OPINIE

Przepraszam, czy jest na sali lekarz?

szpital z dzieckiem

Szpital z dzieckiem? Hej przygodo!

Gdybym odkladala złotówkę za każdym razem, gdy porównanie polskiej i angielskiej służby zdrowia wychodzi na korzyść tej drugiej, mogłabym już myśleć o zakupie małego jachtu. Dobrze wiem jak jestem postrzegana, kiedy komplementuje cokolwiek związanego z UK. Że własnego kraju już nie kocham, ojczyzny nie szanuję, pewnie za chwilę zrzeknę się obywatelstwa. A ja chwalę przecież nie po to, żeby krytykować coś, co jest dobre, prawda? Po prostu chciałabym, żeby drogi były bez dziur, asfalt nie pływał zależnie od temperatury. Żeby w Biedrze personel zarabiał tyle, by nie musiał być rozżalony i opryskliwy. Szpital z dzieckiem to nie przelewki.

Czy ja bym chciała zbyt wiele?

Chciałabym, żeby w szpitalu farba ze ściany nie spadała mi do obiadu, który muszę sama przynieść. I żeby szpital z dzieckiem z jelitówką był na przyjęcie takiego pacjenta przygotowany. Na przykład, żeby młode dostało na śniadanie coś bardziej lekkostrawnego niż zmielone parówki utoczone w kulę. By najpierw były robione badania, a potem przepisywany antybiotyk. I może jeszcze, żebym nie dostawala ochrzanu jak jakiś podlotek tylko dlatego, że odważyłam się nacisnąć czerwony guzik wzywający pielęgniarkę.

Z dwojga złego wolę, by szpital był zaopatrzony w niezbędny sprzęt i lekarstwa niż miał ładnie pomalowane ściany. Chcę kompetentnego personelu – lekarzy i pielęgniarek. Kiedy choruje dziecko, nic oprócz jego zdrowia się nie liczy. Anglików krytykuje się za sztuczny uśmiech, ucinanie bezsensownych pogawędek. Nawet nie wiecie jak mi tego brakuje! Wczoraj wychodziłam z windy, uśmiechnęłam się do mamy innego małego pacjenta i…ściana. Napotkałam mur niechęci i podejrzliwości. Jak to tak: do obcej osoby się uśmiechać? Mój mąż słusznie stwierdził, że w tym szpitalu panuje zwyczajny bałagan i niedopracowanie. Można to zwalić na finansowanie, które nie pokrywa zapotrzebowania, ale… życzliwość kosztuje tylko odrobinę dobrej woli.

Wszystko zaczyna się na początku. Taka mądrość.

Zaczyna się już na bramie wjazdowej. Parking dla pacjentów oddalony jest od wejścia o 100 m. To niewiele dla zdrowej osoby, ale dla niespełna dwulatka z 40 stopniową gorączką, który rzyga dalej niż widzi i przelewa się przez ręce liczy się każdy metr. Brak kolejki na oddziale ratunkowym na duży plus, zostaliśmy przyjęci bardzo szybko. Pani doktor zbadała malucha dokładnie, odpowiedziała na wszystkie pytania i przepisała antybiotyk plus leki przeciwgorączkowe. Super! Tylko, że pudło. Maluch nie przyjmował nic oprócz wody, antybiotyk spowodował zaostrzenie objawów zatrucia, temperatura osiągnęła 40 stopni. Wróciliśmy na oddział, zostaliśmy przyjęci. Nie mogę narzekać na panie pielęgniarki. Robią kawał dobrej roboty i przestrzegają zasad higieny 100 razy bardziej niż służba zdrowia w uk. Pewnie zastanawiasz się…

O co mi w takim razie chodzi?

