antyszczepionkowcy
  •  
  •   

UWAGA: TEN WPIS NIE STANOWI PORADY LEKARSKIEJ, NIE ZACHĘCA DO UNIKANIA SZCZEPIEŃ ANI NIE MA NA CELU WPŁYWAĆ NA WASZE DECYZJE DOTYCZĄCE WASZYCH DZIECI. Jedno jest pewne: antyszczepionkowcy nie będą zachwyceni.

W sieci znajdziecie mnóstwo wpisów osób zachwalających szczepienia oraz masę takich, które napisali antyszczepionkowcy. Zresztą daleko szukać nie trzeba, bo grupy wsparcia dla jednych i drugich rosną od lat w siłę na facebooku. Nie spotkałam się jednak jeszcze z kimś, kto jest byłym antyszczepionkowcem. To znaczy…nie spotkałam jeszcze drugiej takiej siebie.

Wśród moich znajomych nie jest tajemnicą, że starszy syn miał wszystkie szczepienia wykonane zgodnie z kalendarzem. A tak naprawdę prawie wszystkie. Kiedy doszło do czasu szczepienia MMR, czyli szczepionki przeciw odrze, śwince i różyczce, spanikowałam. Na kolejnych kilka lat wykreśliłam z życia moich dzieci szczepienia, a emigracja mi w tym pomogła. W Anglii, pomimo dużej wyszczepialności, szczepienia nie są obowiązkowe, a pielęgniarki i lekarze bardzo wyrozumiali. Co prawda z młodszym dzieckiem, to zupełnie inna historia, ale też ją opowiem, bo wierzę, że rodziców podobnych do mnie – zagubionych, zdezorientowanych i spanikowanych, jest więcej.

Mój pierwszy wpis o szczepieniach był TUTAJ, z perspektywy czasu widzę, że ledwie liźnięty, ale już wyrażający moje wątpliwości.

ANTYSZCZEPIONKOWCY I STRACH

Dlaczego zatrzymałam się akurat na tym szczepieniu? Powiem Wam prawdę – w tym czasie raczkowałam na facebooku i na grupy antyszczepionkowe skierowały mnie koleżanki, które postanowiły nie szczepić swoich dzieci, czyli #najgorzej. Ale to nie wszystko. Mój starszy syn jest skrajnym alergikiem uczulonym na białko jaja, czyli jeden z komponentów szczepionki MMR. Jedni lekarze mówili, że to nic takiego, inni radzili wstrzymać się do drugich lub trzecich urodzin. Moja dezorientacja tylko się wzmogła. Zwłaszcza, że nikt nie był w stanie mnie zapewnić, że na pewno nie dojdzie do wstrząsu anafilaktycznego. Odpuściłam. Strach związany ze szczepieniem był u mnie niemal paniczny.

W międzyczasie wyjechaliśmy do Anglii, w której szczepienia nie są obowiązkowe i kłopot niejako “sam się rozwiązał”. Nikt nie nalegał, a ja przestałam o tym myśleć…do czasu aż wróciliśmy do Polski. Dziecko poszło do przedszkola i nagle okazało się, że przez cały ten czas faktycznie się bałam. Bałam się, że któregoś dnia moje dziecko zarazi się którąś z chorób, przed którymi mogłam je zabezpieczyć.

CO ZROBIŁAM?

Po pierwsze – cholernie się bałam, ale też zaczęłam działać. Skonsultowałam się z naszym pediatrą, do którego mam zaufanie i lekarzem rodzinnym. Oprócz tego swoje kroki skierowaliśmy do alergologa, który zajmuje się leczeniem syna. Po kilku rozmowach dostaliśmy skierowanie do Poradni Przyklinicznej Chorób Zakaźnych we Wrocławiu. Czas oczekiwania na wizytę – 3 miesiące. Tam konsultacja ze specjalistą chorób zakaźnych ds. szczepień i zalecenia dla obu synów wraz z dokładnym wytłumaczeniem co, jak, kiedy i dlaczego.

