nauka samodzielności

Chciałoby się zacząć górnolotnie: że samodzielność jest wspaniała, że od pierwszych dni powinnyśmy jej uczyć. Najpierw poprzez odkładanie do łóżeczka, osobne spanie, przez naukę zasypiania po zakładanie i zdejmowanie sobie gaci i zrobienie śniadania do szkoły. Nauka samodzielności. BLW. Taaaa…..

Otóż pragnę zakomunikować, że nauka samodzielności (np. zasypiania!), zawsze kojarzyła mi się z tresurą. Kiedy ktoś mi mówił, że metoda 3-5-7 u niego działała, myślałam sobie “powodzenia”. Czekać aż dziecko się wypłacze? Wyobrażam sobie, że jestem 3-miesięcznym niemowlakiem. Wciąż w obcym świecie, ledwie poznaję że te zabawne stwory to moi rodzice, jestem absolutnie bezbronna a moim jedynym narzędziem do porozumiewania jest płacz. Jest mi źle, chcę przytulenia, potrzebuję ciepła mojej mamy, a ona czeka sobie spokojnie pod drzwiami aż skończę się drzeć. To nie dla mnie. Płakałabym równo, albo głośniej niż dziecko.

Cierpiałabym tak, jak ono. W imię tego, żeby samo zasypiało bo mi się nie chce go kołysać do snu. To nie dla mnie. Chociaż Budzik ma niemal rok, jedną drzemkę dziennie, usypiam go na rękach. Na siedząco, lub stojąco. Jednych to dziwi, innych szokuje ale to moja sprawa. Moja przyjemność tulić małego do siebie i widzieć, jak dotyk, ciepło i głos pomagają mu zasnąć. Czasem potrzebuje tego przytulania więcej (przy ząbkowaniu) innym razem mniej (pogoda).  Ale pozwolić mu płakać? Nie.

Na zakładanie i zdejmowanie gaci jest za wcześnie acz przyznaję, że Budzik bardzo ładnie pomaga przy ubieraniu i rozbieraniu – podaje ręce, podnosi nogi. Tylko ze zmianą pieluchy średnio nam idzie, bo speedy gonzalez lubi uciekać.  Śniadanie do szkoły musi poczekać kilka lat. Jest jednak rzecz, na którą Budzik jest gotowy i odkryłam to trochę przypadkowo. Samodzielne jedzenie LEVEL 2. Ku mojemu zaskoczeniu nauka trwała chwilkę. Razem z synem złapałam łyżeczkę, pomogłam trafić do buzi. Potem radził sobie sam. Moja radość ogromna. Ale jego radość! Duma! Bezcenne! Dużo je rączkami (BLW jest super!) i chociaż w czasie obiadu, zdecydowałam się na karmienie łyżeczką, coraz częściej mały sam po nią sięga i celuje. Trafia! Serce rośnie, uwierzcie….

Dlaczego odkrycie było przypadkowe? BLW traktujemy naturalnie,  w ciągu dnia przekąski trafiają do ręki, a z ręki do dzioba. Taki wstęp do używania sztućców. Łyżeczka nie była dla mnie tak naturalna, natomiast dla Budzika i owszem! Ciągle się bawi łyżeczkami, gryzie je, podczas posiłku musi mieć swoją i dzierży w dłoni niczym berło. “OK” pomyślałam. I jak pomyślałam, tak zrobiłam.

Niecierpliwe oczekiwanie i wielka radocha. Tak wygląda nauka samodzielności na zdjęciach.

DSC_0341_1      DSC_0363

DSC_0364     DSC_0365

Jeśli kiedykolwiek mówiłam, że przy BLW (a tak naprawdę przy czymkolwiek, co dziecko w tym wieku robi samodzielnie) jest syf, to muszę Was zmartwić: nie żartowałam! Z trudem opanowałam w sobie chęć zakrycia wszystkiego folią. Na szczęście kasza skumulowała się w obrębie buzi, ubrania i krzesełka. A jakże.

DSC_0380

Mamo, ale ta miska chyba już pusta jest! Dokładkę proszę! Raz, raz, na jednej nóżce!

