EMIGRACJA

Samotność na emigracji.

samotność na emigracji

Samotność na emigracji – nie wiesz czym jest, póki jej nie przeżyjesz.

W kącie opuszczanego właśnie wrocławskiego mieszkania stała tylko jedna, szara walizka. Taka, która zmieści w swoim wnętrzu 15 kg 27-letniego życia. Magda zastanawiała się co spakować. Do tej pory jej wyjazdy ograniczały się do podróży autobusem do pracy i wakacji raz w roku na Mazurach. Wtedy jeździli całą paczką samochodem i każdy brał ze sobą co chciał, ale to były wakacje, a teraz szykuje się w jej życiu mała rewolucja. Tak, to jedno słowo doskonale opisuje stan przeprowadzki na dłuższy okres czasu do innego kraju. Emigracja jest rewolucją niezależnie od przyczyn, które popychają do takiego kroku. A samotność na emigracji jest dojmująca jak nigdzie indziej.

Magda nie ma męża, z chłopakiem rozstała się tuż przed wyjazdem – nie spodobała mu się jej decyzja, on sam bezpieczniej czuł się w pracy na etacie i nie chciał nic w swoim życiu zmienić. Wtedy był pierwszy raz, kiedy pojawiło się to uczucie. Obok strachu, niepewności i podniecenia Magda już w tej chwili poczuła samotność. Samotność na emigracji… Wbrew temu, co wielu emigrantów mówi, samotność jest jednym z największych problemów z dala od domu.

Ucieczka.

Całe życie uciekamy przed różnymi rzeczami, o których chcemy zapomnieć i wydaje nam się, że im większa odległość od źródła problemu, tym lepiej. Ciężko jest się przyznać przed samym sobą, że nasz wyjazd to nie chęć zwiedzenia kolejnego kawałka ziemi – do tego wystarczą dłuższe wakacje. Młodzi ludzie uciekają od rodziców, biednych domów, smutnych wsi i robią to zanim jeszcze poznają smak pracy w kraju, w którym wciąż synonimem dobrego pracownika jest tania siła robocza. Mężczyźni uciekają od nudnych związków, domowych obowiązków, codzienności od 8 do 17 w tych samych warunkach, każdego dnia, 365 dni w roku. Kobiety chcą symbolicznie skończyć z dotychczasowym życiem tuż po rozwodzie, marzą o rozwoju kariery i odnalezieniu miłości poza granicami kraju. Nie wszyscy chcą uciekać, ale robi to więcej osób, niż się powszechnie uważa.

Magda w chwili wyjazdu do Manchesteru miała 27 lat i marzenia na kolejnych 100. W Anglii była jej kuzynka, która na początek miała pomóc w załatwieniu mieszkania i pracy. Niewiele osób decydujących się na wyjazd po raz pierwszy wie, że załatwienie ładnego, czystego lokum w odpowiedniej dzielnicy albo w pobliżu węzła komunikacyjnego w ciągu pierwszych miesięcy graniczy z cudem. Zderzenie ze ścianą złożoną z landlordów, biur pośrednictwa i inną mentalnością pt. „gdzie się pani tak spieszy” bywa bolesne. Na szczęście z czasem człowiek się do tego przyzwyczaja. Magda nie miała pojęcia, że to mieszkanie to mały pokoik na poddaszu, gdzie ledwo mogła się wyprostować, a kuzynka nie będzie patrzyła dalej niż koniec własnego nosa.

Swój wśród swoich.

