DZIECI I RODZINA

Czy dziecko to synonim idioty?

Nie pierwszy raz zastanawiam się dlaczego dorośli traktują dzieci jak gorsze jednostki. Małych, niczego nieświadomych idiotów. Czy to tylko chęć poczucia się większym i lepszym jak przy wymierzaniu kolejnego z rzędu klapsa czy może coś bardziej skomplikowanego?

Wypuściłam się ostatnio na miasto. Takie tam szaleństwo na wyprzedażach – 2h. Widać za rzadko bywam wśród ludzi bo do moich uszu docierało prawie wszystko, co mówili. TB komentował “wszystko usłyszałaś w tym czasie?!”. Tak, a musicie wiedzieć, że mówili bardzo ciekawie. Jedni kłócili się o pieniądze, inni rozprawiali o życiowych dylematach “moi rodzice chcieliby żebym wziął ślub kościelny ale ja nie cierpię ślubów, to jakiś głupi wymysł”. Niektórzy szli rozglądając się w milczeniu albo komentując nie mając o czymś pojęcia. I tak na temat płaczącego w wózku malucha usłyszałam “o matko! jakie rozhisteryzowane dziecko!”.

Nic to jednak, bo Ci o których chcę napisać, zwracali się do dzieci. Zakładam, że swoich. Bardzo specyficznie.

Dorosłych, a ściślej – rodziców, dzielę odrobinę żartobliwie na trzy przenikające się grupy. Pierwsza jest zupełnie normalna, z obserwacji wynika że na szczęście należy do niej większość. Druga komunikuje się z dziećmi używając samych zdrobnień, przekształcając ojczystą mowę w dziwny, niezrozumiały twór. Trzecia zaś i to na niej się skupię, ma postawę roszczeniową, w której dziecię przeszkadza niczym kula u nogi. Taka z ołowiu. Rzecz ciągle dotyczy zakupów. Pomijam już, że dziecka nie trzeba ze sobą zabierać, a jak nie mamy z kim zostawić, to może darujmy sobie wyprzedaże, które są o kant pupy rozbić. I tak oto dochodzimy do meritum. Taki…

1. Rodzic zakłada, że dziecko jest ślepe.

-Nie widzisz, że właśnie coś oglądam?

Nie, na pewno nie zauważyło, że matka czy babka uczepiona wieszaka analizuje czy w cyckach nie będzie za wąsko a w biodrach za szeroko. Tylko ile można?

2. Rodzic zakłada, że dziecko nic nie rozumie.

Może faktycznie tak jest, skoro nie wytłumaczył?

-Teraz Ci tego nie kupię.
-Dlaczego?
-Bo nie.

Słyszałam tylko tyle i aż tyle. Dobrze wiem, że rodzice nie lubią wyjaśniać. Bo niby komu mają się tłumaczyć? Dziecku? Temu tam małemu na dole? Niby z jakiej racji? A przydałoby się. Dziecko zrozumie, że nie ma w tej chwili pieniędzy, a do sklepu wybraliśmy się po konkretną rzecz i nic więcej. A nawet jeśli nie zrozumie, to będzie miało jasną informacją, prosty komunikat, którego potrzebuje zamiast tradycyjnego “nie bo nie”.

3. Rodzic zakłada, że dziecko wytrzyma w galerii handlowej 5 godzin.

-Nogi Cię bolą? Trzeba było tak nie skakać wczoraj.
-Jak to jesteś zmęczona? Przecież zjadłaś właśnie lody!

Zakupy są bardzo pouczające. Lody likwidują zmęczenie. Ten mały organizm, choć wydaje się że ma niespożytą ilość energii, również ma prawo do wyczerpanych baterii.

4. Rodzic zakłada, że dziecko nie przejmuje się tym, co mówimy.

Znaczy, że może uczuć nie ma? Z kogo zadrwić albo wyśmiać, jeśli nie dziecko. Na pewno się uśmiechnie, zrobi zabawną minę i pomaszeruje dalej.

W dziale z odzieżą
-Zobacz jaka fajna!
-Coś Ty, wyglądałbyś w niej jak przygłup.

WTF is przygłup!?

Przy stoisku z zabawkami
-Mamo, zobacz jaka fajna gra!
-Nie bądź śmieszny, to dla mniejszych dzieci.

