EMIGRACJAOPINIE

Czy powinnam uczyć moje dzieci języka angielskiego?


Mieszkamy w Anglii ponad rok. To krótko, jeśli wziąć pod uwagę całe życie, ale dla małego dziecka to szmat czasu. Wiele kwestii trzeba przemyśleć i rozsądnie rozwiązać. Ot choćby taki język. Bo niby jak mamy mówić do dzieci?

Dla nas odpowiedź jest jasna. Jesteśmy Polakami, ten język znamy, nim się posługujemy w domu i właśnie po polsku mówimy do dzieci. Zdania wśród Anglików są podzielone. Na przykład położne i pielęgniarki sugerowały, żebyśmy zwracali się do dzieci po angielsku. Ale…

1. Po pierwsze i ostatnie: nie znamy tego języka perfekcyjnie.

Nauka angielskiego w polskiej szkole, a codzienne życie na Wyspach to naprawdę nie to samo. Ba, to nawet obok siebie nie leżało! Nie mamy żadnego problemu z dogadaniem się w sklepie, pracy, restauracji albo przy zamówieniu wykładziny na schody. Jest jednak spora różnica między „nie mam z tym problemu” a „robię to jak Anglik”. Za stara jestem żeby sobie język wygiąć w drugą stronę i zawodowo seplenić przy każdym „7th of the 11th”, jak to próbuję robić zawsze kiedy podaję datę urodzenia Drugiego.

Mój sposób mowy jest daleki od, jak to ujęła księżna Diana, „tego paskudnego Liverpoolskiego akcentu”. Nic dziwnego zatem, że i moje dzieci miałyby podobny. Żebym nie wiem jak się starała dobrze akcentować, Anglicy i tak wiedzą, że jestem Polką i nieszczególnie to ukrywam, bo i po co?

Poza tym za punkt honoru obraliśmy sobie, żeby dzieciaki mówiły i prawidłowo posługiwały się językiem polskim. To wcale nie jest łatwy kawałek chleba, o czym przekonało się już wielu obcokrajowców. Więc jeśli już uczyć to czegoś, co dobrze znamy.

2. Od czego jest przedszkole i szkoła?

Właśnie od tego, żeby nasze dzieci nauczyły się języka w naturalnym środowisku od osób, które go znają i posługują się tak, jak my językiem ojczystym. Przyznaję, że Starszak czasem ogląda bajki po angielsku (głównie kolory i liczby) ale nie z chorej potrzeby nauczenia go nowych słówek, a dlatego że po prostu to lubi. Kto obserwuje fanpage na fejsie wie, że ulubionym zwrotem Pierwszego jest „no, no, my name is Antek”. I nie używa go wtedy gdy się przedstawia a w każdej sytuacji, z której chce jakoś wybrnąć.

I tu dochodzę do kluczowego punktu, a mianowicie: nauka języka angielskiego przez rodziców czy nauczycieli ma sens, jeśli mieszkamy w kraju innym niż anglojęzyczny lub przynajmniej jedno z rodziców posługuje się tym językiem jako ojczystym. Skąd ten wniosek? Cóż, mam dwadzieścia osiem lat a języka angielskiego uczyłam się nieprzerwanie od zerówki, czyli lekko licząc przeszło dwadzieścia lat. Osoba, która uczy się tak długo, powinna mówić perfekcyjnie. I pewnie by mówiła gdyby mieszkała w Anglii. W innym wypadku wymowa i znajomość niuansów językowych są jedynie poprawne (nie mówię tu o studiach w tym kierunku, ale klasycznej nauce w szkole i na kursach). Wciąż rzadko się zdarza, żeby lekcje angielskiego były prowadzone przez native speakera.

Wiem, że nasze dzieci będą jak gąbki chłonęły każde nowe słowo (biorąc pod uwagę jak szybko nauczyły się tej brzydszej strony języka polskiego). Gdybym sama zaczęła ich edukację, prawdopodobnie na równi ze mną przed każdym wypowiedzianym zdaniem, zastanawiałyby się czy robią to poprawnie i używają odpowiedniego czasu. Swoją drogą: czy komuś się nudziło, że tych czasów w języku angielskim narobił aż tyle?

Zdj.:pixabay (CC0)


  • Ja tam uczę. I niemieckiego i angielskiego. Też jestem daleka od perfekcji, ale tak długo jak potrafisz wyrazić każdą swoją myśl i jesteś zrozumiała – Twój poziom języka możesz określić jako biegły i bez względu na akcent (mój polski uważam za swoją cechę rozpoznawczą i wcale się go nie wstydzę) po prostu mówisz w tym języku. Oczywiście głównie porozumiewam się z synem po polsku, ale chcę by miał świadomość, że posługuję się też pozostałymi dwoma językami i… że on też powinien.

