DZIECKO

Wychowanie dzieci? Jesteśmy pierwszym pokoleniem, które to TAK robi.

wychowanie dzieci

Były już dzieci, które odkąd nauczyły się chodzić, musiały pracować. Moja mama dzieciństwo spędziła w polu albo gotując obiady dla starszych, którzy w tym polu pracowali. Były dzieciaki chłostane rózgą i bite linijką po małych rączkach za nieposłuszeństwo. Babcie, dziadkowie, może twoi rodzice. Przed nami żyły miliony, które wychowanie dzieci sprowadziły do produkowania podległych jednostek, które powinny brzydzić się sprzeciwem i grzecznie stać w szeregu z równymi sobie. Komuna tak miała wyglądać: każdemu po równo, najlepiej nic. Były dzieci, dla których klaps był reprymendą a nie biciem i ku mojemu przerażeniu wciąż dla części rodziców tak to wygląda. Wyzwisko pouczało, a nie obrażało. Przed nami żyły miliony dzieci, które wychowywały swoje dzieci według jednego utartego schematu. Przekazanego wcześniej.

Czy jesteś wyjątkowa? Wychowanie dzieci jest.

Wyjątki zawsze istniały. Ale to nie dzięki nim dziś robimy to inaczej. Trzydzieści lat temu, żeby młodego człowieka wychować w domu pełnym miłości i zrozumienia, trzeba było tych cnót poszukać w sobie lub samemu być w nich wychowanym. Nie było podręczników dla rodziców, telewizji z programami edukacyjnymi. Dzieci i ryby głosu nie miały. Czytałam niedawno wywiad z Agatą Młynarską, która tak właśnie wspominała rodzinne obiady: dzieci mówiły jako ostatnie, gdy ktoś im na to pozwolił. Który dom tak teraz wygląda?

Przychodzi dziecko do lekarza.

Co wychowanie dzieci ma wspólnego ze służbą zdrowia? Oj wiele, bo podejście do maluchów jest potrzebne na każdej możliwej płaszczyźnie. Może słyszałaś, że jeszcze lat temu naście dzieci były operowane bez znieczulenia. Uważano (a część lekarzy wciąż jest tego zdania!), że niemowlęta i małe dzieci nie mają dobrze rozwiniętego układu nerwowego i nie czuje bólu podczas operacji. Do zabiegów niemal na żywca podawano tylko leki zwiotczające, które powodowały unieruchomienie malucha. Opisy takich operacji powodują u mnie uruchomienie kanalików łzowych. To bestialstwo, brak serca i pomyślunku. I to jeszcze w XX wieku…

Dzisiaj na szczeście widać zmiany i chociaż o służbie zdrowia można napisać powieść przygodową, jest lepiej. Ba, nawet ostatnie lata oznaczają ogromną zmianę. Kiedy starszak miał kilka miesięcy, wyrwano nam go z rąk siłą i nie pozwolono wejść do laboratorium, w którym miał pobieraną krew. Pielęgniarki zasłaniały się odgórnym zakazem od ordynatora, a my jako świeżo upieczeni rodzice nie mieliśmy pojęcia jakie są prawa pacjenta i jak powinna wyglądać opieka nad małoletnim. Miesiąc temu z Nikodemem wizyta w szpitalu wyglądała inaczej, a ja byłam wręcz zachęcana do towarzyszenia dziecku przy wszystkich zabiegach. Zresztą, nie pozwoliłabym by było inaczej.

Jestem szczęśliwą mamą.

Może tak powinien brzmieć tytuł tego wpisu? Bo ja naprawdę jestem szczęśliwa, że mogę wychowywać dziecko właśnie tak. W bliskości, dawaniu mu poczucia, że jest w moim życiu kimś najważniejszym, a nie tylko dodatkiem, któremu mogę łaskawie na coś pozwolić. Jesteśmy pierwszym pokoleniem, które potrafi zastanowić się nad dobrem dzieci. Pochylić nad ich potrzebami i nie udzielać głosu, a wysłuchać opinii i własnego zdania.

Pozwalamy decydować, nie pozbawiając siebie prawa do decydowania o dziecku. To właśnie dzięki ogromnej odpowiedzialności, jaka na nas spoczywa, czujemy że w naszych dorosłych rękach jest coś bardzo ważnego i nie wolno nam tego spieprzyć. Ja tak czuję. Nie daję kar bezsensownie, słucham argumentów, dyskutuję i idę z moimi młodymi na kompromis. Słowo, które kiedyś figurowało tylko w rozmowach między dorosłymi, dziś mój czterolatek definiuje jako „kiedy każdy coś chce i dostaje tego trochę, żeby i druga osoba była zadowolona”. Nie tłumaczyłam mu, nasza codzienność go tego nauczyła.

wychowanie dzieci

Nie cierpię.

Nie cierpię słów: za chwilę, zaraz, później, poczekaj, momencik, jeszcze trochę. Myślę, że sama wykorzystuję je zbyt często, bo w natłoku obowiązków czasem trudno się odnaleźć, ale nic tak nie przywraca do pionu jak czterolatek, który mówi:

Mamo, za chwilę będzie już za późno.

Ma rację skubany. Nawet na wychowanie dzieci może być za późno.

Dlatego uważam, że warto wychowywać dzieciaki w poczuciu, że są dla nas ważne, ich zdanie istotne, a słowa mają moc sprawczą. Powiecie „bezstresowe wychowanie”? Chyba wszyscy już wiedzą, że nie istnieje. Radość z dawania wolności, a może bardziej nie przeszkadzania w niej nie wyklucza stawiania jasnych granic i mówienia „nie”. Pogodzenie tych dwóch światów daje ogromną satysfakcję w rodzicielstwie.

O mojej wizji rodzicielstwa pisałam też TUTAJ, TUTAJ i TUTAJ.

 

Jeśli podobał ci się ten wpis, poleć go swoim znajomym i zostań ze mną na dłużej!
POLUB PROFIL SIMPLYANNA.PL NA FACEBOOKU.


  • moi-mili.pl

    Bardzo się podpisuję pod Twoimi słowami. A chyba jeszcze bardziej pod słowami Twojego Syna. I aby nie przedłużać – biegnę uściskać swoje dzieciaki.
    Pięknego dnia!