DOM I PODRÓŻE

#myfirst7jobs – od pucybuta do milionera

Jeśli tytuł tego wpisu nic ci nie mówi, już wyjaśniam. Od pewnego czasu w Internetach krążą wypowiedzi różnych osób na temat pierwszych siedmiu prac w życiu # myfirst7jobs. Prac, za które dostaje się wynagrodzenie. Nawet jeśli wydaje ci się, że to co robisz – robisz od zawsze, warto sięgnąć pamięcią kilka(naście) lat wstecz i przeanalizować jaką drogą musiałaś przejść, by być w miejscu, w którym się obecnie znajdujesz. Musiałam trochę dłużej pomyśleć nad siódmą pracą, bo chciałam pokazać faktycznie te pierwsze, na których zarabiałam.

Wiem, że najlepiej byłoby zacząć od pracy niani, opisać tę w zakładach wodociągowych i…firmie mojego męża, ale potraktuję ten temat bardzo serio i zacznę od pierwszej pracy, z której miałam profit. Dlaczego? Dlatego, żeby pokazać, że już w dzieciństwie widać nasz charakter, zdolności np. przywódcze albo żyłkę hazardzisty. Tak, tak – wiem co mówię.

Było tego znacznie więcej niż poniżej, ale zajęć już poważniejszych z “normalną” wypłatą. Starałam się zrobić listę chronologicznie,  możliwe że pierwsze trzy przeplatały się ze sobą w podobnym czasie.

1. Umilić państwu czas? To zatańczę!

Miałam cztery lata, kiedy z niewielkiego miasta, przeprowadziliśmy się do rodzinnego miasta mojego taty – Wrocławia. Szybko odnalazłam się w nowej rzeczywistości i odkrywałam co raz to nowe atrakcje. Dziecięca wyobraźnia nie zna granic. W bramie obok otworzono dobrze wyposażony sklep spożywczy. Oranżada, gumy Donald i ciasteczka Bebe za 500 zł. Mama była zajęta urządzaniem nowego mieszkania (czyli upychaniem gratów ze starego na większym metrażu) i nie zawracałam jej głowy swoimi sprawami. Na pyszności ze sklepu chciałam zarobić sama. Razem ze świeżo poznanymi koleżankami z podwórka wymyśliłyśmy, że najszybciej i najłatwiej zarobimy, jeśli zaczniemy…tańczyć. Dwie lub trzy z nas tańczyły, a dodatkowa z najmniejszymi zdolnościami nagabywała i zbierała kasę. Do tej pory pamiętam smak miętówek, jakie sobie kupiłyśmy za pierwsze zarobione pieniądze. Naprawdę pierwsze.

2.Akurat trafiłeś pan na promocję – pierwsze odzewy handlowej żyłki.

Od zawsze miałam w sobie żyłkę handlowca i duszę zbieracza. Te dwie cechy łatwo obrócić w biznes. Wystarczy sprzedać wszystko, czego nie potrzebujemy. W bramie bloku, w którym mieszkałam, zrobiono takie niby okna. W rzeczywistości otwory bez szyb, nie wiadomo po co powstałe. Ale skoro nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Przez kilka tygodni lata w tym właśnie oknie rozkładałam jakąś kuchenną ściereczkę i wyciągałam na nią swoje skarby. Czyli niepotrzebne śmieci, jakie udało mi się zebrać wśród rupieci z pokoju, kilka popularnych monet. To nie był najlepszy biznes życia, ale od czasu do czasu jakiś dziadunio się ulitował i kupował ode mnie kilka drobiazgów. Prawdopodobnie wszystkie zarobione w ten sposób pieniądze wydawałam na lizaki albo śliwki – moje dwa ulubione wtedy przysmaki.

3. Zbieranie porzeczek, wiśni i truskawek. Dwie do brzucha, jedna do koszyka.

Zbiory owoców to pierwsza praca, w której zarabiałam spore w stosunku do mojego wieku, pieniądze. Każde wakacje spędzaliśmy całą rodziną wraz z kuzynostwem u babci na wsi. O stosownej porze zaczynały się zbiory porzeczek i wiśni. Codziennie rano ubierałyśmy flanelowe koszule, spodnie z dziurami na kolanach i szłyśmy “w porzeczki”. Profitów z tej pracy było znacznie więcej niż same pieniądze. Zacieśniały się więzi między nami – kuzynkami i znajomości międzysąsiedzkie. Do tego można było zupełnie za darmo (nie dla właściciela pola ;)) napełnić brzuch ulubionymi owocami. Rodzice nie musieli się martwić o niedobór witamin ;). Jeszcze przed wakacjami kilka razy pojechałam na zbiór truskawek, ale jeśli mam być szczera – więcej zjadałam niż wkładałam do koszyka, więc i pieniądze dostawałam niewielkie ;).

