DOM I PODRÓŻE

Szczególna przypadłość – recenzja książki.

David T. Caine. Geniusz, bo inaczej powiedzieć o człowieku, który w myślach oblicza rachunek prawdopodobieństwa byłoby bluźnierstwem. Matematyk, epileptyk, hazardzista. Nie wiem czy to odpowiednia kolejność. Podczas jednej z partyjek w pokera, nasz bohater przegrywa sporą, jak na swoje możliwości, sumkę. Powiedzmy, że robi to  w wyniku napadu epilepsji. Tym razem prawdopodobieństwo nie było po jego stronie.
.
Wciągająca, fascynująca powieść. Już dawno żadna książka nie spowodowała w mojej głowie takiego natłoku myśli. Bo oto dowiedziałam się, że wbrew obiegowej opinii światem nie rządzi przypadek. Czegoś takiego w ogóle nie ma! To, że spotykamy znajomą osobę podczas zakupów, że gubimy prawo jazdy albo wygrywamy szóstkę w totolotka albo na przykład zachodzimy w ciążę (o nie, to jednak niedobry przykład) – nic nie zdarza się ot tak. Coś jak efekt motyla, którego ruch skrzydeł wywołuje burzę piaskową setki kilometrów dalej. To od prędkości wiatru, wilgotności powietrza, wystającej kostki w chodniku czy plamy na podłodze coś się dzieje lub nie. Popatrzmy na to z innej strony: wszystkie nasze sukcesy i porażki, wzloty i upadki. Jak myślicie, czy są konsekwencją naszych czynów? A czyny, czy na pewno mamy na nie taki wpływ jak nam się wydaje? Możemy wybierać spośród kilku opcji ale te opcje są z góry znane i określone. Szaleństwo!.
.
Jeśli wydaje Wam się to skomplikowane to uprzedzam, będzie jeszcze ciekawiej! Caine potrzebuje kasy. Jest chory i poddaje się eksperymentalnemu leczeniu. Leki, które przyjmuje powodują, że odkrywa w sobie nowe umiejętności. Staje się, a może zawsze nim był, demonem Laplace’a czyli istotą znającą położenie wszystkich elementarnych cząstek wszechświata, działanie sił oddziałujących na te cząstki. Krótko mówiąc nasz epileptyk-hazardzista potrafi przewidywać przyszłość. Tutaj książka zakrawa już o s-f, a tego gatunku nie lubię. W niczym mi to jednak nie przeszkadza. Dalej jest arcyciekawie i zaskakująco. Fabuła książki jest zwarta, trzyma się kupy, wszystkie wątki zostają wyjaśnione. To debiutancka powieść autora więc chylę czoła.
.
Czytałam kilka recenzji Szczególnej przypadłości. Spotkałam się z zarzutem jakoby w książce było za dużo obliczeń matematycznych. Przyznałabym rację gdyby autor traktował w niej o miłosnych uniesieniach przy zachodzie słońca albo dupie Maryni, na którą nie wchodzą za małe gacie. Matematyka, a ściślej rzecz ujmując, kilka krótkich wstawek objaśniających sedno rachunku prawdopodobieństwa, pomaga zrozumieć pozostałe poruszane zagadnienia. Bez matematyki, statystyki nie wiedzielibyśmy dlaczego przy czterech rzutach monetą największe jest prawdopodobieństwo, że reszka wypadnie dwa razy. A jednocześnie na każde cztery rzuty nie zawsze tak będzie.

I w końcu to pierwsza od dłuższego czasu lektura, w której zaznaczałam sobie co ciekawsze fragmenty, które nie chciałabym żeby gdzieś się zagubiły.  Nie jest to książka na wakacje, nie czyta jej się “na raz”, nie każdemu się spodoba. Geniuszu jej jednak nie odmówię, bo choć nie porwała mnie w cudowną podróż od pierwszej strony, sprawiła że podczas drzemek dziecka zamiast odsypiać, miałam szeroko otwarte oczy i starałam się przewracać po cichutku kartki. Na tyle cicho i delikatnie żeby przypadkiem nie wywołać pożaru w Australii. Przeszłość jest jedna, przyszłości są tysiące. W jakiejś malutkiej części sami decydujemy o tym, która z przyszłości stanie się tą jedyną.
.DSC_0046

P.S.
A jeśli braknie komuś humoru, niech przeczyta podziękowania na końcu, mnie ubawiły.