Zaskoczenie zachowaniem kuzynki szybko otrzeźwiło bohaterkę tego wpisu. Okazało się, że rodacy na obczyźnie nie są względem siebie tak życzliwi i serdeczni, jak byśmy oczekiwali. Chociaż wszyscy jadą na tym samym wózku, każdy chce jak najlepiej zabezpieczyć własny interes. Nic w tym dziwnego – w takiej kulturze dorastaliśmy, tego nas uczono już w szkole podstawowej, w ławkach ustawionych jedna za drugą, poprzez zakazanie rozmów i nakaz wyrażania myśli zgodnie z kluczem. Brak pracy grupowej, konieczność kombinowania, żeby oprócz podstawowego etatu mieć jeszcze dwa i ze wszystkich możliwych źródeł czerpać korzyści. W konsekwencji przestaliśmy być wrażliwi na potrzeby drugiego człowieka, szczególnie gdy wyciągnięcie pomocnej dłoni wymaga od nas wysiłku, a nie możemy z tego czerpać żadnych korzyści.

Wciąż większość z nas wyjeżdża za granicę za przysłowiowym chlebem, przez co możemy rozumiec lepszą pracę -> wyższe zarobki -> polepszenie sytuacji materialnej. Chociaż emigranci bardzo często pracują poniżej swoich kwalifikacji, nie narzekają, bo praca w widoczny i pozytywny sposób wpływa na jakość ich życia. Początki są trudne, ale też euforyczne, więc nie od razu zauważamy coś, co bije po oczach i duszy.

Pustka.

Choć dzień zapełniony jest obowiązkami, wielu emigrantów wraca po pracy do pustego domu i pełna lodówka nie jest dla nich żadnym pocieszeniem. Z pozoru żyją podobnie do swoich rówieśników nie będących emigrantami. Podstawową różnicę stanowi fakt, że emigranci o swoich problemach rozmawiają z bliskimi przez Skype, a po pewnym czasie przestają o nich mówić, ponieważ nie dostają wystarczającej ilości zrozumienia, kłopoty nasze i naszych bliskich to dwa różne światy.

„Nie narzekaj, masz tam lepiej niż my!”, „sama chciałaś wyjeżdżać, to po co teraz biadolisz”, „zarabiasz w funtach i jeszcze narzekasz! Nie masz pojęcia, że my tu mamy PRAWDZIWE problemy”. I w prosty sposób złe samopoczucie, które z łatwością może przejść w ciężką depresję,w jest deprecjonowane. Jeśli kiedykolwiek wydawało ci się, że w dobie Internetu już zawsze będziesz miał towarzystwo, emigracja jest doskonałą szkołą życia i pokazuje, że każdy emigrant skazany jest na samotność na emigracji – w różnym zakresie, stopniu i w innych kwestiach.

Ten obcy. 

Bo samotość można poczuć nawet w tłumie, wśród bliskich. Nawet wtedy, gdy emigrujemy całą rodziną i najukochańsze osoby mamy tuż obok. Na ten stan wpływa nie tylko aktualny status materialny, ale także nasze więzy rodzinne, sprostanie oczekiwaniom i świadomość podejmowanych decyzji. Zagubienie może pojawić się nagle, wśród obco brzmiących artykułów spożywczych w supermarkecie albo podczas rozmowy telefonicznej, gdy nerwowo skubiemy palcami koniec paska próbując maksymalnie się skupić na zrozumieniu naszego rozmówcy.

Niektórzy czują się wyobcowani w pracy, otoczeni Anglikami, wśród których na dodatek mogą znaleźć się przeciwnicy imigracji. Inni będą się wstydzili mówić po angielsku w towarzystwie (to ja na przykład, jeszcze rok temu!). Magda miała ogromny problem z przełamywaniem bariery językowej w miejscach publicznych. W przychodni mówiła szeptem, a ponieważ nie była dokładnie słyszana, jej problemy zostały niemal wykrzyczane na forum. W sklepie wstydziła się, że czegoś nie rozumie, więc kiwała głową na zgodę, przez co straciła sporo pieniędzy – za każdym razem oddając część swoich zarobków na fundację proekologiczną. Nie do końca rozumiała angielskie wiadomości, w końcu przestała całkiem oglądać telewizję.

