Jak to jest mieć dwoje dzieci i czy faktycznie niefajnie?

Jak to jest być mamą dwójki chłopaków? Lepiej mieć jedno czy dwoje dzieci? Jako mama jedynaka myślałam sobie, że mamy luz blues, a prawdziwe życie zaczyna się nie po trzydziestce, a wraz z przyrastającą liczbą młodych fanów w postaci własnych dzieci. Mieliśmy dopiero zweryfikować, czy tak jest naprawdę, a póki co czas po brzegi zajmowało mi machanie grzechotką nad głową starszaka, wtedy także pierwszaka. I to wcale nie oznacza, że on tego machania potrzebował, raczej było to ucieleśnienie niedostatecznej liczby pomysłów na zabawę.

Powiedzmy sobie szczerze: rodzice pierwszego dziecka wiedzą niewiele, większość raczej teoretycznie i każda nowość, której się nie spodziewali, jest niemałym zaskoczeniem. Poza tym czeka się na wszystko jak na zbawienie. A to kupa, a to ząbek, a to kroczki. Przy drugim dziecku (a przy trzecim to już w ogóle, moja mama potwierdza) pewnych rzeczy się nawet nie zauważa. Twoim zdaniem…jedno czy dwoje?

Prawdziwy wydaje się żart z połkniętą dwuzłotową monetą. Z pierwszym dzieckiem rodzice jadą do szpitala, u drugiego czekają, aż wyjdzie drugą stroną, a trzeciemu potrącają z kieszonkowego. Czy oprócz tego są jeszcze jakieś różnice? Hell yeah! Pewnie!

Przed Wami cała prawda na temat różnic między posiadaniem jednego dziecka a tym, jak to jest mieć dwoje dzieci

Poród

Tu się przecież wszystko zaczyna! Pierwsza ciąża wlecze się niemiłosiernie, aż z czasem nabierasz wrażenia, że całość trwa tyle, co u słonia. Kiedy nareszcie lądujesz w szpitalu, większość rzeczy wygląda nie tak, jak trzeba, ale na szczęście w efekcie dostajesz coś niesamowitego – pachnącego, cudownego noworodka i mnóstwo czasu sam na sam.

Drugi poród? W szpitalu odpoczywasz od domowych obowiązków. Tym razem wiesz już, co cię czeka, więc cieszysz się trochę mniej. Rozłąka ze starszym dzieckiem jest pouczająca, bolesna i smutna, za to po powrocie do domu zostajesz z marszu wdrożona do wszystkiego, co zostawiłaś jako mama jedynaka. Całe szczęście, że miłość nie jest przereklamowana i mnoży się zamiast dzielić.

Pierwsze zęby, kroczki i słowa.

Przy jednym dziecku czekasz jak na szpilkach i to czekanie nie ma końca. Pół roku, zanim pojawi się jedynka? Przecież to wieczność! Poza tym, dlaczego dziecko reaguje na ząbkowanie niemal alergicznie? Serio aż tak boli? A może próbuje wymusić noszenie i lulanie? Pierwsze rzeczy witamy jako rodzice z pewną euforią i podnieceniem, czasem pochwalimy się o jeden raz za dużo, a rzeczy związane z ewolucją witamy z entuzjazmem porównywalnym do tego, kiedy Polska po raz pierwszy została mistrzem świata w piłce nożnej #ohwait

Dwójka dzieci to inna bajka. Szybciej zobaczysz pierwszy wybity ząb niż ten wyrośnięty. Poza tym masz dwa razy więcej zajęć, więc niektóre rzeczy dzieją się jakby obok ciebie albo nawet poza twoją świadomością. Dzięki temu unikasz zmartwień, jakie ciągle się pojawiały przy pierwszym dziecku. Czekasz, ale masz też oczekiwania. Mianowicie zależy ci, żeby młode zaczęło już chodzić, bo męczące jest schylanie się do pełzaka, przenoszenie go w miejsca, do których sam nie dojdzie. Mobilne dziecko ułatwia życie! Po drugie odkrywasz, że rozwój mowy jest nie tylko fajny i ciekawy, ale znacząco poprawia jakość komunikacji :D.

