Jaka książka najlepsza? Ile dziecko powinno przybierać na wadze? Które mleko modyfikowane jest najlepsze? Dlaczego trzeba odsmoczkować przed drugim rokiem życia? Dlaczego karmić do sześciu miesięcy? Co zrobić, kiedy mąż zdradza? Co zrobić, żeby zdradzić męża? Nosz kuźwa!

Ile miejsc, ile osób, tyle dobrych rad. Ile, człowieku, szkół skończyłeś i kursów wszelakich, że stajesz się ekspertem od wszystkiego? Jak dalece zapatrzonym w siebie trzeba być, żeby nie tylko udzielać rad, ale jeszcze traktować je jako prawdę objawioną?

Też się dzielę spostrzeżeniami, ale staram się tak dobierać słowa, żeby przedstawiać własny punkt widzenia jako własny, a nie jedynie słuszny. I nóż mi się w kieszeni otwiera, kiedy czytam co MUSZĘ albo czego NIE MOGĘ. Bo ja, do cholery, czuję że mogę wszystko nawet, jeśli to nie będzie dobre. Mogę coś zrobić, ale nie powinnam. Nie muszę, choć mogłabym. Czujecie różnicę?

Wczoraj na przykład dowiedziałam się, że muszę skończyć karmienie piersią zanim moje dziecko skończy dwa lata. Powoli zbliża się koniec naszej mlecznej drogi, to fakt, ale po pierwsze nikomu nic do tego, po drugie jest to proces a nie jakieś rach-ciach, bo pani A sobie tak życzy. Pani może życzyć swojej mamie wszystkiego najlepszego. Światowa Organizacja Zdrowia zaleca karmienie do drugiego roku życia lub dłużej, w zależności od potrzeb matki i dziecka. Nie krytykuję osób, które karmią kilka miesięcy albo w ogóle. To nic nie zmieni, choć jestem zwolenniczką karmienia naturalnego. Po prostu nie kumam takich komentarzy.

Nie dalej jak tydzień temu przeczytałam prywatną wiadomość, że pod żadnym pozorem nie wolno mi spać z dzieckiem. NIE WOLNO. Obca osoba mówi mi, co mi wolno, a czego nie. W zasadzie mam to w nosie, bo wiadomo że robimy tak, jak jest dla nas dobrze. Ale! Szanowna pani B, zarówno naszemu dziecku, jak i nam jest całkiem miło, kiedy śpimy razem. Po prostu. Nawet jeśli czasem niewygodnie, bo młody zasunie kopniaka prosto w twarz albo obudzi się i zażyczy „mamo, na dół, już!” to i tak jest w porządku. Daję dziecku wieczorem wybór, w którym łóżku chce spać. Ja nie zasnęłam bez mamy do czwartego roku życia. I wie pani, co? Mama to przeżyła. Ja też i nawet teraz z nią nie śpię. Najśmieszniejszy z argumentów przeciwko spaniu z dzieckiem jest ten o braku bliskości między partnerami/rodzicami. Serio? Współczuję ;).

Dziewczyna na forum skarży się, że ma problem z karmieniem. I od razu rada, żeby dała butelkę, bo po co się męczyć. Niestety, pani C, nie doczytała, że dziewczynie na karmieniu piersią zależy i oczekuje wsparcia laktacyjnego, które na tym forum może otrzymać. Po co zgłębiać się w czyjeś potrzeby, skoro mamy swoje zdanie, prawda?

Takich przykładów mam na pęczki! Kiedyś się strasznie spinałam, próbowałam udowodnić, że ktoś się myli. Godziny spędziłabym nad przekonywaniem nieprzejednanej jednostki o tym, że nie ma racji (bo moja racja jest najmojsza, to oczywiste). Swojego czasu napisałam nawet na fejsie, że jestem przeciwniczką cesarek na życzenie. Po czym uświadomiono mi, że kompletnie nic mi do tego, co inna kobieta robi ze swoim ciałem, a mój sprzeciw dotyczy tylko i wyłącznie mojej osoby.

I myślę, że czas najwyższy traktować w ten sposób więcej problemów. Karmisz piersią 6 lat? Spoko! Nie karmisz w ogóle? Ok! Dajesz dziecku parówkę na śniadanie? Świetnie, fajnie że w ogóle coś je. Nie lubisz różowego koloru? Olej go! Kochasz pstrokate, niemodne dzwony? Załóż je! Boże, jakie to piękne uczucie – mieć w dupie, co ktoś pomyśli.


  • Drop

    Dlatego właśnie omijam szerokim łukiem różne (głównie fejsbukowe) dyskusje, gdzie wszyscy tak się niby wzajemnie szanują i tak niby rozumieją, że każdy ma prawo robić po swojemu, a w rzeczywistości jadą po swoich decyzjach równo i bez spiny. Coś na zasadzie: ‚Moim zdaniem cesarka na życzenie (tudzież mm – mój drugi ulubiony temat;)) to egoizm i pójście na łatwiznę, ale spoko – każdy ma prawo decydować o swoim ciele, po prostu ja bym tak nigdy nie zrobiła’. Nosz kurde… jakie spoko i gdzie tu zrozumienie oraz szacunek, kiedy osobę, która dokonała takiego wyboru w tym samym zdaniu nazywa się leniwą pańcią, której nie chce wysilić się dla własnego dziecka! (facepalm)

    • Też omijam, one zawsze wyglądają dokładnie tak samo :).

