DZIECKO

Niegrzeczne dzieci nie istnieją. Są tylko te bardziej potrzebujące.

niegrzeczne dzieci

Niegrzeczne dzieci. Tyle o nich wiemy, na ile nas sprawdzą.

 

Uderzył głową w ścianę.

Bolało go, ale nie dał tego po sobie poznać. W takich chwilach stawał się innym człowiekiem. Innym dzieckiem. Chłopcem, którego nie znałam. Pewnie tak jak inne niegrzeczne dzieci.

Próbował wywrócić wózek ze swoim młodszym bratem.

Bramka na plac zabaw zamknęła się, a on chciał sam, osobiście. Krzyczał tak głośno, kiedy go niosłam do domu przewieszonego przez ramię, że ludzie zaczęli zaglądać do okien. Czekałam aż ktoś w końcu wezwie odpowiednie służby, bo co to za matka, której dziecko tak przeraźliwie krzyczy?

Kopał w drzwi.

Ale nie raz i nie dwa. Nie lekko i delikatnie. Kopał z całej siły, walił pięściami, całym ciałem.

Było więcej takich sytuacji, ale pokazuję ci te trzy. Bardzo osobiste. Nigdy wcześniej nie martwiłam się o mojego syna tak mocno. Nie rozumiałam jego zachowania, a okiełznanie tej olbrzymiej złości zajmowało mi godzinę lub dwie. Wtedy całe wieki.

Grzeczny czy niegrzeczny?

Staram się ze wszystkich sił, żeby słowa grzeczny i niegrzeczny nie funkcjonowały w naszym codziennym języku. Nie nazywam syna niegrzecznym, kiedy nie wykonuje moich poleceń albo nie zje śniadania do końca. W tramwaju też nie siedział grzecznie, najwyżej spokojnie lub uważnie obserwował otoczenie. Nie mówię, że grzecznie rysował, ale że miło spędziliśmy czas przy tym rysowaniu. Ale wiem, że żyję w świecie, gdzie niegrzeczne dzieci chodzą po ulicach.

Nie przyczepiaj łatek.

Każdy dorosły wie, jak łatwo dostać łatkę.  Leniwego, agresywnego, przemądrzałego. Pomimo to sami je rozdajemy. Nie minął miesiąc po naszym powrocie do Polski, kiedy większość osób  z pokolenia wyżej nazwało mojego syna niegrzecznym. Bo nie zachowywał się wedle utartego schematu, a dodatkowo miewał napady złości.

Ja też nie byłam wtedy w najlepszej kondycji, bo panowanie nad chłopcem, który nie radzi sobie z emocjami w jakiejś gigantycznej dawce, jest bardzo stresujące i wyczerpujące. Bywało, że sama podnosiłam głos albo denerwowałam się bez powodu. Wielokrotnie za zachowanie syna obwiniałam samą siebie.

Któregoś dnia, gdy mnie nie było w pobliżu, mąż zabrał dzieci do restauracji. W pewnym momencie starszak o coś poprosił naszą znajomą, ona nie posłuchała i się zaczęło. Oszczędzę wam szczegółów, ale to był ostateczny sygnał mówiący mi o tym, że z naszym dzieckiem dzieje się coś złego…albo, że ja robię coś nie tak!

Szukaj przyczyny.

Jeśli twoje dziecko regularnie wpada w histerie, które mogą zagrażać jego zdrowiu lub życiu (naprawdę, bywają aż tak niebezpieczne sytuacje), zacznij szukać przyczyny. Wiek rządzi się swoimi prawami. Czterolatek odkrywa swoją niezależność, lubi stawiać na swoim i sprawdzać jak daleko dorosły przesunie swoje granice. Nie można jednak lekceważyć niepokojących sygnałów, które dziecko wysyła.

Należą do nich na przykład:
– regularnie powtarzające się napady złości, z którymi nie radzi sobie ani dziecko, ani my,
– niestandardowe zachowania, odbiegające od „normy”.

Przeanalizowaliśmy zachowanie naszego syna, wszystko co do tej pory przeżył i z czym miał kontakt i odkryliśmy dwie rzeczy.

STRES U DZIECI

Zauważyliśmy, że najgorsze ataki złości pojawiały się zawsze, gdy w życiu naszego synka pojawiała się stresująca sytuacja. Pierwszą z nich były dni próbne w angielskiej szkole i zmiany, które zaserwowano mu tam w ciągu trzech dni. Potem nastąpiła po sobie lawina zmian, a wśród nich: przeprowadzka do Polski, zmiana języka jakim na co dzień się posługujemy, zmiana otoczenia.

Stres wpływa na dzieci bardzo degradująco. Bywa, że zaczynają się wtedy skarżyć na ból głowy lub brzucha, stają się wycofane lub wręcz przeciwnie – nerwowo reagują nawet na z pozoru drobne rzeczy.

CZYTAJ ULOTKI LEKARSTW

Potem nastąpiło coś gorszego, po czym do tej pory nie mogę się otrząsnąć. Mniej więcej na początku tego roku w Anglii nasz syn został skierowany do poradni alergologicznej (o alergii więcej pisałam: TU i TU). Tam po kilku spotkaniach, testach z krwi i rozmowie z lekarzem, otrzymaliśmy listę lekarstw. Wśród nich syrop antyhistaminowy (który nie działał), lek wziewny (stosowany doraźnie w razie ataku astmy) i tabletki, które miały pomagać na ataki duszności w nocy.

I pomagały. Ale oprócz tego spowodowały, że zachowanie naszego syna bardzo się zmieniło. Kiedy tylko zorientowaliśmy się, że lek może wywierać taki wpływ, odstawiliśmy go. Wróciłam jeszcze raz do ulotki. Zawsze czytam wszystko zanim podam dzieciom lek. Kojarzysz „rzadko występujące skutki uboczne”? Ja tak, bo to ich się najbardziej boję, ale gdyby wszyscy ludzie mieli się nimi sugerować, nie używalibyśmy żadnych leków.

Trafiło na nas. Trafiło na naszego syna. Odstawienie leku podziałało niemal natychmiast, ale swoje przeżyliśmy i poczucia winy nam nikt nie odbierze. Uwierz, jest ogromne…

PO CO O TYM PISZĘ?

Może nie muszę wyjaśniać, bo myślę, że rozumiesz, ale chcę to powiedzieć jasno: zastanów się czy swoją oceną kogoś nie krzywdzisz. Pomyśl, zanim osądzisz tak dziecko, jak jego rodziców. Może właśnie mają problem podobny do naszego? A może zupełnie inny i nie radzą sobie z sytuacją.

Mamie, która biegnie z krzyczącym dzieciakiem przewieszonym przez ramię nie pomogą ciekawskie spojrzenia ani sądy wydawane pod nosem. Wesprzyj ją uśmiechem, daj jej siłę, bo będzie potrzebowała tej energii gdy zamknie drzwi swojego domu i z problemami zostanie sam na sam.

Niegrzeczne dzieci nie istnieją. Są tylko te bardziej potrzebujące.

Jeśli spodobał Ci się ten wpis, zostań ze mną dłużej!

  • Polub fanpage SimplyAnna na FB (TUTAJ)
  • Wskakuj na mój Instagram (TUTAJ)
  • Udostępnij ten wpis znajomym (PONIŻEJ)