Można być samotnym w tłumie, bo samotność na emigracji często równa się z poczuciem wstydu. Ciężko się przyznać przed samym sobą, że emigracja nie była najlepszym pomysłem w naszym życiu, a co dopiero powiedzieć bliskim? Z grubsza emigrantów, których dotyka problem samotności (a nie dotyka wszystkich!) można podzielić na trzy grupy.

  1. Pierwsi to ci, którzy bardzo tęsknią, ale nie chcą się rozstawać z lepszym życiem, jakiego doświadczyli za granicą. Starają się więc dopasować do otaczającej rzeczywistości i powoli odsuwają od przeszłości. Nie chcą wracać i cierpią sobie po cichu, układając życie całkiem na nowo.
  2. Do drugiej grupy należą osoby, które wróciły do kraju po pewnym czasie i są zagubione, bo choć to znajome miejsca to jakby znów nowe i obce. Nagle okazuje się, że przyjaciele odeszli, z rodziną dogadują się gorzej i muszą zaczynać wszystko od początku, z mniejszymi niż oczekiwali, perspektywami.
  3. Trzecia grupa to grupa chyba najsmutniejsza. To do niej należą emigranci, którzy nie tylko nie poradzili sobie na obczyźnie, ale dodatkowo mają kłopot z powrotem do kraju i zostają bezdomne, pozbawione środków do życia. Ani to powrót z tarczą, ani na tarczy – to najgorsza z dróg. Zazwyczaj trafiają tu osoby wyjeżdżające za granicę bez znajomości języka, bez perspektywy na dobrze płatną pracę i z morzem zaufania, ale tylko łezką zaradności.

Wszyscy odpowiadamy za swoje decyzje, niektórzy płacą bardzo wysoką cenę w pogoni za marzeniami. Poczucie samotności i wyobcowania to jeden z problemów. Kolejnym jest eurosieroctwo dzieci rodziców pracujących za granicą

Jak sobie radzić z samotnością?

Utrzymywać z bliskimi stały kontakt i nawiązywać nowe relacje. Trudno wyzbyć się strachu przed odrzuceniem i ośmieszeniem, ale kiedy raz się spróbuje, okazuje się, że najlepszym lekiem na samotność na emigracji jest towarzystwo innych ludzi. Warto chodzić na spotkania, wychodzić do ludzi zamiast zamykać się w czterech ścianach, zapisać na ciekawe zajęcia lub kursy.

Mamy małych dzieci mają możliwość uczestniczenia w zajęciach dla maluchów, gdzie z łatwością nawiążą kontakt z innymi mamami. Większość angielskich miast ma w ofercie darmowe zajęcia dla dzieci w różnym wieku. Trzeba wierzyć i dążyć do celu, dokładnie tak samo jak uwierzyliśmy, że za granicą czeka nas coś lepszego. Może właśnie tak jest? A może już jesteśmy skazani na to uczucie. Jak Magda, która w tej chwili leczy się w Polsce z depresji.


  • Kris

    Przykra historia, ale wierzę że bohaterka stanie na nogi.
    Doskonale rozumiem temat i problem . Sam pracowałem w Angli 10 , obecnie wróciłem do Polski. Mam prace , ale lekko nie jest . Obecnie w Polsce czuje się jak obcokrajowiec. Ale jestem dobrej myśli.

  • Nat

    Problemu samotnosci na emogracji rowniez doswiadczylam i ja. Jest to cos, o czym sie nie rozmawia zazwyczaj. Najgorsze jest chyba to, ze w Polsce zostawiamy osoby na ktore zawsze moglibysmy liczyc w potrzebie, gdzie na emigracji bardzo trudno poznac kogos komu moznaby zaufac i moc liczyc na jakakolwiek pomoc, czy chociazby szczere i zyczliwe wsparcie duchowe.

  • Pingback: 15 rzeczy najtrudniejszych na emigracji. - SimplyAnna()