Otrzymałam też bezcenną informację na temat tego, na co moje dzieci nie mogę być zaszczepione ze względów zdrowotnych oraz które ze szczepień możemy wykonać w przychodni rejonowej, a na które trzeba przyjechać do szpitala (np. szczepienie przeciw gruźlicy, przy którym musi zostać wykonana próba tuberkulinowa). Pierwsze szczepienia uzupełniające są już za nami. Taką podjęliśmy decyzję. Antyszczepionkowcy nie będą bić brawo.

Strach nie jest dobrym doradcą w kwestiach medycznych. Jedynym dobrym doradcą jest zaufany lekarz i wiedza naukowa. Bardzo bym chciała, żeby dokładnie taki był wydźwięk tego wpisu.

ANTYSZCZEPIONKOWCY TO KOCHAJĄ – MITY NA TEMAT SZCZEPIEŃ

Z mitami rozprawił się świetnie Kamil Nowak (blogojciec) w TYM wpisie. Jest oparty na danych naukowych, a nie miejskich legendach. Rozwiewa wiele rodzicielskich wątpliwości.

Faktem jest, że my jako rodzice, musimy po prostu być czujni. Obserwować dzieci, rozmawiać z lekarzami (serio, oni nie gryzą!). Możecie poprosić o ulotkę szczepionki, żeby ślepo nie wierzyć w to, co mówią antyszczepionkowcy, tylko samemu sprawdzić co jest w środku i jakie może powodować skutki uboczne. Bo mogą wystąpić i nikt nie twierdzi inaczej.

Zwracajcie uwagę na stan zdrowia dzieci – czy nie mają kataru, rozwijającej się infekcji (można zrobić domowy test CRP lub skorzystać z takiej możliwości w laboratorium, żeby mieć pewność, że wszystko jest OK). Możecie przesunąć datę szczepienia w porozumieniu z przychodnią. Zdarzało mi się to robić i nigdy nie spotkałam się z niczym innym niż “nie ma problemu, prosimy o zgłoszenie się, kiedy będzie to możliwe”.

JAKĄ PODJĘŁAM DECYZJĘ?

Tak, wiele myślałam o NOPach. Po szczepieniach moi chłopcy mieli i opuchliznę i gorączkę. Obserwowałam ich pewnie baczniej niż nakazywał rozsądek, ale dzięki temu zrobiłam wszystko, co powinnam jako rodzic. Przed szczepieniem alergik dostaje syrop antyhistaminowy, a po szczepieniu nie opuszczamy przychodni lub jej bezpośredniej okolicy przez 20-30 minut.

Podjęliśmy decyzję słuszną dla moich dzieci i naszej rodziny. Mamy ustalony kalendarz szczepień i jeśli tylko nie dzieje się nic niepokojącego, zabezpieczamy dzieciaki przed chorobami, które wciąż zbierają żniwo na całym świecie. Szczepimy.

Szczepienia ratują życie. Chcę dla moich dzieci tego, co najlepsze i podejmujemy decyzje dotyczące ich zdrowia w sposób odpowiedzialny. Daleka jestem od oceniania innych rodziców, bo sama byłam po drugiej stronie barykady, chociaż nasza decyzja była wynikiem wielu składowych. Dziwi mnie jednak, że bardziej wierzą w spisek koncernów farmaceutycznych niż pediatrze, do którego pójdą w razie choroby. Nie rozumiem dlaczego w pierwszej kolejności słuchają obcych ludzi z Internetu, w znakomitej większości bez jakiejkolwiek wiedzy medycznej czy wykształcenia kierunkowego. Czy słusznie?


  •  
  •   
avatar
1 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
SimplyAnnaAnia Recent comment authors

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  Subskrypcja  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
Ania
Gość
Ania

Każdy antyszczepionkowiec był kiedyś proszczepionkowcem. Ja też byłam za szczepieniami, ufałam pediatrze i szczepiłam dzieci zgodnie z kalendarzem szczepień. Będę tego żałować do końca życia.