DZIECKO

Rachunków nie płaci się uśmiechem, a dzieci nie karmi powietrzem.

Myślałaś, że powrót do pracy po urlopie macierzyńskim to oczywista kwestia, ale zaraz sprowadzę cię na ziemię. Jeśli jutro ma mi spaść cegła na głowę, to spadnie, nawet jeśli nie wyjdę z domu, dlatego przestałam się przejmować takimi opiniami. Tylko ta cholerna ciekawość czasem mnie zagna w takie zakątki Internetu, że czytam kilka słów i koniec. Krew mnie zalewa, ciśnienie skacze jak głupie, a w głowie słowa same układają się w zdania, które chcę przekazać. I tej paniusi, której fajnie się pisze, będąc schowaną za monitorem komputera czy telefonu.

Ty. Kobieta i matka.

Persona starające się bardziej niż powinna. Przejmująca się wszystkim mocniej niż by należało. Zajmująca się wszystkim i wszystkimi, na końcu oczywiście sobą. Mama musi być wszechwiedząca (pytania zadają jej nie tylko dzieci, ale również mąż i teściowa). Mama musi być wielofunkcyjna. Znajdźcie mi drugą taką, co w ciągu jednej doby jest sprzątaczką, praczką, opiekunką, kucharką, mistrzem cukiernictwa, drwalem, kowalem, a na koniec przykładną żoną i kochanką.

Kiedy z pracy wraca mąż.

I szczerze mam nadzieję, że nie jest to mąż żadnej z was! Kiedy wraca, od progu pociąga nosem i narzeka, że nie ta zupa dzisiaj albo kotlet miał być ze schabu. Pyta, dlaczego nie posprzątane, skoro ona siedzi w domu i pierdzi w stołek całymi dniami. Wszak wiadomo, że magiczna różdżka, którą kobiety mają w posiadaniu, załatwia za nas wszystkie możliwe sprawy.

Trochę żartuję, ale bardzo często to mąż, teoretycznie najbliższa istota, z którą chciałaś kiedyś spędzić resztę życia, daje tego pierwszego kopniaka. Nie zauważa, że to co robisz jest ważne. Ba! Nie widzi, że robisz cokolwiek. Nie trzeba dosłownego ubliżania, żeby zniszczyć czyjeś poczucie wartości. Wystarczy „czym się tak zmęczyłaś?”, żeby ręce opadły jeszcze niżej, bo widocznie mop z wiaderkiem niewystarczająco je naciągnął.

Teściowa lub inna życzliwa lubi dołożyć swoje.

Na pewno znasz wszystkie te mądre, doświadczone kobiety, które wychowały siódemkę dzieci i teraz chcą udzielać rad. Na bank przynajmniej raz usłyszałaś, że kiedyś to było trudno, bo na półkach tylko ocet, a ty masz nawilżane chusteczki, jednorazowe pieluszki i wyciskane przecierki w opakowaniach. Więc jakim cudem ty się męczysz przy jednym dziecku, skoro ona nie zauważyła nawet, kiedy urodziło się siódme? Wszystkie były karmione piersią, a prania było co niemiara, bo przecież na tarze w rzece… Wiadomo.

I tak tych kopniaków dostajesz trochę w życiu. Dzieci są świetnym pretekstem do tego, żeby kogoś pouczyć, podporządkować, pokazać swoją wyższość i pochwalić mądrościami… Aktualnymi czterdzieści lat temu. Skoro nic nie robisz, niewiele mając do stracenia, postanawiasz iść do pracy na etat. Dzieci chcesz powierzyć opiece w odpowiedniej placówce. I jeśli myślisz, że to koniec ciosów, bardzo się mylisz. Bo oto leci na twoją twarz prawy sierpowy Internetu.

