PARENTING

Wychowuję męża twojej córki.

obowiązki dziecka

Był zimny, listopadowy wieczór. Ten czas, kiedy powietrze zaczyna śmierdzieć dymem z kominów, a wszystkie dzieci myślą, że tak właśnie pachnie zima. Na zegarku z kolorowym cyferblatem wskazówka sekunda po sekundzie zbliżała się nieuchronnie do godziny 19:00, oznaczonej ładnym niebieskim odcieniem. To ten moment, ta chwila, kiedy muszę to powiedzieć. Wszystkie obowiązki dziecka w domu były moimi obowiązkami. DOŚĆ TEGO!

Kochanie, zrobimy to tu i teraz! 

Wiem, wiem. Myślisz, że jestem z mężem w dwuznacznej sytuacji i próbuję ją przeprowadzić sprawnie, póki dzieci pozwalają. Nic. Bardziej. Mylnego. Szybciutko wymazuj z głowy ten krajobraz i przenieś się myślami do pokoju dziecięcego. Zobacz matkę z synem po intensywnej zabawie w wojnę na papierowe śnieżki w okopach z Duplo. To ja i Antek. Zabawa skończona i pora to zrobić. To czas na sprzątanie.

Próbowałam różnych metod…

W zasadzie łatwiej byłoby mi wymienić czego nie robiłam, żeby zachęcić Antosia do sprzątania. I to nie tak, że on nie chce. On po prostu sprzątać…nie lubi. Potwierdzają to panie z przedszkola 😉 i nawet moja własna osobista mama. Rozumiem gościa. Kiedy miałam cztery lata wiele rzeczy interesowało mnie bardzo, bardzo mocno i żadna z nich nie była sprzątaniem.

Póki cierpliwość pozwala i kreatywność ma się dobrze, sprawdzają się zawody w napełnianie pojemników zabawkami. Wyobrażamy sobie, że karmimy potwory i sprawdzamy co jakiś czas, który jest bardziej najedzony – mój czy Antosia. Robimy wyścigi po klocki leżące pod łóżkami, rzucamy i liczymy, kto trafił więcej razy. Świetnie, prawda? Niemal sama w to uwierzyłam! Spójrzmy prawdzie w oczy – w większości domów, to rodzic sprząta po dziecku “dla świętego spokoju”, bo te pokłady, o których pisałam na początku akapitu, nie są niewyczerpalne…

Tymczasem dni mijały, a worki pod oczami ciążyły. Sprzątanie przeciągało sięw nieskończoność! Muszę przyznać: miałam dość. Wtedy trafiłam na pomysł, żeby pozwolić dziecku na ten cholerny bałagan, którego nienawidzę. Pozwolić, ale ustalić, że jeśli coś w nim zgubi, szuka sam.

Wszystko fajnie, ale obowiązki dziecka w domu, to i moje obowiązki!

U nas nie działa i to z dwóch powodów. Po pierwsze młody, kiedy nie może czegoś znaleźć, irytuje się jak kobieta z PMS (wiem, co mówię!). I to nie jest fajne ani dla niego, ani dla mnie, bo po piętnastu minutach gorzkich żali i tak muszę wchodzić po schodach i pomagać w poszukiwaniach. Dobra, nie muszę, ale chcę, żeby tego nie słuchać.

Po drugie Antek jest astmatykiem i alergikiem. Porządek to nasza droga do zdrowia. Nie prowadzimy sterylnego domu, ale staramy się zapewnić optymalne warunki, w których nie będzie non stop kaszlał, smarkał i marudził, że swędzi go skóra na całym ciele – dzień dobry, roztocza.

Zaraz, chwileczkę! Przecież nie wychowuję synów dla siebie.

Kiedy przeanalizowałam naszą sytuację i to, w jaki sposób pracujemy z dziećmi i uczymy je obowiązków, dotarła do mnie brutalna prawda. Nie robię tego dla siebie. Wychowuję syna Twojej córki. Z wszystkiego, czego go nauczę, będzie korzystała…inna kobieta! Haha :D, wiem jak to brzmi, ale w gruncie rzeczy nic w tym złego. Wręcz przeciwnie!

Nie widzę w moim synu pierdoły, która musi czekać aż żona wróci z pracy, żeby włączyć pralkę. Wydaje mi się, że coś musiałabym robić mocno źle, gdyby moi chłopcy w przyszłości wyręczali się swoimi partnerkami. Nazwijmy rzeczy po imieniu: jeśli facet nie potrafi włączyć pralki, zmywarki albo piekarnika (a tacy są, kurde, techniczni!), to ze zwykłego lenistwa i braku nawyków. A kiedy najlepiej te nawyki wdrażać do codzienności? Masz rację: im szybciej, tym lepiej.

Nie oczekuję od czterolatka, że wypucuje nam podłogi w całym domu i pozmywa naczynia, ale może mi je wyciągać ze zmywarki lub układać w szafce. Pranie ładujemy wspólnie, sprzątamy razem (każdy na miarę swoich chęci i możliwości) i razem gotujemy. Muszę przyznać, że to ostatnie wychodzi nam zdecydowanie najlepiej.

Obowiązki dziecka w domu?

Tak, tak i jeszcze raz tak. Nie wychowujmy życiowych kalek, ludzi niepełnosprawnych w zakresie obowiązków domowych! Nie róbmy krzywdy im samym, bo nie wychowujemy ich dla siebie, a dla świata. Tymczasem najczęściej światem są żony, matki, partnerki i kochanki, które nie potrzebują w domu dodatkowego mebla, a faceta z krwi i kości, co to nie będzie czekał aż mu ktoś pod nos podsunie.

 

Tego sobie i wam życzę.

 

Jeśli kiedyś twoja córka powie Ci, że ma fajnego partnera, który i odkurzy, i wyprasuje, i dziećmi zajmie się równie dobrze, pomyśl o jego matce. Skromnej kobiecinie w szarym sweterku…przed komputerem. I mrugnij do mnie okiem ;).

Hej, podobał Ci się ten wpis? Polub go, skomentuj lub udostępnij. Będzie mi bardzo miło, że doceniasz moją pracę <3

 


Dodaj komentarz

avatar

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  Subskrypcja  
Powiadom o