów:

Ojej, jesteś rozczarowany!

 

Ja też liczyłam, że kupimy buty w tym sklepie. Wymyślmy razem co teraz zrobić?

 

Tyle czasu poświęciłeś, żeby wybrać sobie akurat te buty! To przykre kiedy nie możemy zrobić tego, co zaplanowaliśmy!

 

Czego na pewno nie mówić do dziecka:

Daj sobie spokój, jak nie te, to inne!

 

Przestań marudzić!

 

Jak nie przestaniesz, będziesz biegał boso!

 

No i co za tragedia? Ryk ci w niczym nie pomoże!

 

Dzieci nie są beksami. Po prostu jakaś z ich potrzeb nie została spełniona.

 

Dzięki, że tu jesteś! Jeśli podobał Ci się ten wpis, będę bardzo wdzięczna jeśli go polubisz i udostępnisz na fejsie swoim znajomym <3


  • 20
  •   
avatar

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  Subskrypcja  
Powiadom o