DZIECKO

Wakacje z dziećmi. O matce, która nie lubiła swoich synów.

wakacje z dziećmi

♦ Moja koleżanka Monika zadała pytanie. Mianowicie: dlaczego tak często spotyka się z opinią, jakoby wakacje z dziećmi były przeciwieństwem wypoczynku? Za chwilę tu odpowiem, ale bardziej niż pytanie zaskoczyły mnie odpowiedzi mam lepszego sortu. Mianowicie UWAGA, żeby odpocząć z dziećmi wystarczy je lubić. Proste, nie?

Wystarczy być otwartą i kreatywną, żeby oczami dziecka zobaczyć piękno świata. Świetnie, prawie jak w bajce. A nie, przepraszam, takie rzeczy to tylko w bajkach. Co jak co, ale na wakacjach mam w nosie moją kreatywność!

Czym dla ciebie jest wypoczynek?

To podstawowe pytanie, które należałoby sobie zadać. Ja na przykład odpoczywam wtedy, kiedy nic nie muszę ale mogę wszystko. Odpoczywam kiedy ja wybieram jaką (i czy w ogóle) aktywność podejmę w danym momencie. Wypoczywam także wtedy, kiedy mogę się skupić na sobie i zrelaksować, zresetować umysł i nie myśleć o problemach.

Może jestem jakaś inna, ale dla mnie to naprawdę są same przeciwieństwa, gdy chodzi o wakacje z dziećmi. Zadajmy sobie zatem pytanie dodatkowe: w jakim wieku są twoje dzieci i ile ich masz? Wybacz, inaczej zajmuje się jednym maluchem, który ma sześć lat, a inaczej dwójką w wieku mocno wymagającym. Jak myślisz: kto wybiera aktywność na wakacjach? Możesz ty, ale nie zawsze uda ci się przemycić swój plan i dupa, nici z odpoczynku

Czy kiedy jesteś z dziećmi możesz się skupić na sobie? Nie. Twoim (i moim) matczynym obowiązkiem jest dopilnowanie, żeby dzieci były bezpieczne. Nikt tego za ciebie nie zrobi. Razem z urodzeniem dzieci, urodziłyśmy odpowiedzialność, która ciąży na nas (tak właśnie!) dopóki jesteśmy na tym świecie. Gdy w danej chwili spoczywa na mnie odpowiedzialność, a w przypadku dzieci uważam ją za cholernie ważną, to nie odpoczywam. Ty możesz, ja nie potrafię.

Rozumiem, że są mamy, dla których dziecko jest całym światem, a wakacje z dziećmi to spełnienie ich oczekiwań dotyczących wypoczynku. Moje dzieci zajmują ogromny procent mojego świata, ale nie przesłaniają mi samej siebie. Jestem dla siebie ważna, odkryłam to stosunkowo niedawno i jest mi z tym naprawdę dobrze. Jestem szczęśliwsza, gdy realizuję swoje pomysły bez udziału dzieci, a moja radość im się udziela. Kiedy wyjeżdżam z maluchami, męczę się. Nie wstydzę się tego powiedzieć. Będąc z nimi od rana do nocy każdego dnia odkąd się urodzili, wakacje z dziećmi różnią się dla mnie tylko zmianą miejsca (i dodatkowym stresem: czy młodszy zaśnie na innym łóżku, czy znajdę wszystkie produkty niezbędne do posiłków dla starszaka lub czy nie wpadnie nam jakaś nowa alergia na listę). Takich rzeczy jest cała masa i nie, nie odpoczywam mając świadomość ich istnienia.

A może faktycznie wystarczy lubić swoje dzieci?

Może pamiętacie TEN tekst: Kocham moje dzieci, ale czasem ich nie lubię. I co teraz? Co, jeśli nasze wakacje wypadną w tym momencie, kiedy ja ich wcale nie lubię? A tak poważnie: jeśli gwarantem twojego odpoczynku jest nić sympatii łącząca cię z dzieckiem, w porządku, twoje prawo. Ale nie oceniaj innej matki, która odpocząć z dziećmi nie umie twierdząc, że najwyraźniej ich nie lubi. Coś mi się wydaje, że to nie jest takie proste.

Wyobraź sobie taki obrazek: młoda mama razem z mężem i ich dwójką uroczych synów wybiera się na plażę w Gdyni. Idą trzymając się za ręce, robią sobie zdjęcia do rodzinnego albumu, a gdy w końcu trafiają na upragnioną wielką piaskownicę dzieci wesoło bawią się obok rodziców, którzy… Jak dokończyłabyś to zdanie? Co robią rodzice dwójki małych dzieci na plaży? Zła odpowiedź, na pewno nie czytają książek. Nie, czasopism też nie czytają. Nie całują się i nie smarują olejkiem do opalania.