  • Joanna Szołczyńska

    Powiem Ci tylko jedno: Mała! polubiłam Cię! 😉

  • Beata Mr

    Nic dodać , nic ująć ! Do tego wniosku dochodzi się wraz z wiekiem . Co prawda fakt, że mam w przysłowiowych czterech literach , to co ktoś pomyśli o mnie , o tym co robię i jak żyję nie przysparza przyjaciół – ale to też mam w w/w czterech literach : -)

    • Też! Bardzo cenię sobie rady, ale kiedy o nie poproszę albo kiedy udziela mi ich ktoś z oczywistym większym doświadczeniem. Po części też takie blogowe dobre rady nie robią mi nic złego, bo jeśli nie chcemy to nie musimy ich czytać, ale już prywatne wiadomości kierowane są personalnie, oł noł!

      Zresztą, nie mam nic przeciwko wyrażaniu swojego zdania, ale tak, żeby nie krzywdzić innych.

      (To taka dodatkowa luźna myśl ;)).

  • Naucz mnie tego kobieto! Chcę mieć tak samo wszystko w dupie…

    • Wiesz, to mi z czasem przyszło. Piramidka priorytetów. Kto i co jest dla mnie ważne? Dlaczego tak jest? Czym w takim razie nie warto się przejmować? Tych naprawdę istotnych spraw jest w rzeczywistości niewiele. Rodzina, zdrowie, przyjaciele, stabilizacja, spokój. Co w obliczu tego wszstkiego może znaczyć osoba, która siedzi po drugiej stronie komputera i pisze coś, z czym się nie zgadzasz 🙂 ?

      Jeszcze kilka miesięcy temu po każdym hejtującym komentarzu stresowałam się przez tydzień. Bo może ktoś ma rację, chociaż mnie obraża. Dzisiaj czytam początek i kasuję, żeby nie psuć sobie krwi.

      • A to hejtami się się akurat nie przejmuję. Robie delate i pomaga…
        Chcę nauczyć się mieć wszystko w dupie na codzień….Pracuję nad tym, ale wiesz…

  • Po jakich Internetach Ty się szwędasz, że czytujesz takie komentarze i dobre rady? 😉 Oszołomstwo omijam szerokim łukiem. Staram się iść przez życie, również to blogowe z takim podejściem, jakie opisujesz. A kiedy piszę tekst poradnikowy, najcześciej opisuję swoje doświadczenia, które mogą ale nie muszą sprawdzić się u innych. Nie wiem, mam nadzieję, że nie narzucam niczego. W temacie mam jeszcze jedno spostrzeżenie: denerwują mnie matki, które z jakiejś przyczyny, zamiast robić swoje, starają się polaryzować otoczenie, inne matki, blogerki itp. Koniecznie muszą wytknąć, jak to czegoś mają dosyć, że u innych na pokaz, sztucznie, że ciuchy drogie itp. Ja też nie wszystko lubię, ale nikt mnie nie zmusza, żeby się na to oglądać. A podsumowując, to ja jednak wolę srać tęczą, niż pluć jadem.

    • Ależ to się nie ogranicza do internetów, w sumie to ja piję głównie do tych, którzy personalnie, wprost do kogoś piszą co powinien,a co nie.

      Myślę, że na początku swoje zdanie nawet na blogu narzucałam, ale z każdym miesiącem mam do wszystkiego więcej dystansu i to jest zdrowe dla obu stron.

      A co do tych, którzy pokazują tylko to, co dobre – może po prostu złymi rzeczami nie chcą się dzielić. No i faktycznie, nikt nikogo nie zmusza do czytania czegokolwiek :).

    • Drop

      O to to… niestety na blogach często spotyka się też podejście: mnie się to przydarzyło, więc na pewno tak jest zawsze i u wszystkich. Tzn. nie wprost oczywiście – oficjalnie (again) każdy ma prawo do własnego punktu widzenia, ale jak się przeczyta komentarze i odpowiedzi na nie, to i tak koniec końców wychodzi na to, że zdanie blogującego musi być na wierzchu.
      PS A z prywaty – jak byłam młodsza bardzo wieloma rzeczami się przejmowałam, na wiele narzekałam, potem pewne doświadczenia tak przewartościowały mi życie, że teraz naprawdę niewiele spraw jest mnie w stanie „ruszyć”. I też zdecydowanie wolę sranie tęczą, walnę banałem, ale naprawdę jest tyyle rzeczy, z których możemy się na co dzień cieszyć! 😉

  • Pointa <3

  • Nie przegadasz wszystkich w Internecie 😉 Michał Szafrański w którymś podcaście opowiadał, że raz zdarzyło mu się prowadzić zażarta dyskusję z jakąś panią przez Internet, trwało to kilka godzin zanim jego żona nie zwróciła mu uwagi, że zamiast poświęcić czas dla niej i rodziny, to gada z jakąś obcą babą. Nie ma sensu tracić życia na to po prostu 😉
    Jedyne co mnie niepokoi, to niesamowita wiara jaką ludzie (szczególnie kobiety) pokładają w internetowe rady. Doktor Google jest lekiem na całe zło tego świata, okazuje się 🙁
    http://www.jakub-wozniak.pl/wp-content/uploads/2014/03/ktoc59b-w-internecie-nie-ma-racji.jpeg

    • Znam tę grafię 😀 jest genialna haha :).

      Google to i moja zmora. Z jego pomocą jestem w stanie zdiagnozować u siebie wszystkie możliwe choroby i zaburzenia ;).

  • Popieram w pełni.
    PS. Też karmię piersią niespełna dwulatka. I też z nami śpi (co prawda nie zawsze, ale jednak).

  • Zgodzę się prawie ze wszystkim oprócz tego, że dawanie dziecku parówki na śniadanie jest ok 😛

    • Niech Ci będzie, chociaż my jesteśmy mięsożerni i jeśli kupuję to takie bez papieru toaletowego w środku ;).

      • A są takie? 😉

        • Są ;). 94% mięsa, reszta jakieś dodatki, ale bez większej tragedii. No w każdym razie papieru toaletowego w nich nie ma :D.