OPINIE

Polsko, jak mi wstyd!

wstyd

Mieszkam sobie w tej Anglii, ale nie tylko. Bo ja tu także dojrzewam, na przykład jako obywatel. Obserwuję z bezpiecznej odległości, co się dzieje w moim kraju. Polsce, którą bardzo kocham. Ojczyźnie, w której się urodziłam i wychowałam. I  z której wyjechałam. Choć nie ze względów politycznych, trudno w tej chwili nie powiedzieć samej sobie „good choice”…

Dlaczego piszę o dojrzewaniu? Cóż. Zainteresowanie polityką w większości przypadków przychodzi z wiekiem. Im jesteśmy starsi, tym bardziej dotyczą nas sprawy, o których decydują za nas panowie w garniturach i panie w garsonkach. Panowie i panie wybrani w demokratycznych wyborach większością głosów. Brzmi póki co całkiem nieźle. Skoro większość wybrała, to dlaczego mieć do nich pretensje? A mi wstyd nie tylko za nich.

Moja miarka jest ustawiona bardzo wysoko i ciężko ją przebrać. Uważam się za bardzo tolerancyjną osobę, zresztą w tym kraju z innymi poglądami, samej będąc imigrantką, byłoby trudno. Nie interesuje mnie kolor skóry drugiego człowieka, jego orientacja seksualna ani wyznanie. Nie zaglądam nikomu do łóżka, w zęby i do kuchni. Nie interesuje mnie co ogląda w telewizji i jak wiele czasu spędza na siłowni. Mam w nosie czy pracuje jako freelancer czy może ryje nosem w papierach w swoim korpogarniturze.

To wszystko jest nieważne, dopóki:

  1. Jest dobrym człowiekiem.

Szkoda, że wiele osób tego nie rozumie. Bo można być katolikiem o prawicowych poglądach, a w stosunku do ludzi świnią, której wstyd podać rękę. Można być Polakiem występującym w obronie życia poczętego, a na lewo i prawo opowiadać brednie, dyskredytujące jako człowieka. Można w końcu w realnym świecie być miłą, dzień dobry mówiącą Karoliną, a w sieci małym, cichym skurwysynem, siedzącym na jakiejś fejsbukowej grupie i opluwać każdego, kto ma inne poglądy. Tylko dlatego, że je ma. Wstyd.

Nie ma ludzi w stu procentach dobrych, powiesz i będziesz mieć rację. Zapewnisz mnie, że każdy ma coś na sumieniu, tylko najwyżej o tym głośno nie mówi. Ok, rozumiem. Staram się widzieć w ludziach dobro, chociaż tyle razy w życiu mnie ktoś zawiódł i tyle razy dostałam po dupie, że powinnam raczej innych unikać jak ognia. Tylko, że ja lubię ludzi i kiedy już zaczynam wierzyć, że faktycznie większość z nich jest fajna, w tv pojawia się gość, który mówi, że kobiety są nie tylko mniejsze i słabsze (z czym nawet mogłabym się zgodzić!), ale że są też głupsze, no tak po prostu. Wstyd.

Marzy mi się, że wszyscy jesteśmy równi po tej dobrej stronie mocy. Niezależnie od pieprzonych poglądów politycznych, każdy pilnuje swojego podwórka. Dlatego właśnie nie zgadzam się na to, żeby w cywilizowanym kraju, w mojej ojczyźnie, ktoś oceniał mnie i decydował za mnie przez pryzmat mojej płci. Nie będę tu pisać o aborcji, in vitro ani tabletkach „dzień po”, o których prawicowi politycy wypowiadają się bez żadnej wiedzy w tak strasznie żenujący i kłamliwy sposób. Każda z was na pewno ma wyrobiony pogląd na te sprawy, tak samo jak i ja mam.

To jednak jeszcze nic. Bo to nie zaklinanie rzeczywistości w Wiadomościach TVP ani wypowiedzi polityków PiS mnie zainspirowały do napisania tego wpisu. To nie kobiety, które protestowały w obronie swoich praw. To nie lewicowe partie, które swoje też mają za uszami. Piszę to wszystko, bo trafiłam na grupę przeznaczoną dla…Polaków. I przeczytałam wypowiedzi osób popierających obecną władzę w Polsce. Wstyd.

Nigdy dotąd nie było mi tak bardzo wstyd, choć po cichu po swojej stronie monitora. Nigdy wcześniej nie przeczytałam tak zjadliwych, pełnych jadu wypowiedzi skierowanych do każdego, kto miał odmienne zdanie. Co chwilę pojawiają się tam memy wychwalające cudowne życiorysy polityków, ich intelekt i światłe spojrzenie na sprawy narodu. A obok nich wyzwiska tak obrzydliwe, że wszystko więdnie. I to piszą kobiety do kobiet. To piszą mężczyźni o kobietach i ich mężach. To piszą ludzie, którzy uważają się za tych dobrych, bo wierzących. Przykre, nie?

Tak to wygląda nie tylko w skali jakiegoś tam fejsbuka, ale w skali całego kraju. Zamiast rozmawiać, dyskutować i pomyśleć czy i co mogą zmienić jednostki połączone w całość, widzę kłótnie. Obserwuję rodziny, które przestają się ze sobą kontaktować, bo jedna strona jest ślepo zapatrzona w prezesa, a druga ma może dobry wzrok, ale zrobi wszystko aby być przeciw. Strach lecieć do Polski, gdzie wszystkie rozmowy sprowadzają się do szczegółowego omawiania sytuacji politycznej kraju.

Dziś zdeklarować się politycznie po którejkolwiek stronie, to narazić się na obelgi. Emigrować z kraju,  to trafić do szufladki „zmywak” albo „beneficiarz”. Być blogerem, to równoznaczne z byciem „nierobem”. Ale to już cecha nie tylko nasza polska -wstawianie do szufladek. Po prostu my ich mamy naprawdę dużo.