Jak oszczędzać w UK? Skuteczne sposoby, dzięki którym odłożysz pieniądze na upragniony cel.

Jak oszczędzać w UK? To pytanie zadaje sobie wielu z nas, nie tylko emigrantów, ale i Anglików, którzy wcale nie lubią rzucać funtami na wiatr. Mowa tu o mądrym, racjonalnym podejściu do codziennego życia – żeby mieć wszystko i nie wydawać fortuny, oraz o zmianie nawyków, które często powodują, że Nowak lub Kowalski żyją chwilą. I jeśli w tej chwili chce im się lodów truskawkowych z polewą czekoladową, to kupują je w pierwszej napotkanej lodziarni, zamiast wyprodukować w domu własne.

Lubimy spełniać nasze zachcianki tu i teraz, ale czy nie przyjemniej byłoby zjeść ciastko…I mieć ciastko?

Troszkę na temat rozsądnego wydawania pisałam też TUTAJ.

 

Zarządzanie środkami.

Nie jestem finansowym guru i o tym, jak oszczędzać w UK wiem tyle, ile sprawdziłam na sobie, ale tego jednego jestem pewna: podstawą w wydawaniu i oszczędzaniu jest zarządzanie środkami, którymi dysponujemy. Nie każdego trzymają się pieniądze i nie wszyscy rozsądnie wydają, dlatego własnie na początek warto stworzyć sobie plan. Plan wydatków. W formie kalendarza, aplikacji, tabelki – czegokolwiek, co będzie dla ciebie czytelne. Na pewno wiesz, ile wynosi twój miesięczny przychód.

Z tej kwoty pewną część każdego miesiąca przeznaczasz na stałe wydatki, tj. czynsz za mieszkanie, media i inne rachunki (telefon, internet, obiady dla dziecka w szkole, karnet na siłownię, paliwo itd.). Kolejna część to jedzenie, które z jednej strony stanowi stały wydatek, a z drugiej nad jego wysokością można (i trzeba) solidnie pracować. Trzecia część to tak zwane wolne środki, czyli to, co zostaje po opłaceniu wszystkiego i odliczeniu kosztów żywności.

Zdecydowana większość…wolnych środków nie posiada i skoro tak jest, właśnie nadszedł czas by to zmienić. Zakładam, że ten post jest dla osób, którym wystarcza na codzienne życie, ale brakuje pieniędzy np. na podróże albo zakup czegoś, na co za cholerkę jasną nie mogą naskładać. Być może przyda się też osobom, którym nie wystarcza na wszystko i opłacają rachunki kosztem jedzenia, bo zawsze na coś brakuje. Wierzę, że można to zmienić, tylko najpierw trzeba przestawić swoje myślenie.

Cel

Oszczędzanie powinno oznaczać gromadzenie nadprogramowych środków. Często jednak myślimy, że jest trochę jak z dietą – tłuszczu nie wolno, cukru nie wolno i po pewnym czasie nudzi się, że musimy sobie czegokolwiek odmawiać. Rzecz w tym, żeby tego nie robić i jeszcze móc zrealizować jakieś małe marzenia.

Cel to doskonały motywator. Jeśli nie wystarcza ci myślenie o tym, że za chwilę pojedziesz na wakacje, kupisz nową lustrzankę albo wypatrzoną kieckę, którą do tej pory podziwiałaś w sklepie, zrób sobie zdjęcie tego celu, walnij na lodówkę albo koło łóżka, żeby pamiętać, że to wszystko jest po coś, a nie dla idei samej w sobie.

Moim celem, który zmotywował do przeanalizowania budżetu, są podróże i nauka języków. W dalszej kolejności kamera i kilka drobiazgów umilających życie. Wszystko to są rzeczy niestanowiące „artykułów pierwszej potrzeby” i jednocześnie takie, na które kasy nigdy za wiele.

Planowanie

Wiemy już, na czym można zaoszczędzić. Pytanie jak to zrobić? Kategorie, na które często wydajemy za dużo pieniędzy to:

1. Jedzenie
2. Ubrania
3. Kosmetyki

Na nich trzech się skupiam najmocniej.

