DZIECI I RODZINA

Jak rozmawiać z dzieckiem?

Dziecko, choć znacznie od nas mniejsze, trochę bardziej nieporadne i na szczęście jeszcze światem nie zepsute, nie jest najprostszym w obsłudze organizmem. Wręcz przeciwnie. Choć musimy się zwracać do niego krótkimi, prostymi zdaniami, złożonymi z ledwie kilku słów, to te słowa musimy ważyć i analizować bo może się okazać, że dobieramy za ciężki kaliber.

Otóż drodzy rodzice, istnieje zasadnicza różnica między będzie bolało a może zaboleć. Wszak nie mamy pewności czy młotek wycelowany w mały palec u nogi w niego trafi i czy zabawa faktycznie skończy się okrzykami dalekimi od tych radosnych. Owszem, jesteśmy starsi i bardziej doświadczeni ale nie musimy w każdym zdaniu zaznaczać, że znamy przyszłość. Nie znamy.

Komunikując małoletniemu nie dyskutuj pozbawiamy go możliwości dyskusji także na przyszłość. Siebie zresztą też. Głupio byłoby potem mieć pretensje, że w chwili zagubienia i poczucia beznadziei to nie z nami przyszedł rozmawiać, ale skoro miał nie dyskutować? Jeśli naprawdę tak bardzo nadepnął Wam na odcisk powiedzcie koniec dyskusji – tej jednej, konkretnej. Bez magicznego słowa nie, bez zamykania się na argumenty, których wypadałoby wcześniej wysłuchać. Okazuje się, że mogą być bardzo rzeczowe.

Dziesięć razy się zastanów zanim powiesz przy znienawidzonej przez dziecko marchewce, że jak nie spróbuje, nie będzie wiedziało czy dobre. Co jeśli w przyszłości przełoży sobie to powiedzenie na inne płaszczyzny, dalekie od spożywania posiłku? Ja wielu rzeczy w życiu nie próbowałam, a wiem że nie są dla mnie stworzone, Ty na pewno też.

Bo jeszcze popamiętasz! Kojarzy mi się to z moją, rzucającą we mnie mokrą ścierką kuchenną, babcią i chociaż są to miłe wspomnienia, do tej pory nie wiem co takiego miałam zapamiętać. Tego mi babcia nigdy nie wytłumaczyła. Była jedynie mowa o jakichś tajemniczych konsekwencjach moich czynów. Jakie to konsekwencje? Dlaczego miały nastąpić? Nie wiem.

Nie idź tam! Nie wchodź na stół! Nie baw się widelcem! A przecież można odrobinę inaczej: chodźmy teraz tam, zobacz – można wejść na sofę, może pobawimy się klockami? Łatwo powiedzieć? No pewnie, ale stosuję to każdego dnia. Działa. Może nie zawsze, może nie jest to cudowny środek na wszystko czego faktycznie nie wolno, ale warto próbować. To nie oznacza, że moje dziecko nie zna słowa nie. Zna aż za dobrze i właśnie dlatego staram się hamować, kiedy go nadużywam. Bo tak prawdę mówiąc nie chcę, żeby to była jedna z tych rzeczy, które zapamięta z dzieciństwa na całe życie.

W piaskownicy często słyszę: nie syp piaskiem.
Na placu zabaw: nie biegaj.
Przy jedzeniu lodów: liż dookoła!

Nie jestem doskonała, czasem nawet staram się nie słuchać, innym razem sama coś palnę od rzeczy. A mimo to przy każdym kolejnym nie syp piaskiem w miejscu, gdzie nie da się spełnić tego życzenia, po prostu chce mi się  śmiać. To tak jakby pływakowi mówić, żeby nie chlapał, heloł!

Chcę ze swoim dzieckiem rozmawiać. Chcę, żeby nie tylko mnie słuchało i było posłuszne. Chcę, żeby mówiło. O uczuciach, potrzebach, błahostkach. Wiem, że muszę mu dawać przykład tego, jak prowadzić dialog, wypracowywać kompromis. Dlatego zamiast nie biegaj słyszy patrz gdzie biegniesz. Zamiast zaraz spadniesz mówię bądź ostrożny. Tak jak jestem ja, kiedy dobieram słowa.