Maluchy reagują bardzo entuzjastycznie, kiedy coś im się spodoba. Są spontaniczne, radosne. Mam wrażenie, że rodzice tłumią w nich tę naturalność, której tak brakuje dorosłym. W pewnym wieku człowiek robi się powściągliwy i zgęziały. Na tyle, że przeszkadza mu radość własnej pociechy. Nie rozumiem tego. A Wy?

Takich przykładów można by mnożyć. Każdy kolejny byłby jeszcze bardziej absurdalny, niedorzeczny.  Wiem, że nie wszyscy to pojmują, ale dziecko to też człowiek. Może trochę mniejszy, czasem nieporadny ale ciągle człowiek. Nie głupszy tylko z mniejszym doświadczeniem. Nie wszystko musi rozumieć bo rozumieć zacznie wtedy, gdy mu wytłumaczymy, pokażemy i nauczymy. My. Dorośli.

Niemowlęta się nie mazgają i histeryzują tylko komunikują ze światem. Ja albo ty możemy bez problemu wygarnąć szefowi, żonie albo dziadowi na ulicy, że coś nam nie pasuje, że majtki niewygodne, skarpety z dziurą albo przypalony obiad. A dziecko? Chciałbyś, żeby siedziało cicho a prośby wyrażało niemym gestem? Uśmiechem dziękowało, a kiedy jest złe marszczyło brwi? To kup sobie robota. Albo psa na baterie.

  •  
  •   
  •  
  •  
  •  

37 comments

  1. Monika Mo 8 stycznia, 2014 at 11:09 Odpowiedz

    Nie cierpię takich rodziców o jakich tu piszesz… Obiecałam sobie, że nigdy taka nie będę dla mojego dziecka. A że podjęłam wyzwanie bez kupowania ubrań przez rok to i tak nie czeka nas wspólna wizyta w centrum handlowym – no chyba, że po coś dla niego, ale wymiary swojego syna znam na pamięć, więc równie dobrze może w tym czasie bawić się w domu z tatą lub dziadkami.

      • annNS 8 stycznia, 2014 at 17:51 Odpowiedz

        jak brzdac siedzi grzecznie w wozeczku to wszystkie mamy sa dumne 😉 nie raz nie dwa widzialam slodkie spiace maluchy ubrane w kombinezon i pod kocykiem i ich super mamusie buszujace po sklepie…

        • HomeCreations.pl 8 stycznia, 2014 at 19:01 Odpowiedz

          Ale przepraszam – to coś złego? Dlaczego w taki sarkastyczny sposób generalizujecie?
          Jak jest się matką nadwrażliwca co źle znosi tłum, hałas, światła i w sklepach się drze – to ok, nie ma co się pchać do ludzi.
          Ale jeśli dziecko to dobrze znosi, to przepraszam, czemu zamykać się i dziecko w czterech ścianach?
          Dziwny Aniu ton wypowiedzi w całym poście, a teraz dziwny ton komentarzy.
          Z problemem się zgodzę – brak cierpliwości rodziców i jawne okazywanie niechęci do trudu ich wychowania – coś strasznego. Warto o tym wspomnieć. Ale czy w takim tonie, tak generalizując? Tu bym się spierała. Zbyt płytko ujęty temat.

          Ściskam Boodzika i jego Mamunię 🙂

          • Boodzik 8 stycznia, 2014 at 19:46 Odpowiedz

            Magda, mówimy o przegrzewaniu. Ja nie chodzę po sklepie z dzieckiem ubranym jak na trzaskający mróz. WIęc – tak, to coś złego w moim odczuciu. No i przecież nie piszę epopei na temat wychowania. Sama nie mam jakiegoś wielkiego doświadczenia, wiesz przecież :). Dlaczego dziwny ton? To moje spostrzeżenia z krótkiego wypadu na zakupy. Widać, że ludziom dzieci po prostu przeszkadzały. Nie wszystkim, ale ja przecież nie o wszystkich piszę. To nie generalizowanie. Napisałam: dzielę na trzy grupy…itd.

            Jestem przeciwko zamykaniu się z dzieckiem w domu! Sama Budzika zabieram wszędzie, na zakupach sama byłam pierwszy raz odkąd się urodził.