4. Ludzie z literą P i “szczotka, pasta, wiadro, zimna woda”.

Kiedy mijały wakacje, znajoma załatwiła mi dorywczą pracę w szkole. Sprzątałam sale szkolne, zmywałam tablice, szorowałam podłogi, myłam ławki. To wieczorami, ale zdarzało się że pomoc była potrzebna także w ciągu dnia. W szkolnej szatni np. podczas spotkań ludzi z literą P, którzy przymusowo pracowali w czasie II Wojny Światowej dla niemieckiego przemysłu zbrojeniowego i wtedy także otrzymywałam za swoją pracę wynagrodzenie (plus obowiązkową czekoladę od przemiłych staruszków, którzy pisali historię naszego kraju).

5. Pozowanie do aktów.

Umieszczam tutaj ten punkt, bo jest arcyciekawy. Po pierwsze w kwestii wyjaśnienia: pozowałam w domu, własnej siostrze. Co prawda teraz, po latach, martwi mnie że te dziecięce (!) akty widziała cała jej szkoła i nauczyciele, a nie wiadomo który co ma za uszami. Siostra jest absolwentką szkoły plastycznej, ma ogromny talent – jako jedyna w rodzinie potrafi namalować wszystko, nawet ściany. Żeby wilk był syty i owca cała, byłam jej modelką przez cały okres nauki w tej szkole. Praca nietypowa, polegająca na staniu nieruchomo w jednym miejscu dłuuuugo, bardzo dłuuuuugo a jako zapłatę dostawałam…np.30 minut zabawy ze mną! Co to były za smutne czasy! Katorżnicza praca w zamian za możliwość zabawy, która i tak w 99% przypadków, kończyła się kłótnią :D.

6. Popilnować panu dziecko? 

Po liceum, w przeciwieństwie do większości moich szkolnych kolegów, zrobiłam sobie rok przerwy, żeby pracować więcej niż tylko w weekendy. Studia nie uciekną – mówiłam. I faktycznie nie uciekły, a ja przez rok zdołałam odłożyć całkiem niezłą sumę pieniędzy. Mieszkałam jeszcze z rodzicami, większość zarobku szła na moje konto.

Lubiłam dzieci, bardzo szybko znalazłam pracę jako opiekunka. Zajmowałam się przez 1,5 roku jednym chłopcem, czasem także jego starszym bratem. Wspominam ten czas z pewnym rozrzewnieniem. Nie powiedziałabym o sobie, że byłam supernianią. Nie miałam dzieci i dopiero uczyłam się jak z nimi postępować. Młody się do mnie przywiązał, ale jego rodzice traktowali mnie mocno tak-sobie, więc przyszedł czas rozstania, gdy zażyczyli sobie, żebym została z chłopakami na noc…za darmo. W tej pracy sporo się nauczyłam: obowiązkowości, robienia wszystkiego z zegarkiem w ręku, udoskonaliłam warsztat kulinarny i polubiłam prasowanie i poranną kawę bo pracę zaczynałam o 6:30.

7. Produkcja plakatów reklamowych.

To już ostatnia praca z tego zestawienia myfirst7jobs i pierwsza, którą załatwił mi mąż :D. Wspólnie, po tym jak skończył swój etat, szliśmy do agencji reklamowej i produkowaliśmy wielkie plakaty dla niemieckiej firmy. Z krową jakąś – może reklama mleka? Nie pamiętam, do tej pory mam filmy z tej pracy i od czasu do czasu puszczamy sobie, żeby przypomnieć sobie jaką drogę przeszliśmy zanim zaczęliśmy się zajmowac tym, co naprawdę lubimy i w czym jesteśmy dobrzy.

W formie żartu zaczęłam od pracy pięciolatki, ale przyznajcie sami – już wtedy wpadłyśmy na pomysł, żeby jakoś zdobyć kasę na cukierki. W każdej kolejnej, pomijając pozowanie do aktów, zarabiałam więcej. Wiedziałam jak znaleźć sobie zajęcie i co mi daje praca. To doskonała nauka na całe życie. Jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz.

  •  
  •   
  •  
  •  
  •  

Leave a reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.