.

  •  
  •   
  •  
  •  
  •  

10 comments

  1. Kuku-Mamuniu 27 listopada, 2013 at 09:36 Odpowiedz

    WOW, jak Twój synek już ładnie siedzi!
    Nasz nie siedzi. Prawdopodobnie najpierw zacznie wstawać (w całej rodzinie od mojej i męża strony dzieci nie siedziały niemal do roku). Najgorsze jest to, że nie mieści się już w swoim foteliku samochodowym (zwłaszcza w kombinezonie zimowym), a nie zmienimy tak szybko, bo nie siedzi (przewraca się nawet z podparciem). A jak to u Was wygląda, bo z tego co wiem, Boodzik jest dużym chłopcem?

    Czasami widzę biegające dzieci dużo mniejsze od naszego (w tej chwili waży ok. 9 kg i nosi ubrania w rozmiarze 80, ile dokładnie ma, nie mierzyłam), śmiesznie to wygląda, bo podbiegają, gadają do Kuka, są mniejsze o głowę, a nasz jeszcze taki niekumaty w stosunku do nich…

    • BOODZIK 27 listopada, 2013 at 20:38 Odpowiedz

      Mamuniu, teraz mogę. Budzik z podparciem siedzi pewnie, bez podparcia dłuższą chwilę i coraz lepiej trzyma równowagę, ale jeszcze troszkę brakuje. Parę razy usiadł sam, podciągając się za coś np. mój sweter, podejrzewam że niedługo siądzie. Zaczął dwa tygodnie po rozpoczęciu pełzania do przodu. Ostatnio też wstał, nie wiem jakim cudem, tzn. wiem: z kolan moich podciągnął się za oparcie sofy na której się bawiliśmy. Nóżki jeszcze chwiejne i staje na palcach, chociaż wyglądał słodko :).

      Spory jest, ma prawie 80 cm, ubrania 80 i resztka 74 (zazwyczaj albo za krótkie albo jakieś niewymiarowe). Waży podobnie, ciut ponad 9 kg. Jak patrzę na zdjęcia to wydaje mi się podobnej wielkości :). Głowa zaczyna wystawać z fotelika więc faktycznie czas zmienić, bo jest to kryterium ważniejsze od wagi, zwróć na to uwagę. W foteliku będzie przypięty pasami (chyba większość ma pasy 5-punktowe więc trzymają lepiej). Te większe foteliki też mają pochylone oparcie, są też takie od 0- iluśtam kilogramów więc Kuku by sobie poradził.

      Też widziałam mniejsze dzieciaczki chodzące, gadające 🙂 mało tego, widziałam takie w wieku Budzika które już chodzą od dłuższego czasu! Niepojęte :).

        • BOODZIK 28 listopada, 2013 at 16:37 Odpowiedz

          Dziewczynki przewaznie mniejsze a 80 to wlasnie na roczek doobra. Budzik z części 80 wyrasta co obserwuje z przerażeniem bo to jednak masa ciuchow w krotkim czasie. Ale o garderobie bedzie osobny post 🙂

    • BOODZIK 27 listopada, 2013 at 20:40 Odpowiedz

      Polecam, choć to książka specyficzna. Mnie najbardziej zainteresowały obliczenia i teorie bo jest ich tu trochę np. determinizm kontra zasada nieoznaczoności Heisenberga. Chyba jednak jestem ścisłowcem i inżynierem nie bez kozery :D.

  2. Drop_Inn 27 listopada, 2013 at 23:18 Odpowiedz

    Ze mnie marny ścisłowiec, ale recenzja mnie zaintrygowała. Szczególnie, że też nie wierzę w przypadki, choć w nieco innym sensie. Takim, że wszystko w naszym życiu dzieje się po coś. A jeśli się nie dzieje to też po coś 🙂

Leave a reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.