DOM I PODRÓŻEDZIECI I RODZINA

Ciemne strony…podróżowania z dziećmi.

podróżowanie z dziećmi

Kiedy zdecydowaliśmy się na krótki wypad do Krakowa, nie wiedziałam jeszcze, jak bardzo utwierdzi mnie w dotychczasowym przekonaniu, że podróżowanie z dziećmi, to zupełnie inny wymiar poznawania świata. Lub braku możliwości poznawania go, bo w moim przekonaniu (doszły mnie słuchy, że nie jestem sama!) z dziećmi jest to o wiele trudniejsze. Lub wręcz niemożliwe.

podróżowanie z dziećmi 2

Instagram vs rzeczywistość.

Wiesz, że instagramerki używają presetów, poprawiają sobie pryszcze w photoshopie albo chociaż robią makijaż, nim zaczną nagrywać stories z pobudki. To widać. A czy wiesz, że niektóre uśmiechnięte dzieci, uśmiechają się bardziej do czekoladki, którą za chwilę dostaną niż ze szczęścia? Że są dzieci podszczypywane w tyłek, kiedy się wiercą i obiektyw widzi rozmazaną plamę zamiast kilkulatka? Bo przecież widać dzieci zachwycone każdym nowym miejscem, wypoczętych rodziców i wspaniałe widoki. Wiem, takie zdjęcia się sprzedają i wiem, nie każdy chce pokazywać trudniejsze chwile. Tylko, że one są, istnieją naprawdę i jako rodzice powinniśmy o tym mówić.

Po co poruszać trudne tematy na Instagramie?

Och, to proste! Tam są teraz ludzie. Rodzice. Przyszli rodzice. Osoby, dla których podróżowanie z dziećmi jest ważne oraz te, którym cudze dzieci umilają drogę ;). Dobrze, żeby wiedzieli, że różnie bywa. Podróżowanie z dziećmi, to nie tylko widoczki i uśmiechy, a urlop raczej nie równa się odpoczynkowi. Chociaż, tu muszę zaznaczyć – nie zawsze tak jest. Na stories wspominałam o Ani Skurze z Whatannawears, która ze swoją córką Melodyjką podróżuje po całym świecie i pięknie się w tym spełnia. Odzywała się u mnie Monika z Dolny Śląsk dla Uli, która zawsze zaznacza, że z córką jak najbardziej może wypocząć. Odzywają się osoby twierdzące, że wymyślam sobie problemy. Nie wymyślam, bo one naprawdę istnieją, ale nie spotykają każdego.

Podróżowanie z dziećmi. Jedno czy więcej?

Mam tylko dwoje, ale kompletnie różnych dzieci z innymi potrzebami. Dwoje i więcej dzieci, to konieczność dostosowania planu podróży, środka lokomocji, intensywności zwiedzania czy ilości odpoczynku do każdego z nich!

Słyszę głosy starszego pokolenia i do znudzenia powtarzane “kiedyś się jeździło 15h pociągiem i wszyscy żyjemy!” albo “spało się gdziekolwiek i nikt nie narzekał”. Można sobie teraz odbić po latach, co? Nie widzę powodu, dla którego miałabym się męczyć w imię solidarności z podróżującymi 30 lat temu rodzicami małych dzieci. Zwłaszcza, że zaspokojenie potrzeb każdego z moich chłopców jest dla mnie bardzo ważne. Chciałabym, żeby podróż jako całość sprawiała nam wszystkim przyjemność.

Bywa jednak, że pomimo przemyślanej strategii, nie każdy z naszych wyjazdów zaliczam do udanych. Zdarzają się cudowne podróże (jak ta do Włoch) i niewypały (jak ostatnia do Krakowa).

O czym musisz pamiętać podczas podróży z dziećmi?

DZIECIOM NIE DOGODZISZ

W samochodzie trzeba za długo siedzieć, w pociągu należy zwracać uwagę na innych pasażerów, w autobusie nie ma gdzie się ruszyć, w samolocie też bywa niekomfortowo, więc o statku nawet nie wspomnę. Z tego miejsca pozdrawiam babcie, które polecały nam opowiadanie o krajobrazach za oknem podczas jazdy pociągiem. Bardzo interesujące przez jakieś 10 minut, bo pole od pola kompletnie niczym się nie różni ;). Najwyraźniej 30 lat temu wyglądało to inaczej.

