DZIECKO

Wszystkie kolory macierzyństwa.


Blaski i cienie. Wzloty i upadki. Wzgórza i doliny. Macierzyństwo, a raczej rodzicielstwo nie jest proste – to wie każdy. Nie jest też prostą linią, w której między kolejnymi epizodami zacierają się granice. Bycie rodzicem to ciągłe stawianie granic. Dziecku, sobie i otoczeniu. Dlatego nic nie jest czarne albo białe.

O BIELI myślę, gdy patrzę na pierwsze zęby pierworodnego. Szczęście przy posiłku, gdy wbijają się w biały miąższ jabłek z sadu babci. Kojarzy mi się ze wspólnymi porankami i białą pościelą, ale też szpitalną rzeczywistością. Biel to czystość. Teoretycznie, bo spożywanie hurtowych ilości marchewki w białej bluzce zawsze kończy się tragicznym zejściem tejże.

W SZAROŚCIACH lubię swojego syna. Jego uroda świetnie współgra z tym kolorem. Szary to barwa nadchodzącej nocy – znużenia, bezsilności i zmęczenia po całym wspólnie spędzonym dniu. Kawałek okładki wrześniowej PANI jest właśnie szary, a fajny magazyn to relaks. Szare są moje jesienne swetry, ale robię wszystko by dzieciństwo Budzika nie należało do tych szarych. Musi być wypełnione miłością i wszystkimi jej kolorami.

ŻÓŁTE są nasze pobudki. Radosne i naładowane energią. Żółte jest słońce i letnie kwiaty. Żółte są moje ręce kiedy przyrządzam curry albo zupę dyniową. Żółty kwiatek dostałam jako pierwszy ze słowami „mama”. Nic piękniejszego w życiu nie słyszałam.

ZIELONYM do góry! To nasze tegoroczne hasło. Zielone są wspólne chwile w przydomowym ogrodzie. Zielona trawa radośnie rozrzucana przez dziecko. Zielone spodnie po harcach z piłką. Zielone koktajle na bazie natki pietruszki i limonki. Zieleń to kolor nadziei. Nie lubię zielonego, ale towarzyszy nam każdego dnia.

Niewiele jest rzeczy piękniejszych niż leżenie z dzieckiem na trawie i patrzenie w niebo. NIEBIESKIE niebo z białymi obłokami. A te obłoki, moje z dzieciństwa, pamięta się do końca życia. A przynajmniej 20 lat, bo tyle minęło odkąd ostatni raz beztrosko patrzyłam do góry. Teraz to wszystko wraca ze zdwojoną siłą, bo w niebo patrzą moje oczy i moje serce.

CZERWONA krew przy pierwszych skaleczeniach. Czerwone dziąsła przy ząbkowaniu. Czerwone buty, które okazały się za małe. Czerwony noworodek urodzony inną niż przewidywana drogą. Czerwony zachód słońca. Czerwone maki i ręce z mrozu czerwone. Niemal nic dobrego nie kojarzy mi się z tym kolorem.

W FIOLECIE jest mi do twarzy. Fioletową miałam chustę do noszenia Budzika, niestety odmówił współpracy i z chustonoszenia wyszły nam nici. To kolor sińców po upadkach. Moich, bo dziecko się nie przewraca a ja zdążyłam już dwa razy spaść ze schodów. Już niedługo zakwitną fioletowe astry i jestem szczęśliwa, że w trójkę będziemy mogli podziwiać dziesiątki motyli, które co roku przedłużają nasze lato.

RÓŻOWE policzki. Z radości, ekscytacji, strachu, złości. Róż to barwa uczuć na naszych twarzach.

CZERŃ to noc. Noc to sen. Sen to mój towar deficytowy ostatnimi czasy. Gdzie można kupić czerń?

Paleta barw jest bardzo bogata, ale i tak wiadomo że cała sztuka polega na odpowiednim ich wymieszaniu i wyważeniu proporcji. To nie jest odkrywcze, to logiczne i naturalne, a o dziwo wielu rodziców wciąż widzi konkretne aspekty wychowania jedynie jako białe lub czarne. Niestety nie w znaczeniu, które opisałam.

DSC_0813

.

DSC_0812

.

DSC_0818

.

DSC_0832

.

DSC_0837

.

DSC_0843

.

DSC_0842

.