DSC_0383

W sumie nie wiem komu to śniadanie sprawiło więcej frajdy. Mi czy Jemu? Kto był bardziej dumny? Ja, że mam w domu takiego dorosłego faceta, co to sam potrafi machać łyżeczką czy On, że teraz mama to prawie do niczego nie jest potrzebna, skoro tak świetnie sobie radzi?

Nie wszystko co samodzielne musi być dla nas akceptowalne od pierwszych dni życia, ale z czasem przychodzi ten moment, kiedy musimy się pogodzić z faktem, że dziecko nie jest już nieporadnym bąblem machającym rączkami. Że te rączki do czegoś służą, że wiele mogą, a w życiu będą robić takie rzeczy, o których dziś nie mamy pojęcia. I niech lepiej tak zostanie.

Moim zdaniem nauka samodzielności będzie inna na każdym etapie rozwoju. Chwytanie grzechotki, siadanie, zabawa, pierwsze kroki, nocnik. Całe mnóstwo, często niedocenianych, malutkich kroków ku samodzielności. Takiej, żeby Budzik jako dorosły facet (za cholerę tego nie mogę sobie wyobrazić!) umiał ugotować, wyprać i posprzątać. A kiedy dla Ciebie dziecko jest samodzielne? Robisz coś, żeby takie było?

  •  
  •   
  •  
  •  
  •  

15 comments

  1. Kuku-Mamuniu 19 marca, 2014 at 20:53 Odpowiedz

    Aniu, nauka zasypiania to nie czekanie, aż dziecko się wypłacze! Zawsze mnie dziwi, że ludzie właśnie tak to widzą. Świat jest tylko czarno-biały? Dziecko płacze przed snem o ile nie jest na rękach u mamy? Są przecież inne sposoby: śpiewanie kołysanek, trzymanie za rączkę. Ogólnie dziecka nikt nie odkłada do łóżeczka (mam nadzieję) tak po prostu, bo pora spać. Odkłada, jak jest zmęczone. Zaraz uśnie. Po uspokojeniu na rączkach, utuleniu, wyciszeniu, ale jeszcze nie uśpieniu. Ta część zadania należy do niego ;).

    • Boodzik 19 marca, 2014 at 21:16 Odpowiedz

      Ale ja nie pisałam o nauce jako-takiej, którą sama przecież stosuję 🙂 czyli np. śpiewanie czy lulanie, odkładanie, z powrotem na ręce, odkładanie itd. aż dziecko załapie. Chodzi o konkretną metodę 3-5-7, która uczy dziecko tego, że nikt nie reaguje na jego wołanie i nie ma sensu płakać, skoro nie otrzymuje pomocy. To nic innego, jak tresura.

  2. dorkota 20 marca, 2014 at 09:05 Odpowiedz

    Aniu, piszesz jakby samodzielne zasypianie, we własnym łóżku było czymś złym. Są inne sposoby nauki niż 3-5-7. Poza tym dziecko łatwiej jest tego nauczyć gdy ma 3-4 m-ce niż gdy ma rok i rozumie, że do tej pory mama usypiała mnie na rękach/przy cycu/ze smoczkiem, pozwalała spać w jednym łóżku, a teraz robi to inaczej… Dla większego dziecka to też większy stres.

    • Boodzik 20 marca, 2014 at 09:26 Odpowiedz

      Nie, napisałam że metoda 3-5-7 jest zła, a nie samodzielne zasypianie, którego prędzej czy później dziecko się nauczy. A już tym bardziej nie podaję granic wiekowych ani skutków takiego czy innego sposobu, bo (tak na marginesie) to nie jest wpis o spaniu.

      • dorkota 20 marca, 2014 at 09:55 Odpowiedz

        No właśnie, wcześniej lub później, a ja np nie wyobrażam sobie usypiana na rękach takiego 15-kilowca, bo jak ponoszę w ciągu dnia mojego, który waży 9-kg to wieczorem mocno czuję to w kręgosłupie.