DZIECI CHORUJĄ

Nie wiem czy tylko moje lubią kichać tuż po wyjściu z domu i mieć temperaturę akurat po przyjeździe na miejsce? Czy to jakaś cholernie niesprawiedliwa reguła, która dotyka rodziców? Latem jest trochę łatwiej, sezon grypowy nas nie rozpieszcza, więc lwią część miejsca w walizce zajmują u nas zawsze lekarstwa.

DZIECI KOSZTUJĄ

W sensie: zawsze więcej, niż zakładasz. Uwielbiam podróże niskobudżetowe, ale nawet one oznaczają pewien zapas gotówki na nieprzewidziane sytuacje, które musisz przewidzieć. Uwierz mi, w cztery dni zdarzyło nam się takich kilka, a z racji tego, że przyjechaliśmy pociągiem (popełniając pierwszy, poważny błąd), musieliśmy sobie radzić na miejscu.

DZIECI SĄ STALE GŁODNE

Ale nie, że w standardowych porach, kiedy jedzą posiłki w domu czy przedszkolu. Potrafią być głodne na okrągło lub, co chyba jest znacznie trudniejsze do przeskoczenia, przez dłuższy czas jedzenie ich absolutnie nie interesuje. W ogóle jedzeniu z dziećmi w restauracjach warto chyba poświęcić osobny wpis, bo podobnie jak w podróży, różnie bywa, a wielu rodziców niekoniecznie ma czas jechać godzinę na drugi koniec miasta do knajpy przyjaznej rodzinom z dziećmi.

Doskonałą opcją jest mieszkanie z wyposażoną kuchnią i zazwyczaj na takie się decydujemy, ale wiadomo, że tu już się liczą preferencje i możliwości danego miejsca.

DZIECI SIĘ KŁÓCĄ

Żeby tylko 18 razy dziennie, a tu nie. O nitkę, kostkę brukową, konia, klocki, zabawkę, spojrzenie, oddychanie tym samym powietrzem. Relanium mile widziane.

ISTNIEJĄ DZIECI, KTÓRE…

…Nie lubią podróży i wcale nie dlatego, że ich w swoim życiu nie zasmakowały. Nie twierdzę, że są urodzonymi domatorami, ale nie przepadają za taką formą spędzania czasu.

…Mają problem ze zmianami. Podróż wymaga wtedy bardzo długiego przygotowania dziecka, zapowiedzenia mu wszystkiego, co będzie się działo i uprzedzenia przed ewentualnymi niespodziankami.

…Są nieprzewidywalne. Nigdy nie wiesz, czy spędzicie miłe dwa tygodnie czy upiornych kilka dni. Jestem mamą nieprzewidywalnego egzemplarza i dokładnie wiem, z czym musza się borykać niektórzy rodzice. Z jednej strony pełni obaw, z drugiej bombardowani pozytywnymi podróżniczymi obrazkami.

JESTEŚ NIEWYSTARCZAJĄCA

Jako rodzice mamy o sobie wysokie mniemanie. No niby wszystko pięknie, bo poczucie własnej wartości jest w życiu potrzebne. Mimo to nie zawsze nasze uczucia, przygotowanie, wysiłek i elastyczność będą wystarczające. Wiem, że to nie wszystko i w pewnym sensie jestem na to gotowa. Czasem jest mi przykro, bo moje życzeniowe myślenie z jednej strony kreśli wizje pięknie spędzonych chwil, które finalnie nie wychodzą. Z drugiej to samo życzeniowe myślenie pcha mnie w kolejną i kolejną podróż. Podczas każdej czegoś się uczę, czegoś uczą się moje dzieci. Wierzę, że to co dzisiaj wydaje się przeszkodą nie do przeskoczenia, za kilka lat będzie jedynie wspomnieniem, a dziś jest wstępem do radzenia sobie z trudnościami.

Co jeszcze może pójść nie tak?

Wszystko. Każda jedna mała rzecz może się spieprzyć, nie wyjść, nie wypalić. Coś będzie zamknięte, coś niedostępne, na coś nie będzie ochoty. Czy to znaczy, że z dziećmi nie warto podróżować? Przeciwnie! Po prostu będziesz pamiętała, żeby uwzględnić jeszcze więcej aspektów i dasz sobie przyzwolenie na spędzenie czasu nie tak, jak byś chciała, a dokładnie tak, jak chce tego Twoje dziecko.

