15 rzeczy najtrudniejszych na emigracji.

Trudności na emigracji jest naprawdę wiele. Choć na początku (jeszcze przed wyjazdem!) wydaje nam się, że naprawdę nieźle ogarniamy rzeczywistość, na miejscu często zderzamy się ze ścianą. Mieszkanie w obcym kraju już samo w sobie jest dosyć trudnym doświadczeniem. Czasami ciężko sprecyzować co tak naprawdę nam doskwiera, boli i gniecie i dla każdego emigranta będą to zupełnie inne rzeczy. Niektóre z nich pojawiają się w wypowiedziach emigrantów na tyle często, że postanowiłam je zebrać w całość. Gotowi?

Kolejność przypadkowa!

1. Samotność.

Najczęściej brak najbliższej rodziny, z którą jesteśmy mocno związani oraz przyjaciół, którzy zostali w ojczyźnie. Bywa, że samotność prowadzi do depresji, ale może też stać się początkiem nowych znajomości i przyjaźni na całe życie. Tego sobie i wam życzę!

2. Bariera językowa.

Zdecydowana większość emigrantów w Anglii przyjeżdżając ma jakieś podstawy języka, ale… No właśnie, zazwyczaj są to podstawy. W Internetach roi się od pytań o pracę dla osoby słabo komunikującej się po angielsku. Pocieszający jest fakt, że nigdzie nie nauczymy się języka lepiej niż na miejscu wśród osób, które od urodzenia się nim posługują.

Sposób na ogarnięcie językowe? Wyjdź do ludzi, rozmawiaj z nimi i nie bój się własnych błędów. Na początku przepraszałam za pomyłki językowe, zawsze były kwitowane stwierdzeniem, że nie, nie, absolutnie, mówię doskonale ;). Warto pozbyć się wstydu i obaw.

3. Poczucie zagubienia.

Bo wszystko nowe, nieznane. To uczucie na szczęście dosyć szybko mija i czasem tylko wraca np. w nowym towarzystwie czy sytuacjach, które spotykają nas po raz pierwszy. Pisałam już kiedyś, że mój pierwszy płacz (dziś wydaje mi się to śmieszne!) miał miejsce pomiędzy regałami w Tesco. Kompletnie nie potrafiłam się odnaleźć wśród sklepowych półek i produktów, które widziałam po raz pierwszy. Nie rozumiałam części napisów, nie mogłam znaleźć odpowiedników znajomych rzeczy. Wszystko trwało za długo i było okropnie stresujące, choć przecież moja przygoda dopiero się zaczynała, a to były tylko zakupy!

4. Szukanie pracy.

Komfortowa sytuacja jest wtedy, gdy wyjeżdżamy „na gotowe”. Załatwiona i pewna praca jest dużym komfortem, ale nie każdy ma takie możliwości. Jeśli emigracja dopiero przed tobą, koniecznie zrób research rynku pracy. W Kanadzie i Australii stworzone są specjalne strony, na których można znaleźć informacje o zawodach i posadach, na które panuje zapotrzebowanie. Zdecydowana większość emigrantów z UK ma tu rodzinę lub znajomych, oni mogą na początek stanowić świetne źródło informacji.

Tak czy inaczej szukanie pracy jest stresujące, bo czym innym będzie odpowiadanie w Polsce na pytanie o znajomość języka angielskiego, a czym innym odbywanie rozmowy rekrutacyjnej w tym języku.

5. Wynajęcie mieszkania.

Tego pierwszego. To nieprawda, że wszystkie mieszkania w UK są zagrzybione, śmierdzące i nie umywają się do tych w Polsce. Czasem trzeba dłużej poszukać albo więcej zapłacić. Wynajęcie pierwszego mieszkania jest kłopotliwe, bo zazwyczaj potrzebne są referencje, dokumenty potwierdzające zatrudnienie i zapłata z góry za pewien okres wynajmu.

6. Bycie obywatelem drugiej kategorii.

Wszyscy to wiedzą, ale nie każdy mówi głośno. Nawet jeśli mieszkasz w Anglii od 10 lat, masz grono angielskich znajomych i czujesz się zakorzeniony, jesteś obcy. Spotkasz się z krytycznymi spojrzeniami, gdy rozmawiasz po polsku. Będziesz się mierzyć ze zmianami w prawie i oczy musisz mieć dokoła głowy. Czy to mnie dziwi? Ani trochę. I tak Polacy w Anglii mają tysiąc razy lepiej niż emigranci w Polsce.

7. Obcy tu, obcy tam.

Znasz ten rodzaj zakłopotania, kiedy ulice Twojego miasta w Polsce są znajome, ale jakby nieznane? W Polsce już nie czujesz się jak u siebie, a w Anglii jeszcze tego nie czujesz. W sumie to smutne uczucie. Miłość do własnego kraju potrafi być rozrywająca.