 

Zabawa

Wiele osób próbowało mnie przekonać, że jedno dziecko, to rozwiązanie idealne i sama często się zastanawiałam czy lepiej mieć jedno czy dwoje dzieci (i po co w ogóle to analizuję). W każdym razie cieszę się, że ich nie posłuchałam! Nie należę do nadopiekuńczych mam i kiedy musiałam wykonać jakieś obowiązki, próbowałam na maksa skupić się na pracy, nie szkodząc dziecku. Bywało jednak i tak, że naprawdę przed kilka godzin zabawiałam dziecko zamiast pozwolić… Pobawić mu się samemu. Mam wrażenie, że niektóre rzeczy robimy z jednym maluchem na siłę i nie wierzymy, że prędzej czy później on i tak się czegoś nauczy lub pozna. Ja tak miałam z gadaniem. Przygniatało mnie poczucie winy, kiedy dłuższy czas się do Antka nie odzywałam. Miałam obawy, że może przeze mnie nie będzie mówił albo mniej będzie rozumiał. Wiem, że to brzmi zabawnie i… Absurdalnie ;), ale tak właśnie było.

Konsekwencją takiego ciągłego zabawiania jest to, że starszak nie lubi bawić się sam i potrzebuje zaangażowania całej rodziny w daną czynność. Może z wiekiem to się zmieni. Zwłaszcza, że młodszy brat powoli staje się także pełnoprawnym kompanem do zabawy.

Nie chcąc popełnić tego samego błędu, młodszego ancymona znacznie częściej puszczamy samopas. Bada teren, jest odważniejszy i chętnie zajmuje się sam sobą. Wiadomo, że potrzebuje mnóstwo czułości, uwagi i kontroli ;), ale nawet gdyby byli tego samego wzrostu, już na pierwszy rzut oka poznalibyście, który z nich urodził się pierwszy.

To jak to jest z tą dwuzłotówką?

Moim zdaniem dokładnie jak w dowcipie. Drugie dziecko to większa wiedza, doświadczenie i znacznie więcej luzu. To nie oznacza, że nagle będąc mamą dwójki chłopaków, olewam sprawy związane z ich zdrowiem albo zachowaniem. Faktem jest, że mniej dowiaduję się z wujka Google, znacznie bardziej ufam własnej intuicji i rzeczy niewarte uwagi olewam, a te istotne staram się wyjaśnić i rozwiać wszelkie wątpliwości.

Jestem przekonana, że ten luz rośnie wraz z liczbą posiadanego potomstwa. Zastanawiam się tylko w jakim stopniu jest to związane z wewnętrznym spokojem i przekonaniem o właściwym postępowaniu, a na ile z tym, że przy większej liczbie dzieci poświęcenie każdemu tak samo dużo uwagi, jak jedynakowi, jest po prostu… Nierealne.

  • Szostak Patrycja

    Świetny tekst. Skąd ja to znam 🙂

  • Drop

    Miałam tak samo z tym gadaniem! Ciągle mówiłam do starszaka, ciągle… ‚zobacz, umyłam jabłko, teraz obieram… wyrzucę skórki i będziemy jeść…’ i tak całymi dniami, prawie przy każdej czynności 😀 Teraz jak nie mam siły na gadanie i czuję, że muszę chwilę pobyć w ciszy, to po prostu siedzimy w ciszy… Nie mam już wyrzutów sumienia, myślę, że brat dostarcza siostrze wystarczającą porcję słowotoku (a najsłodsze jest to, że ona rozumie rzeczy – potrafi wskazać na przedmiot na przykład – które on jako 2,5-latek ciągle jeszcze nazywa po swojemu).
    Widzę, że im mniej ja się spinam i próbuję być idealna, im mniej analizuję każde zachowanie i etap rozwoju, tym bardziej to dzieciom służy.

    PS Po moich dzieciach też chyba widać, które urodziło się jako pierwsze, a które jako drugie. Córka (młodsze dziecko) jest odważniejsza, bardziej samodzielna i ‚samowystarczalna’ 😉 Syn uwielbia ściągać na siebie uwagę (choć to też na pewno w jakimś stopniu kwestia charakteru) i ma większą trudność w dzieleniu się i zawieraniu kompromisów. To tylko kilka przykładów, ale dostrzegam sporo takich zachowań, które mam wrażenie wynikają właśnie z kolejności.

    • Drop <3 mam dokładnie te same spostrzeżenia!
      A tak na marginesie, uwielbiam Twoje komentarze, bo zawsze dookreślają to, co mam na myśli.