Nigdy nie odmawialiśmy sobie podróży w obawie, że coś pójdzie nie tak. Nie unikaliśmy miejsc, których dziecko nie zapamięta. Potrafimy natomiast rezygnować z interesujących nas atrakcji, z dalekich pieszych wycieczek i planów i dopasować je do nagłych zwrotów akcji, których z dziećmi nie brakuje.

  •  
  •   
  •  
  •  
  •  

6 comments

  1. Magda 8 stycznia, 2020 at 21:39 Odpowiedz

    Odpowiadając na zajawkę z faceboooka, która mnie tu zaprosiła: Oj tam, oj tam, raczej nie jesteś pierwsza :). Chyba czytamy inne blogi i oglądamy inne instragramy, bo nawet najwięksi blogerzy podróżujący z dziećmi (mam na myśli oczywiście tasteaway) mówią o tym, że jest ciężko i podróże z dziećmi to nie jest bułka z masłem i nie jest dla każdego. I tyczy się to zarówno dzieci jak i rodziców. Dzieci to tylko dzieci, mają swoje humory, w domu też dają nieźle popalić. Niektórzy lubią dużo mówić o tym jakie macierzyństwo jest ciężkie, a podróżowanie trudne, a inni mniej… nie znaczy, że Ci drudzy lukrują rzeczywistość, czy podszczypują dzieci w tyłek żeby dobrze wyglądały na zdjęciu. Bo dziecko w jednym momencie urządza awanturę na środku rynku bo chce balona, którego nie masz zamiaru kupić, a chwilę później zachwyca się widokiem fontanny.

    • SimplyAnna 8 stycznia, 2020 at 22:34 Odpowiedz

      Myślę, że podgladamy te same, ale każdy patrzy przez pryzmat własnych doświadczeń.

      A podszczypywanie, to akurat autentyczna historia, ale z oczywistych przyczyn nie będę pisała czyja .

  2. Klaudia 9 stycznia, 2020 at 09:55 Odpowiedz

    Oj jak ja się z tym zgadzam i to z perspektywy macochy, nie mamy.
    Jak wiesz u nas sytuacja całkiem extremalna, Maks autyzm i opóźnienie rozwojowy, Livia typowa kilkulatka.
    Mieliśmy takie wyjazdy, że było naprawdę ciężko. Mnie do tego cechuje duży pragmatyzm w kwestiach dzieci i czasem brakuje mi tej „matczynej miłości i cierpliwości”

    Ja bym podsumowała to tak, w podróżach z dziećmi zdarzają się fajne momenty i dobry materiał na wspomnienia, ale ogólnie nie są one łatwe i przyjemne.

  3. Magda 9 stycznia, 2020 at 16:23 Odpowiedz

    Ja się z tym wszystkim bardzo zgadzam. Mało się też mówi o kosztach podróży z dziećmi. Takimi starszymi, niż te “darmowe” 2 latka. Piękne polecane hotele, w których dla rodziny z 3 dzieci musisz wynająć apartament za królewskie pieniądze. Jedzenie w restauracjach – zamówione, zapłacone i niezjedzone bo przecież nie takie, nie dobre, a dziecko chce makaron, sam bez niczego. Wstępy, atrakcje, i zniżki dla dzieci kilkuprocentowe (szczególnie w PL). Poza tym naprawdę ciężko porównywać się do rodziców podróżujących z jednym małym dzieckiem, które na zmianę noszone “wejdzie” wszędzie i jako jedyne dyktuje warunki… Pozdrawiam i życzę dużo udanych wyjazdów

    • SimplyAnna 9 stycznia, 2020 at 20:13 Odpowiedz

      Magda, bardzo bardzo się z Toba zgadzam. I paradoksalnie nie czuję tego za granicą przez 2 tygodnie, a takie 4 dni w Krakowie owszem. Z czego to wynika? Dobrze, że o tym wspomniałaś. Jestem fanką niskobudżetowego podróżowania, ale to nie to samo, co 20 lat temu z plecakiem pod namiot. Z dziećmi “niskobudżetowo” nabiera nowych kolorów (i kosztów).

Leave a reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.