„Nie obchodzi mnie kto zaczął” – 5 zdań, które niszczą więź między rodzeństwem.

Bałam się. Jeszcze zanim na świecie pojawił się drugi syn, myślałam o tym jak wszystko się zmieni, kiedy Antek będzie miał kiedyś brata lub siostrę. Nie wiedziałam jak sobie poradzę i jak powinnam się zachować w razie kłótni. W ciąży też się bałam. Rywalizacji i zazdrości. Sięgnęłam nawet do najpopularniejszych książek poradnikowych i jedną z nich polecam każdej mamie: Rodzeństwo bez rywalizacji.

Konflikty między rodzeństwem.

Z perspektywy czasu widzę, że moje obawy były wyolbrzymione i rzeczywistość miło mnie zaskoczyła. Nie zmienia to faktu, że im starszy jest młodszy synek, tym więcej konfliktów rodzi się między braćmi. Uczę się tych moich dzieci każdego dnia, obserwuję ich reakcje na moje słowa i metodą prób (oraz masy błędów) dochodzę do najlepszych rozwiązań.

Każdemu według potrzeb.

Wiem już na przykład, że kiedy moi chłopcy się kłócą, każdemu z nich należy się zrozumienie. Temu, który zaczął akcję i temu, który jest poszkodowany. Jeszcze 30 lat temu, a i pewnie teraz wielu rodziców znacznie więcej uwagi poświęca dziecku, które doznało krzywdy. Tymczasem warto poświęcić czas na rozmowę o tym dlaczego w ogóle doszło do nieporozumienia, co je wywołało i jak następnym razem reagować w razie podobnej sytuacji.

Zakazane!

W moim rodzicielskim słowniku widnieje kilka zdań zaznaczonych na czerwono i podkreślonych sto razy. Zdań zakazanych, które zamiast budować coś fajnego, doprowadzą do jeszcze większego płaczu i nieszczęścia. Na dodatek przyznaję, że są to słowa, które sama często słyszałam jako dziecko, najmłodsze z rodzeństwa. Niestety zdaję sobie sprawę ile moja siostra musiała znieść moich fochów, zaczepiania i podpuszczania, podczas gdy potem przychodziła mama i mówiła:

 

1. Daj jej, bo płacze.

Heloł! Nie mówię tak ani do młodszego, ani starszego syna. W naszym domu panuje zasada pierwszeństwa, czyli pierwsza osoba, która wzięła zabawkę może się nią bawić bez konieczności dzielenia z bratem. Jednocześnie prowadzimy handel wymienny i chłopcy uczą się zamieniać zabawkami, tak żeby każdy był zadowolony i miał możliwość skorzystania z danej rzeczy.

Płacz owszem jest przykry, ale najwyraźniej często potrzebny i może wiele nauczyć.

2. Ustąp, przecież jest młodszy.

O rany, to żaden powód. Bywają sytuacje, w których znaczenie ma wzrost i przepuszczenie brata przodem, żeby też coś zobaczył lub kolejność pewnych czynności, ale przy konfliktach ustępowanie bratu tylko dlatego, że ten jest młodszy, byłoby bardzo krzywdzące dla starszaka.

Ile razy słyszałam na placu zabaw, jak starsze z rodzeństwa musiało ciągle przepuszczać w kolejce młodsze albo, co gorsza, oddawać własne znaleziska lub zabawki zabrane z domu. Ale tutaj rzecz ważna: jeśli starszak chce, a często od niego wychodzi inicjatywa, dzieli się „sam z siebie”, częstuje i rozdziela tak, żeby obaj byli zadowoleni.

Uważam, że kluczem jest odpowiednia argumentacja i przedstawienie racji oraz zalet danego rozwiązania. Sztuka negocjacji przydaje się nawet roczniakowi ;).

3. Nie płacz, zaraz Ci odda.

C’mon! Nie cierpię samego sformułowania „nie płacz”. Nikt nie ma prawa wstrzymywać upustu uczuć drugiej osoby. Płacz nie należy do najprzyjemniejszych dźwięków, wiem. Wyobraź teraz sobie, że życie Ci się wali w jednej sekundzie (tak, dziecku też się wali, kiedy brat mu zabiera lizaka), łzy lecą jedna za drugą, a nad uchem ciągle ktoś Ci smędzi nie płacz, nie płacz, przestań płakać. Przecież gołymi rękami bym…

4. Nie kłóćcie się.

Tu krótko: bo? Kłótnia to nie bitwa na noże i jest świetnym pretekstem do nauki rozmowy i walki na…argumenty.

5. Nie obchodzi mnie kto zaczął.

A właśnie powinno. Zdarzyło się, że tak powiedziałam i w efekcie sama nie wiedziałam co robić. Jeśli rodzica nie obchodzi kto zaczął, to znaczy, że nie obchodzi go rozwiązanie konfliktu. Jeśli ktoś szukał zaczepki, warto się dowiedzieć kto i dlaczego i nauczyć maluchy, jak sobie radzić w takich sytuacjach. To także świetna szkoła dla rodziców – wiem, co mówię!

Mam trzy słowa, o których zawsze staram się pamiętać i wprowadzać w życie.

Akceptacja.

Uwaga.

Obecność.

Są dzieciom potrzebne równie mocno, co miłość, szacunek i zrozumienie. Bałam się. Jeszcze zanim na świecie pojawił się drugi syn, myślałam o tym jak wszystko się zmieni, kiedy Antek będzie miał kiedyś brata lub siostrę. Zmieniło się niemal wszystko, ale na lepsze, bałam się niepotrzebnie. A może i potrzebnie, bo zrozumiałam, że obaj są dla mnie równie ważni, a na sercu leży mi pomoc w budowaniu fajnej relacji między braćmi.