8. Zdrowie.

Pierwsze kontakty z NHS mogą być kłopotliwe. W Polsce rodzice są nauczeni, że na każdy kaszelek lekarz przepisuje antybiotyk, tymczasem w UK kaszel i katar to nie choroba. Jeśli osłuchowo wszystko jest czyste, antybiotyk nie jest potrzebny i nie ma co demonizować osławionego już w Anglii paracetamolu. Natomiast jeśli widzisz, że dziecko słania się na nogach i ewidentnie to nie tylko zwykła wirusówka, a gp wciąż z uporem maniaka nie zleca żadnych badań, zaprawdę powiadam ci: ZMIEŃ LEKARZA!

Po drugie kobiety nie umawiają się na wizyty do ginekologa (chyba że prywatnie). Ze wszystkimi sprawami chodzimy do gp, który w razie potrzeby kieruje dalej. Na szczęście trafił nam się lekarz, który zleca zawsze wszystkie badania i nie ma problemu z przekierowaniem do specjalisty, jeśli na czymś się nie zna.

9. Wieczne kursowanie do kraju i z powrotem.

Podróżowanie jest oczywiście kwestią bardzo indywidualną i zależy od potrzeb. Część emigrantów ma całą rodzinę obok siebie i nie tęskni za krajem. Inni do Polski wracają tak często, jak pozwalają im praca lub finanse. My wybieramy się do kraju na całe wakacje, żeby nabrać energii na resztę roku. Kontakt z rodziną jest dla nas bardzo ważny i żaden Skype ani telefon nie są w stanie go zastąpić.

10. Wydeptywanie nowych ścieżek.

We Wrocławiu jeździłam na uczelnię tramwajem, a potem szłam przez Ostrów Tumski. Znałam tam każdą dziurę w chodniku, mijałam tych samych ludzi. Zakupy robiłam w ulubionym warzywniaku, a potem u rolnika, który mieszkał dwa domu dalej.

Emigracja jest jak przesadzenie starego drzewa do nowej ziemi. Mija sporo czasu zanim zapuści w niej korzenie i przyzwyczai do nowych warunków.

11. Mentalność.

Dla niektórych każdy powód do narzekania jest dobry, a w narzekaniu my Polacy nie mamy sobie równych. Wystarczy wejść na pierwsze lepsze forum. Myślę sobie, że tak jesteśmy wychowani, ale i w takich warunkach dorastaliśmy.

Poza tym wiadomo, że u sąsiada trawa jest bardziej zielona no i z kim ten sąsiad się znowu prowadza? I za co kupił sobie ten nowy samochód? Pracę pewnie dostał po znajomości, ciekawe ile zarabia…

12. Kontakt z Polakami.

Mam bardzo mieszane uczucia, kiedy ktoś pyta mnie o polską społeczność w Anglii. Jestem ciekawa jakie jest twoje zdanie. Z jednej strony chwalę sobie możliwość kontaktu z rodakami, rozmowy po polsku i łatwość nawiązania relacji. Z drugiej nie podoba mi się tworzenie na emigracji „małej Polski”, a niektórzy to właśnie próbują zrobić.

13. Zazdrość.

Kto zazdrości? Jeśli dobrze ci się wiedzie, zazdrościć może każdy. Inni emigranci, bo poradziłeś sobie lepiej niż oni. Osoby, które zostały w Polsce, bo liczyli na to, że ci nie wyjdzie albo dlatego, że sami nie mieli odwagi by wyjechać. Emigracja wymaga odwagi i przewartościowania, nie każdego na to stać.

14. Decyzja o powrocie.

Osobiście nie znam nikogo, kto wrócił, ale wydaje mi się, że decyzja o ewentualnym powrocie, to jedna z trudniejszych, jakie są podejmowane.

15. Miejsce na Twoją odpowiedź!

Co było najtrudniejsze dla ciebie? A może decyzja o emigracji dopiero przed tobą?

 

  • Paulina Anna Matysewicz

    Język to chyba najtrudniejsza bariera do przełamania.
    Ja trafiłam do Szkocji (a szkocka odmiana angielskiego jak wiadomo do łatwych w zrozumieniu nie nalezy). I z moim angielskim na poziomie b2-c1 (jak dobrze pamiętam) i naturalną wstydliwoscia miałam naprawdę duże problemy, żeby się porozumiewać.
    Na szczęście trafiłam na pracę gdzie miałam duży kontakt z ludzmi w tym anglojęzycznymi. I chcac nie chcac musiałam sie przelamac.

    A co myślę o Polakach tutaj?
    To samo co o Polakach, którzy zostali w kraju. Trzeba dobrze dobierać przyjaciół i znajomych. Bo jest dużo takich, którzy chcą nam wbić sztylet w plecy.

  • Swita Zainab Samchuk

    Jestem Ukrainką, i mieszkam w Polsce na stałe juz 5 lat, a i tak czuję się obca. Mimo, że bardzo dobrze rozmawiam po polsku, akcent jest wyczuwalny, i na to zawsze zwracają uwagę. Co w większości wypadków sprawuję kłopoty: z wynajęciem mieszkania, załatwieniem dokumentów no i zwykłym traktowaniem. Może dla tego, że Ukraińców jest w Polsce tyle, jak polaków w UK.

    • Ależ się cieszę, że napisałaś!
      Nasunęło mi się przy okazji Twojej wypowiedzi, że Polacy często oczekują tolerancji na emigracji, ale różnie zachowują się w stosunku do osób mieszkających „u nas”.