ŻYCIE

Miesiąc w Polsce. Już wiem dlaczego wyjechałam!

w polsce

Minął pierwszy miesiąc naszych wakacji w Polsce. Oczy nacieszyły się ogrodem i zatartymi w pamięci widokami, a dusza odbudowana dzięki relacji z bliskimi, która inaczej smakuje gdy jesteśmy razem. Wszystko ładnie, pięknie, spokojnie, cudownie, niemal sielsko-anielsko! I nagle jakby mi ktoś obuchem w łeb przyłożył, poprawił po nerkach i jeszcze przetarł po nosie. Hello Poland! Już wiem, dlaczego wyjechaliśmy bez chwili zastanowienia, gdy tylko pojawiła się tak zwana okazja. 

Nie wracajcie!

Spotkałam koleżankę we Wrocławiu. Wyszedł nam niemal typowy brytyjski small-talk. Co słychać, piękna pogoda, jak wam się żyje, ile zarabiacie, a może i ja wyjadę, u mnie też dobrze, ale wy nie wracajcie. Nie wracajcie, bo nie ma do czego. Później rozmawiałam z inną koleżanką, tym razem w towarzystwie męża. Podobny scenariusz, na końcu „tak tak, srutu tutu, ale nie wracajcie”. Pytam zatem dlaczego, skąd takie zdecydowanie w narodzie? „Nie ma do czego” – słyszę. Przez moment mam wrażenie, że Polska utknęła gdzieś w średniowieczu i naprawdę tuż za granicą zaczyna się prawdziwe życie, a tu nadal konno i sto kilometrów po wodę ze studni.

Halo? Sanepid?

Olać koleżanki, przecież nie do nich chcę kiedyś wrócić, a do swojego pięknego domu, któremu poświęciliśmy mnóstwo czasu i pracy, o pieniądzach nie wspominając. Ściana trochę w lewo, kuchnia biała, blat drewniany i czarno-białe karo w łazience. Jestem teraz w tym domu, pamiętam jego zapach i uczucie, gdy wracamy ze spaceru i czekamy aż za zakrętem obok parku wyłoni się grafitowy dach. Parzę kawę, pierwszą i najważniejszą w ciągu dnia, wychodzę na ganek, żeby powdychać to wiejskie powietrze, dla którego wybraliśmy właśnie to miejsce. Uwaga, siadam. Wdech i…cóż to, kurwa, jest? Czym ja oddycham? Czy to ten smog zimowy, co to o nim słuchałam siedząc w Warrington? Czy to on osiadł na ścianach mojego domu? Ależ skąd, to sąsiad uważa, że skoro mieszka na zadupiu, może bez mrugnięcia okiem wrzucać do swojego pieca wszystko, co mu się pod rękę nawinie. Normalnie, regularnie ŚMIERDZI. Palonym tworzywem, gumą, papierkami po batonikach, które wnuki szanownego zostawiły. Dobrze, że ekologicznie przyjechały na rowerkach.

Ale nie ze mną te numeru Hans, dzwonię do urzędu gminy. Mówię, że sąsiad burak chciał zapalić papieroska, ale UPS najwyraźniej coś mu się pomyliło i w piecu rozhajcował istne śmieciowe piekło. Przełączają mnie do działu ochrony środowiska. Tam nie pracownika, bo wiadomo – długi weekend. Proszę zadzwonić do sanepidu tu i tu. Dzwonię zatem, bo co mam zrobić, na darmo języka strzępić nie lubię. Sanepid? To nie do nas, do gminy proszę, bliżej i znają… Czy was też trafia szlag? Potem będą trąbić całą zimę, że jest za dużo samochodów (bo jest! I to starych!), że węgiel i żeby sobie wacik na rurę od odkurzacza założyć, sprawdzić. Ja sprawdzać nic nie muszę, mam nos! I czuję, że gówno jakieś w powietrzu się unosi. Poza tym kto przy 30 stopniach na zewnątrz potrzebuje chałupę ogrzać? A tu dym czarny bucha jak z lokomotywy. Tuż przed moim, kurde, oknem, gdy akurat zachciało mi się zażyć kąpieli!

Piątek, weekendu początek.

Nie było pracownika w UG? Środa to taka mała sobota? Gdzież indziej mogło powstać takie durne powiedzonko, jeśli nie w Polsce? Skoro święto we wtorek, to poniedziałek wolny. Święto w czwartek, piątek wolny. Święto w środę, wolny cały tydzień albo choć dwa dni przed lub po. Kraj długich weekendów, świąt i dni wolnych od pracy. Tak, denerwuje mnie to. Tak, denerwowało mnie także, kiedy mieszkaliśmy tu na stałe i prowadziliśmy własną działalność. Bo kontakt z hurtowniami, kontrahentami, klientami jest utrudniony albo w ogóle niemożliwy. Bo nigdy nie wiadomo, co będzie otwarte, a co zamknięte. Bo na załatwienie nawet małej sprawy trzeba czekać aż ktoś się wyweekenduje do końca. I wcale nie jest lepiej, gdy biznes prowadzi się w UK, ale współpracuje z Polską. Nawet przesyłki z naszego pięknego kraju nad Wisłą idą dwa razy dłużej. Kto mi wytłumaczy ten fenomen?

Jesteśmy w Polsce miesiąc, ale tak naprawdę na oczy przejrzałam w jeden dzień. Wszystkie absurdy, wśród których wychowywaliśmy się niemal trzydzieści lat, walnęły w twarz jednym celnym uderzeniem. I może dobrze, bo wracając wiemy, że w tych kwestiach nic się nie zmieniło, ale jesteśmy mądrzejsi o doświadczenia, które pomogą rozwalić głupi system.

Share:
  • Anna

    Mam ten sam problem z sąsiadem co to w 30 stopniowym upale pali śmieci głowa boli ale co można z tym zrobić jak na tej mojej wsi wszyscy się znają i mają taką mentalność palenia śmieci :/

  • Anna

    Taki dramat i ja przeżywam najczęściej w środku tygodnia albo po weekendzie. Sąsiad wygląda na porządnego majętnego ale truje mnie i moje dzieci palonymi śmieciami rano w 30 stopniowym upale i jak się okazuje tu na wsi to normalne i wszyscy tak robią bo i w gminie też wszyscy o tym wiedzą. Ogólne przyzwolenie mieszkańców bo każdy tak robi 🙁 Ostatnio wpadłam na pomysł by pod oknami sąsiada zrobić kompostownik z kapusty. Ja spędzam na wsi tylko wakacje a nawdychać się na cały rok :/ nie mam pomysłu jak to załatwić.

  • Cóż… Polska ma swój koloryt, a ostatnio robi się coraz ciemniej. I to nie tylko od dymu z palonych śmieci… No ale Polska jest Polską, a wy odważni i spontaniczni w swoich wyborach 🙂 Zostańcie! I to Wy zróbcie tu dym! Na początek sąsiadowi 😉