            Ściskamy także!

  2. Ven 8 stycznia, 2014 at 15:20 Odpowiedz

    Aniu zgadzam się z tym co piszesz, dorośli bardzo często traktują dzieci jak idiotów, a tak być nie powinno:/ I teraz…to nie zabrzmi może fajnie, ale Twój styl wypowiedzi (wiem nic mi do tego, to Twój blog) czasami jest bardzo agresywny, tak jak teraz ten wpis. Brak mi jakiegoś żartu, lekkości pisowni. Jest twarde lądowanie, aż dupsko boli 🙁

    • Boodzik 8 stycznia, 2014 at 16:12 Odpowiedz

      Może przemilczę. A nie, jednak nie. To nie jest temat do żartobliwego tonu. Piszę co myślę i tego zmieniać nie będę. A styl wypowiedzi – no właśnie – jest po prostu mój. Moim zdaniem jest lekko, kiedy się dobrze czyta. Mi się czytało bardzo dobrze. Trafnie to ujęłaś – mój blog. A, że dupa boli. Właśnie o to chodzi, wtedy bardziej dociera :).

    • Dorota Zamłynna 9 stycznia, 2014 at 10:49 Odpowiedz

      Zaraz, zaraz, ale jak można o głupocie pisać lekko i przyjemnie? Mi ton
      Ani jak najbardziej odpowiada, żadnych lukrów, podlizywania się
      czytelnikowi i ugrzeczniania. Jak coś wkurza, to się pisze agresywnie.
      Dlatego posty są takie szczere.

      • Ven 9 stycznia, 2014 at 12:19 Odpowiedz

        Dorota ja odniosłam się nie tylko do tego jednego wpisu. Oczywiście nie muszę tu wchodzić i czytać, tak po prostu. Jednak kibicuję Ani i chciałabym aby miała szerokie grono odbiorców, dlatego pozwoliłam sobie wyrazić subiektywną opinię o tonie wpisów pojawiających się na Boodziku. Może skłoni do refleksji, jeżeli nie to trudno. Bardzo proszę o nie nadinterpretowanie moich wypowiedzi. Pozdrawiam ciepło.

  3. gosc 8 stycznia, 2014 at 18:27 Odpowiedz

    Zgadzam sie z pania poniekad. Jednak rodzice to tez tylko ludzie, maja prawo byc zdenerwowani, popelniac bledy. A w dawaniu dzieku klapsa w celu wychowawczym, nie widze nic zlego ! Dla mnie to Pani pochopnie wyciaga wnioski z danej sytuacji i chyba jest Pani troche przewrazliwiona. Moze sie myle, ale takie mam obecnie wrazenie, po przeczytaniu. Naprawde nie wszystko musi sie krecic wokol malucha 🙂 Pozdrawiam

    • Boodzik 8 stycznia, 2014 at 20:10 Odpowiedz

      Pewnie, że tylko ludzie. Każdy popełnia błędy. Nigdzie nie jest napisane, że nie mogę ich (nam!) tych błędów wytknąć. Wnioski to wnioski. Przecież nie przeprowadzałam wywiadu z rodzicami, o których piszę. Nie po to tu jestem. Mój świat póki co kręci się głównie wokół dziecka i dobrze mi z tym. Nie wszystkim musi, to jasne.

      Jestem przeciwna biciu dzieci i ukarałabym takich rodziców na swój sposób, wolę nie pisać jaki.

      • gosc 8 stycznia, 2014 at 22:25 Odpowiedz

        Zrozumiale Pani Anno – Ja jednak po przeczytaniu Pani wpisu, ktory jest pelen emocji, odnioslam takie wrazenie. Prosze nie zrozumiec mnie zle 🙂 Czasmi mozna po prostu kogos zle ocenic, obserwujac z boku. Nie wszystko jest czarne lub biale. & Takze jestem przeciwna wobec wszelkiej przemocy dzieci i kogokolwiek, natomiast ” klaps ” dla mnie to nie przemoc ! A propos: Wowczas toczyla sie burzliwa dyskusja na ten temat.