DSC_0848

DSC_0855

DSC_0850

DSC_0852

.

.

  •  
  •   
  •  
  •  
  •  

14 comments

  1. Kasia A 28 sierpnia, 2014 at 10:45 Odpowiedz

    Pochwalam i popieram! 🙂
    Najgorsze jest jednak, że dziecko nie zawsze przebywa w otoczeniu osób, które zwracają na to uwagę i tak słyszy nagminnie: NIE SYP, nie skacz itd. Ja ostatnio przekonałam się do magicznego znaczenia słowa NIE przy płaczu w przedszkolu. Wkurza mnie jak ciagle mówią do syna: NIE PŁACZ (babcia, panie itd). TYLKO TAM NIE PŁACZ.
    A ja wytłumaczyłam synowi, że nie ma nic złego w płakaniu i że ja jako dziecko też płakałam jak mi się coś bardzo nie podobało. I że nie zawsze się wszystko lubi, to normalne i można sobie trochę popłakać. Dzieci naprawdę wykazują duże zrozumienie, jak się w taki sposób z nimi rozmawia.

    • Anna Bartnik 29 sierpnia, 2014 at 11:35 Odpowiedz

      O rany, kiedyś właśnie pisałam, że mnie wkurza “nie płacz” bo niby w imię czego? Skoro ja mogę, a generalnie płaczliwa ze mnie osoba (oczy w mokrym miejscu) to dlaczego takie małe dziecko miałoby się hamować z okazywaniem uczuć?

  2. kozbajaruda 28 sierpnia, 2014 at 10:52 Odpowiedz

    Przydatny tekst:) A może to pomysł na cały cykl w stylu jak mówić do dzieci, aby nie podcinać im skrzydeł….. Tak, wiem jest cała masa książek w tym temacie, tylko która mama ma czas, żeby je czytać….?:)
    Ps. Mnie też babcia ganiała z mokrą ścierką, tylko nie pamiętam co pokrzykiwała bo byłam zajęta unikami i wymyślaniem nowych psot 😉

    • Anna Bartnik 29 sierpnia, 2014 at 11:37 Odpowiedz

      Nie wiem czy już potrafię tak mówić, ciągle się uczę, ale postaram się o tym napisać na podstawie doświadczeń z własnymi rodzicami. W końcu dzieckiem byłam nie tak dawno.

      Wszystkie babcie mają jakąś cechę wspólną :D.

  3. Magda N. 29 sierpnia, 2014 at 11:00 Odpowiedz

    Super tekst,bardzo przydatny 😉 w przyszłości to wykorzystam ;)Moja siostra,jak mi mówiła ” patrz pod nogi” to zawsze mi je wtedy podcinało i lądowałam na kolanach 😉
    Ps. Super blog, lubię tu zaglądać.
    Pozdrawiam

      • Dominika Grzybek 29 sierpnia, 2014 at 16:40 Odpowiedz

        Tekst, który powalił mnie na łopatki to: “nie biegaj bo się spocisz”. Do kilkulatka w lecie. Pomyślałam sobie wtedy ( o tej mamie, ktora to powiedziała) nie gadaj tyle bo Cię jezyk rozboli 😉 Generalnie chodzi o to, ze dziecko widzi -dziecko robi. Czyli mówmy i róbmy tak jak chcielibyśmy żeby inni zwracali się do nas 🙂 Jasna i przejrzysta komunikacja bez niedomówień wymaga oczywiscie wiekszego nakładu pracy.

        • Anna Bartnik 29 sierpnia, 2014 at 22:45 Odpowiedz

          Zastanawiałam się ostatnio czy wypada mi poprawiać obce dziecko w piaskownicy. Chłopak krzyczał “skakam, skakam” ale siedziałam cicho jak trusia i miałam ochotę zatkać uszy swojemu hahah :D.

  4. jasnagoora 1 września, 2014 at 16:03 Odpowiedz

    moj jak nie chce isc w ta storne w ktora zmierzamy zawsze mowie Mu chcesz prowadzic wozek? albo konkretuzyje idziemy w prawo w lewo prosto zawracamy i o dziwo nawet wie gdzie jest prawo i lewo (albo mi sie tak wydaje) 😀

Leave a reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.