    • A ja w dalszym ciągu uważam, że najlepiej jeśli się sam nauczy w naturalny sposób :). Przy założeniu, że zostajemy tu na stałe. Bo jeśli nie – zastanawiałabym się.

      • Ostatnio w Empiku przy jednym regale przydybałam ojca, który mówił coś do córki po angielsku. Oczywiście ewidentnie nie był native speakerem. Pomyślałam ok. Czasami zdarza się tak, że dwoje rodziców mówi łamaną angielszczyzną do swoich dzieci, bo angielski jest takim kompromisem – językiem który wszyscy rozumieją, kiedy tak się składa że tata to Japończyk a mama Rumunka (osobiście znam takie zestawienie :)). Ale facet w empiku okazał się Polakiem. Dziecko odpowiedziało mu po polsku „dobrze tato” a tata odebrał w tym momencie telefon i również po polsku powiedział „tak kochanie juz wracamy”… Oczywiście to jest decyzja każdego rodzica, ale ja nie widzę sensu w mówieniu do dzieci po angielsku, kiedy się nie ma poprawnej wymowy. Dzieciaki łapią w lot całą fonetykę, zanim zrozumieją znaczenie danego obcojęzycznego slowa. Wiec jeśli mogę się wypowiedzieć: w twoim przypadku Aniu myślę że dobrze robisz nie ucząc go angielskiego. Znam masę dzieci, które tak jak twój młody poszły do przedszkola w UK nie znając nawet hello. Po paru tygodniach mówiły z perfekcyjnym akcentem chociaż wiele jeszcze nie potrafiły powiedzieć if you know what I mean. Lol kupy się ten komentarz nie trzyma. Jest 4 rano sorry 🙂 mam nadzieje ze kumasz o co mi chodzi haha

        • Kumam! No i o to mi chodzi – i tak się nauczy więc jeśli ma możliwość to lepiej od razu poprawnie.

  • Ali

    angielski,a takze kazdy inny jezyk zawsze sie przyda bez wzgledu na to gdzie bedziecie mieszkac, a idealny byc nie musi – sami Anglicy poprawnie nie mowia, a ich akcent zalezy w duzej mierze od tego z jakich okolic UK pochodza i spotkalam sie z takimi, ktorzy mieli problem ze zrozumieniem swoich rodakow tylko dlatego ze mieszkali na dwoch innych krancach wyspy 🙂 Z reszta podobnie by mozna porownac Polakow tych no z Kaszub i ze Slaska, prawda?
    My mieszkamy na Cyprze – moj maz Cypryjczyk, ktory teoretycznie posluguje sie jezykiem greckim, ale tak naprawde to jest to cypryjski dialekt, ktory calkiem sporo od greckiego odbiega. Miedzy soba rozmawiamy glownie po angielsku, choc jest to dla nas obojga obcy jezyk i zadne z nas nie zna go perfekcyjnie. Moj grecki mimo wielu lat tutaj wciaz jest mocno podstawowy. Nasz starszy syn (obecnie 2 latka +3 miesiece) w pierwszej kolejnosci uczy sie wiec grecko-cypryjskiego (to jakby dwa jezyki za jednym zamachem), ja do niego staram sie mowic po polsku i juz widze ze sporo rozumie, aczkolwiek mowic nie potrafi, odpowiada po grecku. Rozumie tez angielski, jako ze slyszy go nie tylko od nas ale rowniez z bajek, ktore ogladamy w kazdym mozliwym jezyku. W zlobku mimo ze nauczycielki staraja sie uzywac tylko jezyka greckiego, mieszanka narodowosciowa jest tak duza ze dzieci od siebie nawzajem podlapuja slowka angielskie, rozyjskie, rumunskie itp… Mi pozostaje tylko nadzieja na multijezyczne talenty moich synow :)))))

