ŻYCIE

Samotna, zmęczona i zła – słowa dla matek zakazane.

dla matek zakazane

Po  całym dniu latania między przedszkolem a garami, ściągania młodszego z tras wspinaczkowych, które sobie sam układa i segregowania ubrań po tygodniu codziennego prania, marzyłam tylko o tym, żeby posiedzieć 10 minut w ciszy. Albo 15. Lub ewentualnie posłuchać ulubionej muzyki, tylko żeby po ciemku i w słuchawkach, wtedy pełne skupienie. Relaks? Dla matek zakazane!

Zamknęłam oczy. Po policzku popłynęła jedna łza, zaraz za nią kolejne.

Ile razy dzisiaj podniosłam głos? Ile razy powiedziałam „nie”, choć obiecywałam sobie, że będę to robić jakoś na okrętkę, że nie będę tylko zakazywać, że otwarty umysł i serce. Ile razy w ciągu ostatniego miesiąca z uwagą wysłuchałam wszystkiego, co mówiły do mnie dzieci, nie uciekając gdzieś do swoich zakamarków, o których wiem tylko ja. Ile razy w ciągu ostatniego roku przeoczyłam coś ważnego?

Wiem, że to tylko zmęczenie materiału. Powtarzalność sytuacji powodująca mechaniczne wykonywanie zadań. Zima jest zbyt długa, angielska pogoda zbyt deszczowa, a ja zbyt przytłoczona. Więc kiedy on z wyrzutem mówi, że może czas najwyższy zrobić cośtam cośtam, to już nawet się nie denerwuję, nie mam ochoty, nie chce mi się. I don’t give a fuck!

Czytałam niedawno, że czas szybciej mija tym, którzy robią w kółko to samo. Z perspektywy zaś oceniamy czas jako dłuższy, jeśli wiele się działo i był maksymalnie urozmaicony. Straszny policzek dla osoby chcącej żyć 200 lat, której przez ostatni rok najbliżej do zbłąkanej ćmy uderzającej w szkło latarni.

Nie tak sobie wszystko wyobrażałam i może nie powinnam o tym pisać. Jestem niezadowolona, sfrustrowana i wkurzona na siebie. I cały świat. Właśnie daję złości ujść, bo palce same stukają w klawiaturę jak oszalałe i odrobinę się czuję, jak 15 lat temu, kiedy zaczynałam przygodę z blogowaniem, prowadząc internetowy pamiętnik. Bo tak chcę i tak mi się podoba. Wiem, że pewnie wolałabyś przeczytać o tym jaki lek może uratować życie twojemu dziecku i jak efektywnie wypoczywać po męczącym dniu. Przepraszam, ale nie mam pojęcia. Wiem, że tak zła nie byłam już dawno.

Łzy bardzo oczyszczają. Ile żon, mam, kobiet usiadło dzisiaj podobnie do mnie z poczuciem, że w pewnych sferach swojego życia są…samotne? Że to nie dzieci ani obowiązki je ograniczają, ale one same zapieprzają jak dzikie, chociaż w ostatnim dniu życia nikt nie doceni tych lśniących kafli ani wypolerowanego srebra. Ile z nas nie powie swojemu facetowi, że pada na pysk, bo w odpowiedzi usłyszy, że przecież jesteśmy na urlopie? Mój mąż wie ile zachodu kosztuje zajmowanie się dziećmi i domem, ale ma szansę uciec do „swoich” obowiązków. Zazdroszczę mu, że te obowiązki są tylko jego i staram się organizować własne. Ile kobiet nie ma takiej szansy?

Nie wypada mi mówić, że mam dość, bo najwięksi, gdy upadali, to zaraz wstawali i biegli dalej. Dzisiaj nie mam siły biegać. Wstawać też mi się nie chce. Po prostu nie jestem największa.

 Jeśli podobał Ci się ten wpis:

  • zostań ze mną na dłużej na fp SIMPLYANNA
  • udostępnij ten wpis znajomym
  • zostaw komentarz

  • Masz prawo. Mów. I płacz. Czasami trzeba chwilkę poleżeć i zebrać siły. Ja właśnie wstaję po miesiącu leżenia na płasko. Tak mnie luty przewalcował.Pozdrawiam serdecznie. #mamaoddekady (westchnięcie)

  • Aleksa

    <3 <3 <3 <3