Po pierwsze o pretensjonalny ton lekarki, który sprawia, że na powrót czuję się jak pietnastolatka przy tablicy. Nie lubię gdy ktoś się ze mnie śmieje tylko dlatego, że martwię się o własne dziecko. W szpitalu w Anglii guzik przy łóżku pacjenta służy do wzywania pomocy. Jakiejkolwiek – kiedy się czegoś potrzebuje lub pacjent ma jakieś wątpliwości. Tak jak ja wczoraj. Leżymy z synem w izolatce i nie możemy spacerować po oddziale. Dwa razy udałam się do dyżurki pielęgniarek, ale nikogo nie bylo, a Nikodemowi znów zaczęła rosnąć temperatura.

W międzyczasie udało mi się pobrać różne próbki do badań, więc miałam już dwa powody do widzenia ;). Odważylam się i DZYN DZYN. Nagle do pokoju wpada lekarka z dyżuru i pyta co się dzieje. Grzecznie odpowiadam, na co otrzymuję odpowiedź, że to jest ALARM DO POWAŻNYCH RZECZY, a nie takich tam pierdół. Pielęgniarka wykazała więcej zrozumienia i pomogła przy podaniu leków. Dzięki pani Zosiu!

Zbilansowana dieta made in Poland.

Ile razy w życiu słyszałaś, że jedną z kluczowych ról w rozwoju małego organizmu jest dostarczanie mu wszystkich niezbędnych składników w pożywieniu? Że pięć porcji warzyw i owoców to optymalne rozwiązanie. Sorry, ale zmielona parówa z ćwiarką pomidora to nie jest chyba zbilansowana dieta, nie w moim świecie. Albo zupa mleczna z toną cukru plus biały ser i mielonka dla maluszka z zakażeniem układu pokarmowego. Nie wspomnę z grzeczności o sosie zrobionym z tłuszczu zagęszczonego mąką i czarnych ziemniakach. Kurwa, jak mnie to strasznie denerwuje! Już pal sześć ten grzyb (nie, niejadalny) za szafką na ścianie. Wiesz, nie jestem francuskim pieskiem, który wybrzydza, ale na boga! Dzieci powinny dostać wartościowy posiłek, który będą w stanie…przełknąć.

Po tym trzydniowym pobycie w szpitalu aż trudno mi uwierzyć, że mając tak dobrych lekarzy i genialne możliwości, za cholerę nie możemy ich wykorzystać. Wiadomo – kasa. I chociaż jedzenie nie jest najważniejsze, to aż mnie nera szarpie przepaść pomiędzy żywieniem w szpitalu w Anglii i w Polsce. Posiłki są naprawdę bardzo smaczne, każdy może je dopasować do własnego gustu/diety/smaku i potrzeb. Takie nic sprawiające, że leczenie szpitalne jest odrobinę milsze.

Żeby nie było tak na niekorzyść!

1. Kontakt z pacjentem pierwsza klasa. Każdy lekarz szczegółowo omawiał z nami leczenie i dalsze postępowanie. Dokładnie przeanalizowane wyniki i ponowna kontrola za jakiś czas pomimo tego, że to nie nasza przychodnia.

2. Brak kolejek na ostrym dyżurze, szybkie zajęcie się pacjentem i zapewnienie warunków stosownych do wieku (łóżeczko) oraz możliwość przebywania z dzieckiem na oddziale.

3. Sympatyczne, mega delikatne pielęgniarki. Gwarantuję, że żadna angielska piguła nie potrafi tak delikatnie pobierać krwi :). Młody nawet nie pisnął przy wenflonie, o innych badaniach nie wspominając.

4. Poprosiłam o sprawdzenie, czy w kroplówce na pewno znajduje się to, co powinno. Nikt potem nie spluwał na mój widok przez lewe ramię 😉

A jak wasze szpitalne doświadczenia? Mam nadzieję, że nie macie ich wcale!

 


  • Szpitalne doświadczenie mam tylko z Kanady. Wygląd szpitala przyprawił mnie o palpitacje – stary bardzo. Ale dzięki życzliwości personelu wiele można wybaczyć, o tak. My za tydzień lecimy do Polski i mam nadzieję, że żadnych szpitalnych atrakcji nie będzie.
    Serdeczne życzenia powrotu do zdrowia!