        • Bastki 20 marca, 2014 at 10:45 Odpowiedz

          darkotko ale wiadomo że nie będę z nim chodziła po całej chałupie tylko siedziała wygodnie na fotelu z podusią pod główką a jak zaczyna przysypiać to go odkładam do łózia 🙂

        • Boodzik 20 marca, 2014 at 12:39 Odpowiedz

          Dorotka ale chyba nikt nie usypia 3 latka na rękach? Ja na pewno nie mam zamiaru :D. Na noc nie ma problemu ale w ciagu dnia faktycznie na rekach (niestety) i jestem na etapie oduczania. Na szczęście drzemka jest tylko jedna i nie będzie trwała wiecznie co odrobinę mnie pociesza.

          A tak apropos tego, ze jestem przeciwniczka osobnego spania itd. to Budzik od tygodnia zasypia w swoim pokoju. W swoim lozeczku ale w nocy go zabieram bo po karmieniu o północy nie daje sie odlozyc :D. No i przydałoby mu się dorosłe łóżko .

  3. Mama 20 marca, 2014 at 10:18 Odpowiedz

    prawda jest rowniez, ze to dziecko po trosze decyduje w jakim obszarze chce byc samodzielne.
    moje juz jest na etapie prawie robienia sniadan 😉
    nasze doswiadczenie jest takie, ze czasem jak sie za bardzo staralismy, zeby dziecko w jakiejs dziedzinie juz było samodzielne, to nic z tego nie wychodziło.
    a w wielu obszarach syn nas zaskakiwał, bo własnie się wydawało, że czegoś sie nie za szybko nie nauczy a tu rach ciach i taa daa – umie! 🙂 chodzenie mu wyszło dość szybko, ale np wypłukiwanie ust po myciu zebów za nic w świecie (kto by pomyslał i zadne tam demonstrowanie przez mame, tate, kolezanke na nic sie zdalo, rowniez zacheta w formie zabaw).

  4. Boodzik 20 marca, 2014 at 10:39 Odpowiedz

    Odpisuję na ten komentarz 10 raz, bo go nie rozumiem ;). Z jednej strony nie widze powodu, żeby tłumaczyć co autor miał na myśli a z drugiej chciałoby się wyjaśnić.

    Zarówno pierwszy, jak i każdy kolejny akapit jest rozwinięciem leadu. Każdy tę samodzielność traktuje inaczej. Napisałam, czym jest dla mnie i kiedy absolutnie nauką czegoś nie nazwę. Jedni obserwują, pomagają, podsuwają, sprawdzają i robią to na luzie, inni tresują dzieci żeby były pod dyktando. Bo wyraźnie widać, o jaką metodę mi chodzi.

    Chyba zdajesz sobie sprawę, że pisałaś o czymś zupełnie innym? Nie mam w zwyczaju dopisywać akapitów pod wpływem emocji, których na dodatek nie ma :D. Co mnie miało zdenerwować? Że jedni z dziećmi śpią, a innym to nie pasuje? Nie żartuj :D.

    • Mama 20 marca, 2014 at 11:53 Odpowiedz

      Lubię czytać wymianę zdań między Wami, bo się dość często zdarza 😛 czytam obydwa blogi, każdy broni swoich racji 🙂 Mamunia napisała NIE dla wspólnego zasypiania, ale tez pisze ze czula sie atakowana za niekarmienie piersia.
      Zato Ania karmi piersią i śpi razem z dzieckiem. każda broni swego 🙂 co mama i dziecko to inne metody i inne spojrzenie na wszystkie tematy, chyba nikt nie twierdzi, że złe. pozdrawiam i czekam na dalsza wymiane 🙂 !

      • Boodzik 20 marca, 2014 at 12:15 Odpowiedz

        W sumie nie czuję że muszę czegoś bronić 🙂 ale lubię być dobrze zrozumiana i czuję się w obowiązku wytłumaczyć. Robimy inaczej bo i my i nasze dzieci czego innego potrzebuja. Każdy rodzic idzie swoją drogą i postepuje tak jak podpowiada mu serce, instynkt albo rozum.

      • annNS 20 marca, 2014 at 20:00 Odpowiedz

        hehe – a ja i karmilam (corke troche dluzej niz zamierzalam (prawie rok!), a synka planowo 6mcy;) ale od poczatku spalismy oddzielnie i nie wyobrazam sobie wspolnego spania w jednym lozku! 😉

Leave a reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.