DZIECI I RODZINA

Najsmutniejszy obrazek polskich szpitali.

  • 68
  •   

Ona. Zawsze w pełnym makijażu. Świetnie zorganizowana! Ma czas żeby przeczytać książkę, wypić kawę, scrollować fejsa przez kilka godzin, wypełnić krzyżówki, poagadać z facetem przez Skype. Co pół godziny, bez sekundy spóźnienia, wychodzi pewnym krokiem na fajkę. Wraca – kawa, prasówka, fryzura, piłowanie paznokci. A obok, w łóżeczku z długimi, stalowymi szczebelkami jest on, jej synek. Przeraźliwie płacze. Płacze rano, popołudniu, wieczorem. Człowiek ma ochotę wyrwać go z tego łóżeczka i przytulić z całych sił, żeby choć przez chwilę poczuł ciepło, dotyk drugiej osoby. Żeby choć raz do snu ukołysały go dłonie, a nie własny krzyk…

On. Zmęczony, widzę to przecież wyraźnie. Ma podkrążone oczy, pewnie nie spał tej nocy – jak my wszyscy. Tu ciężko zasnąć, ciągle ktoś przychodzi i wychodzi. Komuś mierzą temperaturę, inny ktoś rzyga, kolejny płacze. Jak ona, jego czteroletnia córeczka. Ojciec ją prosi, żeby przestała, bo już nie da się tego słuchać. Bo już wszyscy mają dość, bo jak nie przestanie, to ją tu zostawi i wróci do domu. A ją będzie bolało, oj tak będzie bolało, że więcej na pewno nie zapłacze!

Ona. Dzisiaj wychodzi, ale to nic nie szkodzi. Może jeszcze trochę, jeszcze odrobinę użyć swojej władzy tak, jak używa jej w domu. Może jeszcze mimochodem klepnąć malca w tyłek. Może go zamknąć w łóżeczku, zabierając przy tym maskotki. “To za karę” mówi. “Jesteś niegrzeczny” dodaje. “Musisz przemyśleć co zrobiłeś”…pewnie by przemyślał, ale biedak ma dopiero dwa lata. Rozlał zupę.

_ _ _

To nie są wymyślone sytuacje, ale w pewien sposób wyrwane z kontekstu. To nie historie, które się tu dobrze klikną. Może nie klikną się wcale. 4 dni. Dokładnie tyle czasu przyglądałam się w szpitalu innym rodzicom, nie pierwszy już raz. Pewnie teraz w myślach mnie krytykujesz, bo uważam się za chodzącą doskonałość, a poza tym zamiast zająć się dzieckiem podglądałam inne mamy? Możesz myśleć co chcesz. Jeśli kiedykolwiek byłaś z dzieckiem w szpitalu wiesz, że tam ściany mają uszy, światło wali po oczach przez całą dobę, a kiedy jesteśmy zmęczeni wychodzą z nas najgorsze emocje. Najgorsze. Wiem to, ze mnie też czasem wyłażą…

W szpitalu można znieść parszywe żarcie. Można znieść pielęgniarkę, która krytykuje mnie, bo moje dziecko nie jest jeszcze odpieluchowane. Można znieść lekarza, który zwraca uwagę na rzeczy, które nie powinny go obchodzić. Można znieść wiele, ale koło krzywdy innych dzieci  ciężko przejść obojętnie. Dobrze wiem, że przy obcych ludziach powstrzymujemy się, żeby czegoś nie palnąć, nie zrobić, a skoro tak – jak to wygląda w domu?

Wiem, jesteśmy tylko ludźmi. Zresztą to tylko kilka przypadków, tuż obok masa rodziców troskliwych i uważnych.  Jeśli dla nas pobyt w szpitalu oznacza dezorganizację całego rodzinnego ekosystemu, co musi oznaczać dla tych maluchów wyrwanych nagle ze swojego świata? Cierpiących przecież, bo nikt do szpitala nie lezie na własne życzenie i dla przyjemności. Nie chcę oceniać tego, jak inni wychowują swoje dzieci, sama nie jestem doskonała, ale czy to znaczy, że koło takich sytuacji powinniśmy przechodzić obojętnie? Nie, stąd ten wpis.

 

_ _ _
Będzie mi miło, jeśli polubisz ten wpis i udostępnisz go innym rodzicom:


  • 68
  •   
Share:

Leave a reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.