KUCHNIA

Kolacja w ciemności i warsztaty kulinarne. Najfajniejszy październik!

kolacja w ciemności

Zupełnie w ciemno na jednej z grup zgłosiłam się na warsztaty kulinarne, których częścią miała być absolutna dla mnie nowość: kolacja w ciemności. Nigdy nie brałam udziału w takich spotkaniach, ale możliwość nauczenia się czegoś nowego od jednego z lepszych szefów kuchni i spędzenie czasu w miłym towarzystwie były wystarczającą zachętą. Jeśli dodacie do tego piękne miejsce z historią i ludzi, którzy są totalnie zakręceni na punkcie swojej pracy, otrzymacie receptę na sukces. Towarzyski i kulinarny.

Szczawno Zdrój to jedna z najmniejszych miejscowości zdrojowych na Dolnym Śląsku. Położone tuż obok Wałbrzycha, godzinę drogi od Wrocławia, jest często obieranym przez wrocławian kursem. W sercu tego pięknego miasta znajdziecie kompleks Dworzysko. A tam? Są i konie, i smaczne jedzenie i mnóśtwo miejsca do spacerowania. Historia tego przybytku jest bardzo ciekawa, ale po nią warto udać się do samego Dworzyska.

Ciężko było mi sobie wyobrazić jak takie warsztaty wyglądają. Trochę się bałam, że nikogo nie znam (i po części dlatego zrezygnowałam z możliwości noclegu). Na szczęście wszystkie moje obawy rozwiały pierwsze rozmowy z uczestnikami :). Było świetnie i proszę o więcej! Koniecznie musicie zobaczyć to miejsce. Póki co na moich zdjęciach, ale gdybyście byli w pobliżu, naprawdę warto!

Zaczęliśmy od krótkiego spaceru po obejściu, by zaraz potem zatopić się w smakach i zapachach. Kolacja w ciemności jest jednym z tych doświadczeń, którego powinien spróbować każdy smakosz i poszukiwacz kulinarnych emocji.

Na zdjęciach szef kuchni Wojciech Harapkiewicz, kompleks Dworzysko i pyszne potrawy, które wspólnie robiliśmy.

To był najfajniejszy weekend października. Po pierwsze kolacja w ciemności (wybaczcie, zdjęć nie ma, telefony poszły w odstawkę). To naprawdę niesamowite, że niewielkie porcje specjałów, z którymi nie miałam do tej pory styczności (a mimo to odgadłam, co zostało podane!) obwąchane, obmacane i zjedzone w ciemności pozwalają w 100% skupić się na zapachu, a potem smaku. Bez zbędnego rozpraszania uwagi i całej otoczki, która często towarzyszy jedzeniu. Zwłaszcza, gdy dopiero po czasie dowiadujesz się, czego próbowałaś ;).

Po drugie dowiedziałam się kilku nowych rzeczy o dziczyźnie i jej przyrządzaniu, ale… Czułam się nieswojo w sali myśliwskiej i wcale nie podobały mi się wypchane zwierzaki, które padły nie z choroby lub starości, a za sprawą człowieka. To nie mój klimat i estetyka, choć z drugiej strony wiedziałam na co się piszę wybierając się na te warsztaty.

Kolejna rzecz to otwartość na nowe smaki, której się po sobie nie spodziewałam. Nietypowe połączenia: pierwszy w życiu tatar i surowy śledź, kalafior z rodzynkami, cukinia z serem kozim i orzechami, ostryga czy kompot z mniszka.

Jestem ciekawa czy chętnie byście wzięły udział w takiej kolacji :). Warsztaty kulinarne są popularną formą spędzania czasu, szlifowania umiejętności i kulinarnego samorozwoju, ale kolacja w ciemności? Na pewno chcę przeżyć jeszcze jedną!