Ci rodzice nie mają na to czasu, bo pilnują, żeby młodsze dziecko nie wbiegło do wody w czasie zakazu kąpieli i żeby w tłumie nie zginął starszy syn. Przy okazji spod kocyka wywalają tonę potłuczonego szkła i niedopałków, które jakiś niechluj zostawił. Po dziesięciu minutach zaczynają łagodnie mówić, żeby tym piaskiem to bardziej na siebie sypali niż na tą miłą panią obok, a skoro są głodni, to już zaraz pójdą coś zjeść. Ah, muszą od razu. No cóż. Nie poodpoczywali sobie. W końcu pojechali na wakacje z dziećmi ;).

Tak wygląda 99% wyjazdów z moimi chłopcami. Nie twierdzę, że one nie są fajne, bo są! Uwielbiam pokazywać im nowe rzeczy, miasta, muzea i zabierać ich w interesujące miejsca. Chcę, żeby żyli blisko przyrody i wśród ludzi, przynajmniej dopóki mam na to jakikolwiek wpływ. Zabrałam ich ze sobą do Gdyni w krótką podróż, żeby przejechali się pociągiem i zobaczyli polskie morze. Ale niech mi nikt nie wmawia, że ja w tym czasie mogłam odpocząć.

Tak, odpoczynek i dzieci, to oksymoron.

Gdyby tak nie było, żadna z matek nie cieszyłaby się właśnie teraz, że już za kilka dni zaczyna się szkoła lub przedszkole. Żadna z nas nie marzyłaby o powrocie do pracy i możliwości rozmowy z kimś dorosłym. Żadna mama nie padałaby wieczorem razem z dzieciakami w łóżku…Ze zmęczenia.

Bo właśnie takie jest macierzyństwo. Cudowne, ale męczące. Ekscytujące, ale obarczone odpowiedzialnością. Napawające dumą, dające siłę, spełnienie i będące motorem do działania, ale i źródłem frustracji czy niezadowolenia. Macierzyństwo nie jest czarno – białe. Nie jest rysunkiem odbitym na kalce. Ono nawet nie jest mierzalne.

Nie musisz mnie rozumieć. 

Naprawdę. Jestem na tym etapie, gdy potrzeba zrozumienia przez wszystkich bez wyjątku jest gdzieś daleko za mną. Są wakacje. Spędzam je z dziećmi w Polsce, gdzie postanowiliśmy zostać na stałe. Dawno nie czułam się taka szczęśliwa i spełniona, ale… Nie jestem wypoczęta. Gdybym zamieściła tu swoje zdjęcie, byłoby absolutnym zaprzeczeniem zrelaksowanej kobiety na wakacjach.

Marzę o palmie, pod którą mogłabym leżeć dzierżąc zimne piwo w jednej i książkę w drugiej ręce. Marzę o chwili dla siebie, pozbawionej ciągłego bycia na zawołanie. Marzę by znów przez pewien czas mieć siebie tylko dla siebie. I nie uważam się za gorszą tylko dlatego, że w tej chwili na tym obrazku nie ma moich dzieci.

 

Jeśli podobał Ci się ten wpis, będę wdzięczna jeśli go polubisz na FP SIMPLYANNA i udostępnisz swoim znajomym.
Możesz mnie także śledzić na INSTAGRAMIE.

 

Share:
  • Wypoczynek to dla mnie odpoczynek od miasta, hałasu, codziennej rutyny, obowiązków, prania, sprzątania, gotowania… i tak, wciąż wierzę, że wakacje z dziećmi mogą dostarczyć mi od tego odpoczynku. Nic tak nie ładuje mnie jak przyroda. A co do wakacji z dzieckiem, nie zgadzam się z tym, że odpoczynek i dzieci to oksymoron. Bo tak jak macierzyństwo nie jest czarno-białe to wypoczynek też. Bo odpoczywać można od różnych rzeczy, także od dzieci, wtedy faktycznie koniecznie musi wyjechać gdzieś. A co do samych wakacji z dzieckiem… Cóż od pewnych rzeczy nie ucieknę, ale doskonale wiedziałam decydując się na dziecko, że o beztroskim leżeniu na leżaczku pod palemką z książka w jednej, a drinkiem w drugiej ręce mogę przez kilka lat zapomnieć. Wiedziałam, że z nurkowania (o którym marzę) też nici, bo przecież nie zostawię dziecka na plaży samego, a bez męża nie chce iść nurkować… Wiedziałam też, że dziecko wiele zmienia. Także to, w jaki sposób odpoczywam. I to nie jest kwestia tego, czy dziecko jest dla mnie całym światem, czy nie… tylko tego, czy chcę i umiem dostosować te dwa światy. Na razie umiem i tak, wypoczywam z moim dzieckiem na wakacjach. Ale tak. Chcę wyjechać i odpocząć od niego.

  • Pingback: Tak, jestem mamą, której nie cierpisz. - SimplyAnna()