EMIGRACJA

Na emigracji żyjesz jak pączek w maśle. A twoi znajomi…

na emigracji

Wyjeżdżasz. Od tej pory będziesz mógł mówić, że jesteś na emigracji. Zastanawiasz się jak to będzie, planujesz swoje życie w najdrobniejszych szczegółach tak, żeby w nowym miejscu od pierwszych chwil poczuć się jak u siebie. Robisz to, chociaż wiesz, że plan nie wypali, a rzeczywistość będzie daleka od wyobrażeń. Lubimy zaklinać, to nam daje poczucie bezpieczeństwa. Na miejscu układasz sobie życie jak z puzzli 2000 kawałków. Tu sklep, tam park, tam szkoła, tu funciak, a tam przystanek. Poznajesz kolejne ścieżki i chodzisz nimi tak często, aż z każdym kamyczkiem przejdziesz na “ty” – robisz to z nadzieją, że wtedy poczujesz mocniejsze przywiązanie. Co ja mówię: jakiekolwiek przywiązanie!

Koszary

O tym, jak trudno jest na początku wie każdy, kto wyjechał tu bez wsparcia na miejscu i sam musiał przetrzeć swoje szlaki. Niezależnie od tego, czy na emigracji jesteś z pobudek finansowych, podróżniczych czy zdrowotnych. Wszystko jest nowe. Dosłownie wszystko, bo nawet mleko w kartonie wygląda i smakuje inaczej. Nie skoczysz po bułę do Biedry i nie przybijesz piątki z dziewczynami, jak ty właśnie wychodzącymi na spacer, zanim skwar spali ostatnie źdźbła trawy. Nie ogarniesz się na początku, bo początek rozciąga się na tygodnie, a pogoda za oknem sprawia, że każdy dzień wydaje się taki sam. To wrażenie potęguje architektura – w mniejszych miastach budynki wyglądają jak koszary. Wszystkie takie same.

How are you?

O tym, jak jest trudno często milczysz, bo słowami ciężko opisać pierwsze nieudane zakupy i poczucie zagubienia, kiedy otacza cię obcy język w absolutnie nieprzyswajalnej, wręcz nieprzyzwoitej, ilości. Nie da się odtworzyć zakłopotania, które czujesz, gdy z czterech stron świata od dziesiątek osób widzianych w życiu po raz pierwszy, słyszysz pytanie jak się czujesz. Zdziwienie miesza się ze wstydem. Porażka goni porażkę, słowa się mieszają, a razem ze słowami myśli. Może ja tu nie pasuję?

Mazury czy Radom?

W końcu po roku albo dwóch decydujesz, że czas zaczerpnąć nieświeżego polskiego powietrza. Zamiast wakacji na Mazurach albo byczenia z widokiem na Bałtyk wybierasz swoje ukochane miasto z jego wszystkimi niedoskonałościami. Olewasz paniczny strach przed lataniem albo podskakujesz z radości właśnie na myśl o locie ponad chmurami. Z radości, że zobaczysz swoich bliskich, walizki pakujesz w ekspresowym tempie, a w ferworze upychania ich po brzegi, bierzesz nawet buty na obcasach, bo może akurat.

Nic nie zastąpi tej radości powiatania dziadków z wnukami. Międzypokoleniowe porozumienie, pełne miłości, akceptacji i przywiązania. Spędzacie razem tyle czasu, żeby go wycisnąć jak cytrynę i spijacie do ostatniej kropli możliwość przebywania razem: wspólnych spacerów, rozmów i porozumiewawczych spojrzeń. Chociaż to niemożliwe, próbujecie przez kilka dni nabrać tego co niewidzialne na kolejny czas rozłąki.

Przyjaciele

Wyobraź sobie, że w trudnych momentach na obczyźnie tęskniłaś nie tylko za rodziną, ale i przyjaciółmi, wśród których omylnie umieściłaś także bliżej niezidentyfikowaną grupę kolegów i koleżanek. Wydawało ci się, że to więzy, które w pewien sposób ciągle są niewidzialną nitką łączącą ciebie tu, z nimi  tam. W końcu nawet zdawkowe “cześć” robiłoby ci dzień. Skoro jesteś w Polsce, nareszcie się z nimi spotkasz. Ale co to? Gdzie są twoi przyjaciele? Zamiast nich wyrasta mur niezrozumienia. Bo – w końcu dotarłam do sedna – okazuje się, że to właśnie oni najgorzej znoszą twój wyjazd.

I wcale nie dlatego, że za tobą tęsknią.

