OPINIE

Do kobiety, która zrobiła to na placu zabaw.

na placu zabaw

Sobotni poranek, jeden z wielu, ale jakby wyjątkowy. Pierwszy raz od dłuższego czasu na niebie widać słońce, które najpierw nieśmiało przebija się przez chmury, żeby chwilę później grzać z całą mocą nie tylko chodniki, ale i nasze blade, zmęczone zimą buzie. Decyzję podejmujemy w sekundę: ubieramy dzieciaki i za chwilę znajdziemy się na placu zabaw, bo z pogodą w Anglii jest tak, że w ciągu jednego dnia możecie zobaczyć cztery pory roku. Jeśli jest słońce – trzeba korzystać. Zebraliśmy się szybko jak nigdy, w niecałe 20 minut ;). Wiadomo, ekspres z dziećmi wygląda trochę inaczej.

Lubię tę poranną pustkę. W Anglii, choć w przedszkolach dzieci większość czasu spędzają na zewnątrz, po powrocie do domu i w weekendy ciężko je spotkać gdzieś poza własnym podwórkiem. Jak dla mnie w porządku, to już nie ten czas, że brakuje nam towarzystwa, przedszkole w tej kwestii świetnie się sprawdza. Wszystko mokre, ale w ogóle nam to nie przeszkadza. Nikodem w końcu ma frajdę. Chociaż zaczął chodzić pół roku temu, dopiero teraz nie ma problemu z korzystaniem ze wszystkich zabawek – wszędzie sięga, bez trudu się wspina i może towarzyszyć starszemu bratu w zabawach.

Wtem obok na placu zabaw przechodzi pani z dwójką chłopaków, na oko w wieku moich. Przyłączają się do zabawy, a kobieta słysząc rozmowę po polsku, postanawia do nas zagadać… I chociaż nie mam problemu z nawiązywaniem nowych kontaktów, chociaż nie mam nic przeciwko rozmowie z obcymi ludźmi, a już tym bardziej nie przeszkadza mi, że moje dziecko przedstawia całą naszą rodzinę z imienia, nazwiska, wieku i funkcji ;), to nie cierpię, nienawidzę wręcz, kiedy ktoś obcy zaczyna mnie o wszystko wypytywać. Z prędkością karabinu maszynowego!

Nie zrozum mnie źle. Fajnie, kiedy ktoś wykaże cień zainteresowania moją osobą, nie ma sprawy, możemy sobie porozmawiać. Problem zaczyna się w momencie, kiedy czuję, że za chwilę ktoś zapyta mnie o numer buta i akurat w tym wypadku nie będzie to przesadzone! Zdaje się, że oboje z mężem byliśmy mało asertywni i koniec końców jakimś cudem pani zdobyła mój numer telefonu i poszło jej to łatwiej niż niejednemu absztyfikantowi! Gdybym spotykała jakąś babeczkę dzień w dzień, mijała w drodze na zakupy, chodziła w to samo miejsce z dziećmi i widziała n-ty raz, nie byłoby dla mnie niczym dziwnym, że ktoś w końcu postanowił się zapoznać i zacieśnić znajomość, której do tej pory de facto nie było. Tą panią widziałam po raz pierwszy, ale to jeszcze nie koniec!

Bo takie osoby: osaczające, natrętne, wścibskie są jak pieprzony kleszcz, który wgryza się w twoją skórę bardzo delikatnie, bez żadnych sygnałów alarmowych. Potem wkręcają się coraz mocniej i nawet nie wiesz, że ten diabeł w tobie siedzi, póki nie pogłaszczesz swojego gładkiego ramienia albo nie próbujesz ogolić pachy i on tam siedzi, chociaż ci nie dał znać. A potem spróbuj wyjąć skurczybyka! I takie babki są dla mnie jak kleszcze właśnie. Zaczynają delikatnie…

– Jak dzieciom na imię?

Niejednemu psu Burek na imię, więc odpowiadam, żadna tajemnica. Spoko. Ukrywanie imienia dziecka jest dla mnie równie dziwne, jak obawy związane z tym, że przez zdjęcie twojego dziecka zamieszczone w Internecie, ktoś je porwie.

– Ile mają lat?

Nie ukrywam ich wieku, i tak widać.

– A pani skąd pochodzi?

Mówię, w końcu spotkałam Polkę, chętnie porozmawiam o sytuacji politycznej w kraju. Niestety to nie był zalążek żadnej rozmowy, tylko taki charakter, żeby dowiedzieć się jak najwięcej.

– Tutaj rodziłaś?