Jedzenie

Mieszkasz w UK? Dobrze wiesz, ile wydajesz na żywność każdego dnia, ale może nie zawsze zdajesz sobie sprawę, jak dużo ląduje w twoim koszyku (a później koszu na śmieci) np. dlatego, że do sklepu poszłaś „na głodniaka”. Na zakupy chodzimy zawsze z listą i pozwalamy sobie maksymalnie na jedno odstępstwo (czyli dodatkową rzecz).

Zanim wyruszymy do sklepu, warto zastanowić się jak będzie wyglądał nasz jadłospis w nadchodzącym tygodniu. Planujemy wydatki z wyprzedzeniem i komponujemy dania tak, by wykorzystać na maksa składniki tj. jeśli do sałatki potrzebujemy tylko jednego buraka, a wiemy, że zawsze są sprzedawane na pęczki – do menu wprowadzić posiłek, w którym zużyjemy pozostałe buraczki.

Podczas zakupów uważnie czytać: skład, datę przydatności do spożycia i uważać na pułapki. Zawsze patrzeć na cenę jednostkową produktu, zwłaszcza w lubianych w UK promocjach 3 za 2, 2 w cenie 1 i tym podobne. Niektórym wydaje się, że kupując większe opakowanie produktu oszczędzają, tymczasem jego jednostkowa cena wyrażona kwotą w przeliczeniu na 100g masy lub 1l objętości może być wyższa. Nie powinno się kupować na zapas jedzenia, na które nie mamy żadnego pomysłu i którego data ważności do spożycia mija za kilka dni, nawet jeśli promocja aż krzyczy, żeby z niej skorzystać.

Korzystamy z promocji (Internet pomaga, wystarczy zaglądać na strony sklepów lub dedykowane z promocjami np. HotUKDeals.com), wykorzystujemy karty zniżkowe (np. w Co-op na każdych zakupach można zyskać 5% wartości, co w dłuższej perspektywie czasu daje wymierną korzyść). Kupujemy produkty dobre jakościowo, wartościowe w diecie i korzystne dla zdrowia.

Dobrze jest robić zakupy w jednym miejscu, w którym znajdziemy większość produktów z listy. Wędrowanie od supermarketu do supermarketu w poszukiwaniu wszystkich potrzebnych składników skończy się większym wydatkiem…na paliwo.

Ubrania

Świat powinien dziękować minimalistkom za propagowanie ograniczenia zbieractwa. Nigdy nie lubiłam gromadzić rzeczy i kilka razy w roku jako dziecko i nastolatka przeglądałam WSZYSTKO, podejmując życiową decyzję: będę tego potrzebować czy nie. Za każdym razem byłam w szoku, że można nazbierać tyle niepotrzebnych rzeczy. Dziś już nie pamiętam co wyrzuciłam, więc zakładam, że nie było to nic wartego uwagi, za to nawyk został mi do dzisiaj.

Regularnie z mężem robimy porządki, pozbywając się tego, co już się nie przyda. Ubrania i ubranka oddajemy lub sprzedajemy. Odpady segregujemy, a jeśli się da przerabiamy i wykorzystujemy w inny sposób (upcykling) np. stare drewniane podesty przerobiliśmy na siedziska do ogrodu, metalowe koszyki odnowiliśmy zgodnie z trendami, na porysowany blat ławy naniosłam nowy wzór za pomocą farby w sprayu, z butelek zrobiliśmy świeczniki a drewniane, niemodne litery służą w kuchni jako podstawki pod gorące naczynia.

Ubrania? Też przerabiam! W końcu jako krawcowa na dziesiątym etacie trochę się na tym znam. Większość moich jeansów z czasem zmienia się w szorty, niemodne spódnice przerabiam na ołówkowe kiecki, sukienkom upitalam rękawy, a tshirty przechodzą cudowną metamorfozę w spodenki dla chłopaków.

Kompulsywne zakupy to problem częstszy niż ci się wydaje. Zobaczysz to np. w Primarku ;), gdzie kobiety głupieją na widok kiecek po 2 funty. Raz na jakiś czas wywal wszystko z szafy, sprawdź w co się jeszcze mieścisz i zdecyduj czego Ci brakuje. Nie idź na ilość tylko jakość i pamiętaj, że nie cena o niej świadczy (dotykam, czytam metki). Niestety to już trzeba sprawdzić doświadczalnie – niektóre ubrania z Primarka rozpadają się zanim jeszcze włożymy je do pralki, a inne są naprawdę dobrej jakości i posłużą dłużej niż do wakacji.