Stara bida

Jeśli kiedykolwiek pomyślałaś, że denerwuje cię zwyczajowe are u ok albo how are you, pomyśl jak wkurzające jest nic nie słychać stara bida, a ty tam sobie żyjesz jak pączek w maśle. To taki klasyk, który usłyszysz od każdej koleżanki, której “za granicą” kojarzy się z wakacjami pod palmą z drinkiem w łapie.

Co ty możesz wiedzieć o PRAWDZIWYM życiu kiedy jesteś na emigracji?

Nic, w niemytą mordę jeża, nie wiem. Moje życie w Anglii polega na leżeniu do góry dupą, a kasę przesyłają mi aniołki w nieoznakowanych 50-funtówkach, które wystarczają mi na wakacje na Kubie, popijanie litrów chateau brion i kupowanie każdej chanelki, jaką niezyjąca Coco wypuszcza na rynek. Generalnie jestem tu po to, żeby wszyscy wokół mi usługiwali, a jedyne kroki jakie wykonuję, to do mojego złotego Lambo, co to stoi pod oknami i błysku daje więcej niż nowe zęby amerykańskich aktorów.

A poza tym to strasznie tam u was niebezpiecznie!

Nasz dom nie stoi na polu minowym (chyba, że o czymś nie wiemy), a obszary wokół nie są zagrożone tsunami. Terroryzm? Jest wszędzie, to znak naszych czasów, choć tak naprawdę nie tylko naszych. Nie jest tu bardziej niebezpiecznie niż gdziekolwiek indziej na świecie. Powiedziałabym nawet, że Anglia jest bezpieczniejsza niż wiele innych miejsc, w których ludzie giną setkami każdego dnia i nie mogą być pewni, czy kolejnego się obudzą. Chociaż nie przepadam za panem Kraśko, powiedział ostatnio coś bardzo mądrego: wbrew temu co sądzimy, urodziliśmy się w Europie, która w porównaniu do niektórych krajów Azji, Ameryki Południowej, Afryki, to raj. Raj, w którym Ty możesz czytać co piszę, a ja mogę pisać. Uświadomienie sobie tego to ogromny krok naprzód.

Polak Anglik dwa bratanki

Bo widzisz, droga koleżanko, tym my Polacy na emigracji różnimy się od Anglików, że oni nie narzekają wszem i wobec. Może, między sobą, jeśli już naprawdę mają powód. Ale kolejka w piekarni, brak odpowiedniego rozmiaru butów, ceny makreli w puszce, stan dróg, numerki u lekarza to są rzeczy, które nic nie znaczą. Nic. NIC. Tego możemy się od nich nauczyć. Tego, że nigdy na nic nie jest za późno. Jeśli masz 50 lat to czas najwyższy zacząć żyć, a nie kupować garniak do trumny! Tego, że można bez ględzenia przepuścić kogoś w kolejce ze zwykłej życzliwości i pogratulować cudownego dziecka, chociaż się je widzi pierwszy raz w życiu! Tego, że nie patrzą się krzywo, jeśli ubierasz się po swojemu, zawsze znajdą temat do rozmowy i nie narzekają na pogodę. Jeśli pada to się cieszą, bo wszystko rośnie i nie brakuje wody, a jeśli jest ciepło to zajebiście, bo tu naprawdę rzadko jest ciepło. Kiedy spadają liście z drzewa to nikt nie chrzani, że jesień, brzydko będzie i zimno. Wszyscy są happy, bo to znaczy, że niedługo Boże Narodzenie i w każdym sklepie będzie wesoło grało White Christmas bez tego pieprzonego jęku, że nie ma nowych świątecznych piosenek i wszędzie jest to samo. I, jeśli właśnie to miałaś na myśli, mówiąc mi, że żyję jak pączek w maśle, to się z tobą, droga koleżanko, zgadzam. W klarowanym.

Na emigracji jedni zajmują się zarabianiem fortuny. Inni w pocie czoła wydłubują słomę z butów. Jeśli nie wierzysz, sam sprawdź.

 

Inne wpisy o emigracji znajdziesz TUTAJ.

Zostań ze mną na dłużej i polub mój fp na facebooku TUTAJ.

  •  
  •   
  •  
  •  
  •  

4 comments

  1. robs 3 sierpnia, 2016 at 13:46 Odpowiedz

    Co do ryzyka to mozna zaklinac rzeczywistosc, ale Europa jest zroznicowana i Uk nalezy do krajow o najwyzszym ryzyku, a Polska do tych a najnizszym. To sa fakty, a z nimi sie nie dyskut u je

Leave a reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.