ŻYCIE

Zmarł kolejny artysta. I co z tego?

george michael

Moja tablica wczoraj na fejsie od samego rana pękała w szwach w związku z tym, że zmarł George Michael. No smutno, bo dobry artysta, fajna muzyka i kolejna wartościowa dla biznesu muzycznego osoba. Smutno ludziom, którzy słuchali jego utworów albo byli na koncertach albo…Niekoniecznie wiedzieli kim był, ale coś im się obiło o uszy, że to ten od ‚Last Christmas’. A potem przychodzi wieczór i powrót do codzienności. Dzisiaj mówią o nim tylko kanały informacyjne, gdzieś pomiędzy kłótnią w sejmie a osobami, dla których to były ostatnie święta w trasie.

George Michael? Nie poruszyła mnie ta śmierć, bo nie był to dla mnie nikt bliski.

Mamy Internet, telewizję, radio i marketing szeptany. Nic nie sprzedaje się tak dobrze, jak seks i śmierć. A jeszcze jeśli komuś przyjdzie zejść w trakcie, to dopiero nius. Szczerze mówiąc, nie ma w tym nic złego – ludzie kochają sensację, a połączenie seksu i śmierci to gotowy scenariusz na większość filmów, jakie w życiu mogłaś zobaczyć. Czasem próbujemy się wykąpać w blasku rzucanym przez gwiazdy dużego formatu i posypać głowy brokatem z czerwonego dywanu, zapominając, że właśnie siedzimy w kapciach i piżamie przed telewizorem. A gdy nam ktoś ten blichtr zabiera razem z gwiazdą, czujemy smutek. Wróć, niektórzy czują. Ja-nie.

Skąd zbiorowe poruszenie i hasła o 2016 roku, który tak bardzo nas krzywdzi? Czy to na pewno wina tej liczby? A może po prostu czas płynie nieubłaganie i chociaż trudno to do siebie przyjąć, będzie umierało coraz więcej znanych ludzi, bo-się-kur-de-sta-rze-je-my. Wszyscy! A do tego tych znanych jest jak piachu na pustyni – jedno ziarnko wiatr zmiata, dziesięć innych nawieje. Postanowiłam poświęcić temu faktowi odrobinę blogowego miejsca, ponieważ naprawdę wszyscy postanowili o George’u napisać (a dzisiaj o Carrie Fischer). I możesz mi mówić, że przecież nie muszę nikogo na fejsie obserwować albo czytać skoro mi się nie podoba, ale trudno nagle dać unsuba wszystkim znajomym ;).

Co dla ciebie oznacza George Michael i jego śmierć? Nic. Nawet jeśli w tej chwili myślisz, że to okropna strata dla całego świata, w twoim małym jednoosobowym światku to nie zmienia kompletnie niczego. Z małym wyjątkiem – nie pójdziesz już na koncert ani nie kupisz najnowszej płyty. Pytanie brzmi: czy za dziesięć lat będziesz o tym pamiętać? Wątpię. Dlatego, że rzeczy, które nie wpływają bezpośrednio na nasze życie i jego jakość, nie mają dla nas znaczenia. Smutek, który czujesz znacznie bardziej dotyka samego zagadnienia śmierci. Nawet znanych i majętnych ludzi spotyka dokładnie taki sam koniec jak bezdomnego na ulicy, mnie albo ciebie.

Każdego kto odszedł szkoda. W roku 2013, 2015 też umarło wiele wybitnych osób. I tyle samo pożegna się ze światem za rok lub dziesięć. To nie 2016 zbiera żniwo, tak po prostu wygląda życie. Czy jesteś bogaty (jak George Michael na przykład) czy nie, czy kogoś kochałeś czy nie, czy byłeś znany czy nie – czek nas dokładnie taki sam koniec. Z tą różnicą, że po znanych i bogatych zostaje więcej wpisów na fejsie.

***
Bądź ze mną na bieżąco i polub na fb TUTAJ KLIK.
Możesz też udostępnić ten wpis znajomym.


  • Trafnie napisane. Z Georgem to chyba kluczowy był dzień jego śmierci. Nigdy nie było mi z nim po drodze jako artyście, za wyjątkiem świetnego klipu do piosenki „Freedom” (mam nadzieję, że tytułu nie pomyliłam). Co mnie natomiast dotknęło to fakt, że gość był młody i niestety zabiło go paskudne uzależnienie od heroiny. Posty jak były, tak i będą, a następnego dnia karawana pojedzie dalej.