O pardon, przeszłyśmy na ty bez przedstawienia się sobie :D, ale nadal jest w porządku, w Anglii wszyscy są per ty. Robicie tajemnicę z tego, gdzie rodziłyście? Ja nie, ale w myślach modliłam się, by nie zostać zapytaną o ilość szwów po porodzie.

– Gdzie dokładnie mieszkacie?

Tu zaczynam mieć problem, bo mój dom, to moje miejsce i nie widzę potrzeby, żeby pierwsza lepsza osoba znała nasz adres. Wiem, że w dzisiejszych czasach i tak można to sobie sprawdzić będąc dociekliwym, ale żeby tak widząc kogoś po raz pierwszy w życiu od razu pytać? Na placu zabaw??? Zgłupiałam! Tak mnie pytanie zaskoczyło, że… Zapytałam męża, gdzie my właściwie mieszkamy! Chyba w nadziei, że wymyśli jakąś sprytną wymówkę i powie, że w Bournemouth i jesteśmy tylko przejazdem :D. A potem ręką wykonałam w powietrzu takie śmieszne kółko, że tam gdzieś, o tam. Tej pani to nie wystarczyło, więc zaczęła wymieniać ulice z tego kierunku…litości!

– Do której szkoły zapisałaś Antka?

Możecie się śmiać, ale dla mnie to pytanie na równi z pytaniem o miejsce zamieszkania. Na dodatek ze stresu zupełnie zapomniałam, a jak już sobie przypomniałam, to i tak padały kolejne pytania. Nie skłamię mówiąc, że połowy pewnie nie usłyszałam, bo zastanawiałam się nad odpowiedziami na te mniej wygodne.

I chociaż nie usłyszałam pytania gdzie czapeczka (pewnie dlatego, że chłopcy mieli swoje na głowach :D), to padło inne, jakże popularne…

– To kiedy dziewczynka?

No nie wierzę, że w 2017 roku to pytanie wciąż się pojawia. Jest dla mnie krępujące, bo jak widząc kogoś pierwszy raz w życiu, przedstawić swoje stanowisko odnośnie do ilości potomstwa i dlaczego w ogóle to robić? Dlaczego mam komuś obcemu wyjaśniać, że mam dosyć noszenia do snu, że wiem, skąd się wzięły moje problemy z kręgosłupem i drętwieniem ramion, że te cienie pod oczami, to nie mój silny mąż, a zmęczenie zwyczajne.

Chociaż czas z małymi dziećmi uważam za najpiękniejszy okres w życiu, nie mogę się doczekać aż będą starsze. I będą spały w swoich łóżkach, przyjdą wieczorem, a później rano się przytulić. Że nie mogę się doczekać, aż film zobaczę w całości, a nie taki przerywany karmieniami co 30 minut i że wiem, że kiedyś może będę żałowała, że nie mam więcej dzieci, ale to moja (nasza!) świadoma decyzja. Chcę żyć nie tylko dla dzieci, ale też dla siebie i wiem, że zrozumie mnie zdecydowana większość z was.

Nie znam was tak samo, jak nie znam tej pani. Różnica polega na tym, że wy mnie o to nie pytacie i jeśli napiszę, że za dziewczynki podziękuję i jeśli los tudzież wadliwa antykoncepcja nie zdecyduje za nas inaczej, to dzieci więcej nie chcę mieć, zrobię to dlatego, że czuję taką potrzebę lub zwyczajnie chcę to napisać, a nie dlatego, że ktoś zupełnie mi obcy, zadał niewygodne pytanie.

Anglicy są pod tym względem delikatniejsi i dyplomatyczni. Są tematy, które bezpieczniej zostawić nietknięte, a ponadto wykazać się wyczuciem. Rozpoznać, że nasz rozmówca czuje się skrępowany pytaniami, nie chce odpowiadać lub nie ma ochoty na rozmowę zmierzającą w danym kierunku. Wystarczy niewiele wysiłku i odrobina pomyślunku, żeby być dobrze zapamiętaną, sympatyczną panią z placu zabaw. Trzeba się porządnie postarać, żeby w telefonie zostać zapisaną jako „nagabywała na placu zabaw – nie odbierać”.

Jeśli podobał Ci się ten wpis:
zostań ze mną na dłużej na fp SIMPLYANNA
udostępnij ten wpis znajomym
zostaw komentarz


  • anna

    Wycinamy problem. Kobieta chciała porozmawiać, wiec zrobilato w mozlmożliwie najprostszy sposób – pytając, skoro wy nie chcieliście przejąć pałeczki.