Cóż, zakupy ubraniowe także robię z listą. Sprawdzam czego mi brakuje i rzecz, którą kupuję musi spełniać najważniejszy warunek – pasować do mojej garderoby. Jest masa pięknych ubrań, ale co z tego, skoro nie będą współgrały z innymi?

Rzeczy dla dzieci najczęściej zamawiam przez Internet, nie tracąc czasu na dojazd i powrót do domu bez pewności, że znajdę odpowiednie na moje dzieci rozmiary. Czasem zdarza mi się zaglądać do CharityShop i kupić fajne sztuki z metkami naprawdę za grosze. Zasada podobnie jak z naszymi ciuchami – kupujemy, jeśli potrzebujemy.

Kosmetyki

Sprawa z kosmetykami wygląda tak, że 90% łazienek, które w życiu widziałam zawalone było kosmetykami i mogę się założyć, że duży odsetek stanowiły te z przekroczoną datą do użycia ;). Sama kilka razy padłam ofiarą ładnych zapachów, pięknych buteleczek i kuszących cen.

Teraz:
1. Nie kupuję, jeśli nie potrzebuję.
2. Nie kupuję, jeśli już mam.
3. Nie kupuję więcej niż potrzebuję.
4. Wyrzucam, kiedy już nie nadają się do użytku.
5. Zwracam uwagę na ceny.
6. Niektóre kosmetyki są dostępne w funciakach w dużo lepszych cenach niż regularne w supermarketach, więc korzystam z okazji 😉

Za szampony, olejki, czasem markowe lakiery do paznokci zapłacimy 1-2 funty. Te same mogą kosztować kilka razy więcej w zwykłych sklepach. To samo dotyczy dodatków do domu – puszek/kubków/tacek/podkładek. Funciaki (Poundland, HomeBargain, The Range, B&M, Poundworld i inne) oferują także akcesoria dla zwierzaków, kolorowanki i gadżety dla dzieci, zabawki, jedzenie (np.chrupki do mleka o połowę taniej).

Żeby zacząć zmieniać grubość portfela, trzeba nie tylko mieć świetnie płatną pracę ;), czasem wystarczy drobna zmiana choć części nawyków, wyjście poza strefę przyzwyczajeń i wycieczka do Tajlandii z nową lustrzanką przestaje być marzeniem. Mam nadzieję, że podzielisz się swoimi sposobami na oszczędzanie w UK, dobrych pomysłów nigdy za wiele!

  • Teresa

    Swieta prawda! Nam po przeprowadzce do UK udalo sie juz wiele zobaczyć, na wiele zaoszczedzic tylko dzieki temu ze nie rzucalismy sie na wszedobylskie promocje, zawsze rozsadnie gospodarowalismy budzetem a od kilku miesiecy staramy sie jeszcze bardziej ciac koszty. Bardzo fajny blog do poczytania http://www.frugalwoods.com – bralismy udzial w styczniowym wyzwaniu i udalo sie zalozony cel osiagnac 🙂 Coraz wiecej sie zastanawiamy, myslimy przed zakupami czy to co tak bardzo chcemy w danej chwil jakkolwiek wzbogaci nasze zycie – jesli nie to po prostu nie kupujemy. Upcycling i secondhad to moje drugie i trzecie imie! 😉 Czekam na zdjecia z Tajlandii zatem – tez na liscie do odwiedzenia mamy 🙂

    • Tajlandię mamy na liście w przyszłym roku, żeby młodszy trochę podrósł, ale już teraz wiem, że na pewno się uda :). Świadomość to chyba słowo klucz!

  • Medusa

    Dobrym pomysłem jest tez posiadanie dwóch kont. Normalnego i oszczędnościowego. Kiedy masz dwa tysiaki na koncie łatwiej cie poniesie na zakupach kiedy zobaczysz kolejna kieckę niż kiedy będziesz tam mieć 50 funtów.