        A tak wogole to lubie czytac tego bloga:)

  4. Kuku-Mamuniu 8 stycznia, 2014 at 21:11 Odpowiedz

    Aniu, taka jest historia pedagogiki, że dzieci nie traktowano jak małych ludzi. Dopiero Korczak zmienił sposób myślenia, ale nie każdy zna założenia Korczaka (czyli dziecko to partner w rozmowie, nie różni się od dorosłego, ma te same prawa, uczucia, itp.). Wierzę, że to się zmieni, bo widzę, że z pokolenia na pokolenie jest coraz lepiej.

    Z drugiej strony wychowanie jest trudne… Bardzo trudne… Nie chciałabym być w tej kwestii przez nikogo z zewnątrz oceniania, zwłaszcza przez osoby, które mnie nie znają i usłyszały urywki zdań w sklepie…

    • Boodzik 8 stycznia, 2014 at 21:20 Odpowiedz

      A kto by chciał? Ja też nie, ale na zdaniu wyrwanym z kontekstu można zbudować niezłą historię i dorobić niejedną ideologię.

      Nie jestem idealną matką. Ba! Daleko mi do ideału ale cały czas się uczę. Rodzice, o których piszę też się pewnie uczą i to jest ok.

      • Kuku-Mamuniu 8 stycznia, 2014 at 21:49 Odpowiedz

        Rozumiem, bo taka jest misja blogerska: trochę nauczać, pouczać, wytykać, zmuszać do refleksji. To jest w blogach parentingowych fajne i tylko dlatego nie widzę nic złego w zakładaniu takich stron (a co z tym idzie: upublicznianiu zdjęć dzieci, bla, bla, bla…).

        Sama jednak nie lubię generalizować. Wiesz, że moje dziecko ma 9 miesięcy, a tyle błędów wychowawczych już popełniłam, że… Włos się na głowie jeży! Strach pomyśleć, co będzie dalej…

  5. Ania 8 stycznia, 2014 at 21:42 Odpowiedz

    Mamy taką niepisaną zasadę: na zakupy dla dzieci jedziemy z dziećmi, ciuchy dla siebie kupujemy bez przychówku.
    Ja niestety jestem z tych co dziecko to kula u nogi. Być może to kwestia zmęczenia materiału.
    Mamo Budzika, trochę nie w temacie dzieci, ale niestety, podobnie jak dzieci traktuje się ludzi starych, niedołężnych.

    • Boodzik 8 stycznia, 2014 at 22:17 Odpowiedz

      I to jest dla mnie zdrowe podejście. Wiesz czego oczekujesz, co Ci przeszkadza i robisz tak, żeby było ok. Z drugą częścią się zgadzam, ale to już temat na inną rozmowę.

  6. annNS 9 stycznia, 2014 at 09:50 Odpowiedz

    nie twierdze ze nalezy sie zamknac w domu i nie wychodzic do ludzi…ze swoja dwojka chodze i na zakupy, i do muzeum 😉 ba nawet do restauracji tez sie zdarza (choc jest to dla mnie wyzwaniem bo moje mlodsze 5sec na pupie nie usiedzi);) odnioslam sie jedynie do tych mam, ktrore za wszelka cene musza kupic ‘kolejna bluzeczke’ i ciagna ze soba swoje ‘grzeczne dzieci’ poprzykrywane kocykami po same uszy…czesc dzieci zapada w supermarketach w blogi sen broniac sie w ten sposob przed nadmiarem bodzcow…

    • Ven 9 stycznia, 2014 at 09:56 Odpowiedz

      AnnNS dzięki, dzięki Tobie już wiem dlaczego zasypiam przy heavy metalu 😀

      Jeżeli nie masz z kim zostawić dziecka, albo nie chcesz bo umrzesz z tęsknoty/zamartwiania się to nie widzę przeciw wskazań do zabrania ze sobą malucha.

      • Ala 9 stycznia, 2014 at 17:16 Odpowiedz

        Nie bierzemy tu jednak jeszcze innej rzeczy pod uwagę tzn ilości zarazkow jakie się znajdują w sklepach organizm malucha jest jeszcze mało odporny na wszelkie wirusy i bakterie i ja wolałam iść z dzieckiem nad morze, a nie do supermarketu, jakoś przez rok obylam się bez większych zakupów, to procentuje Młody dzisiaj ma 18 lat i nie wie co to antybiotyk i choroba 🙂

Leave a reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.