W moje ręce trafił artykuł o dwulatkach, które nie są gotowe do przedszkolnej przygody. „Do trzeciego roku życia dziecko najlepiej wychowuje się w środowisku rodzinnym”. I już pal sześć te argumenty, które w moim odczuciu są pozbawione sensu, bo dotyczą tylko części dzieci, ale komentarze to jakaś tragedia z paranoją.

Chciałaś mieć dzieci, to teraz nie narzekaj.

Chciałaś mieć dzieci, to teraz siedź z nimi w domu.

Chciałaś mieć dzieci, to spijaj tę piankę rodzicielskiego piwa, które razem z mężem nawarzyłaś.

powrót do pracy po urlopie macierzyńskim powrót do pracy po urlopie macierzyńskim powrót do pracy po urlopie macierzyńskim powrót do pracy po urlopie macierzyńskim powrót do pracy po urlopie macierzyńskim powrót do pracy po urlopie macierzyńskim powrót do pracy po urlopie macierzyńskim

Jak? Dlaczego? Po co? Z jakiej racji ktokolwiek obcy ma czelność podważać słuszność naszej decyzji o wcześniejszym czy późniejszym powrocie do pracy? Dlaczego poprzez artykuły pod tytułem „sto powodów, dla których dwulatek powinien nadal być w domu z mamą” wywołuje się w kobietach poczucie winy? Powrót do pracy już sam w sobie jest cholernie trudny i jeśli jakaś mama szuka w Internecie pomocy czy rady, to na pewno nie opluwania i negowania jej decyzji. Oprócz wyraźnego wchodzenia w kompetencje jest tu pewna nieścisłość, o której tak ciężko mówić. Pieniądze.

Urlop macierzyński trwa rok. Jeśli chcesz zachować posadę, nie pozbawiać się stałego źródła dochodu, być ciągle „w siodle” w branży, do pracy po prostu musisz wrócić. Wierzę, że każda z nas w takiej sytuacji robi to, co dla dziecka najlepsze i nie zawsze będzie to pozostanie z nim w domu do osiemnastki. Kiedy widzę komentarz „praca jest dla ciebie ważniejsza niż dziecko”, mam ochotę pokazać takiej osobie rachunki, niezaplanowane wydatki, które przy dzieciach potrafią wyskoczyć ot tak i paragony za jedzenie.

Jeśli kobieta może sobie pozwolić na to, żeby do trzeciego roku życia zostać w domu. I, równie ważny aspekt, będzie się w tym spełniała (a naprawdę nie każda z nas musi!), to cudownie. Na pewno wykorzysta ten czas najlepiej, jak tylko można. Ale równie dobrze zrobi mama, która po dwóch latach znów usiądzie na swoim korpokrześle albo zbada kolejną próbkę w laboratorium.

Jeśli ktoś ci zarzuci, że źle robisz, po prostu odpowiedz: dzieci powietrzem ani poświęconym całym dniem nie nakarmisz. Samochodu miłością nie zatankujesz. Rachunków nie zapłacisz miłym uśmiechem.

Share:
  • Ja musiałam wrócić do pracy. Mój urlop macierzynski trwał 6cm. 4 lata usilnych zmagań by połączyć dom z pracą. Niezaniedbac dziecka i nie stracić tego co przez lata zbudowalismy z mężem. Koszmar. Teraz jestem w drugiej ciazy i cieszę się na roczny urlop macierzynski choć już teraz wiem ze powrót do pracy będzie dla mnie trudniejszy niż za pierwszym razem bo wiem z czym to się wiąże. Odkąd jestem matka ważniejsza jest dla mnie rodzina i dom a nie pras i kariera. Moje powołanie jest w domu a i tak muszę pracować bo z nieba nam nie spada.

  • Ciekawy wpis. Każdy ma inny sposób na urlop macierzyński i powrót do pracy. My zapraszamy na serie wywiadów, skąd dowiecie się jak mamy reprezentujące różne zawody poradziły sobie z pogodzeniem roli matki i pracy.