    • Dzieci mają pod tym względemn „z górki” 🙂

  • Drop

    Ania, bardzo dobre podejście! Rodzice emigrujący z dziećmi często martwią się o to jak dziecko poradzi sobie z językiem i kładą nacisk na naukę przede wszystkim tego, który używany jest w obecnym miejscu zamieszkania, ignorując trochę język ojczysty. I co najczęściej okazuje się po latach? Że z nowym językiem dzieci nie mają najmniejszych problemów, natomiast dogadanie się z babcią po polsku przychodzi trudno. Ważne żeby nie patrzeć przez pryzmat własnych szkolnych trudności z językiem obcym i swojego tempa nauki, bo to był zupełnie inny stopień ekspozycji na język niż w przypadku dzieciaków wrzuconych w środowisko anglojęzyczne. Jeśli zależy Wam żeby chłopcy mówili dobrze po polsku, trzymaj się tego co postanowiłaś. Angielski będą poznawać wszędzie, na każdym kroku, polskiego mają szansę nauczyć się tylko od rodziny (ewentualnie polskojęzycznych znajomych). Po jakimś czasie pewnie i tak zauważysz, że w domu dzieci będą miksować, albo skłaniać się ku odpowiedzi po angielsku, bo to w tym języku będą myśleć.

    • O, to, to! Właśnie o to mi chodziło. Jasne, miks będzie naturalny (bardziej niż kiedy ja to robię, a przyznaję że mi się zdarza :))

  • Ola

    Ja sie o angielski syna nie martwie. Za co coraz bardziej martwie sie o jezyk polski. Ktory moj trzylatek rozumie w kazdym szczegole, ale gadac w nim za bardzo nie chce. Mimo ze w domu rozmawiamy tylko po polsku, i miedzy soba i do niego, czytamy polskie ksiazeczki itp.
    Angielska telewizja, przedszkole, nasze komunikowanie sie poza domem z anglikami – i widze ze bedzie problem z polskim. Mimo ze mi bardzo zalezy zeby mlody po polsku mowil, i mam nadzieje ze nam sie to uda osiagnac.
    Takze nie przejmowalabym sie angielskim. Zlapie go od tubylcow tak szybko, ze bedziecie zdziwieni. Moj przynosi z przedszkola codziennie nowe zwroty, slowa, w ciagu dwoch tygodni zdania zaczal skladac. Poprawnie. Po polsku uzywa pojedynczych slow. A, no i zaczal slodko mieszac: „why mama pił water?” – na przyklad. Ale to podobno przejsciowe 😉

    • O wow, mieszanie języków to będzie dla nas szkoła z tego co widzę :).

  • Aleksa

    hallo, my mieszkamy na stale w Dojczladzie, dla mojego meza – od ponad 25 lat tutaj to jezyk prawie jak polski, dla mnie po 7 latach wciaz obcy 🙁 nasza prawie 2-letnia corcia czeka na miejsce w przedszkolu, mowimy tylko po polsku w domu, doswiadczenie nasze jest zerowe – poki co – ale obserwujemy innych i sluchamy, bo widac dookola, ze roznie to w D bywa, emigracja troche tu inna iz w UK i wielu wstydzi sie j. polskiego i dzieci tez sie na pewnym etapie wstydza mowic po polsku, my chcemy oczywiscie, zeby dziecko znalo biegle w mowie i pismie j. polski – zobaczymy… w przedszkolu pani, ktora przyjmowala nasze zgloszenie i z ktora milo sie o dzieciach gawedzilo, doradzala nam (zaznajomiona z podobnymi przypadkami) zeby jeden z rodzicow rozmawial z dzieckiem po polsku, zawsze i wszedzie, i konsekwentnie, a drugi po niemiecku – jeden rodzic jeden jezyk. i ze to podobno dziala jak automat, (dziecko automatycznie rozmawia z jednym po polsku, odwraca sie i z drugim po niemiecku i co ciekawe nie myli mu sie to – podobno), a przed poslaniem malego dziecka do przedszkola nie trzeba go specjalnie uczyc jezyka, naturalnie, w srodowisku, samo sie nauczy, znaczy sie nie tak samo 🙂 ale bez problemow, jednakze z polskim trzeba byc konsekwetnym, bo to jezyk trudniejszy i jak automatycznie i naturalnie sie go nie nauczy, to potem bedac starsze juz sie nie nauczy, bo nie bedzie mu sie chcialo – hmmm, ciekawe, zobaczymy… pozdrawiam i dzieki za ciekawe przemyslenia

  • Solhem

    Ja miszkam w Szwecji tu urodziłam córkę i od początku położne a później przedszkolaki mówiły ze aby mówiła dobrze po szwedzku musi nauczyć się mówić poprawnie w swoim ojczystym języku a ten drugi sam jej wejdzie do głowy i faktycznie do 3 roku życia nie mówiła ani słowa po szwedzku a później z dnia na dzień zaczęła mówić . W wielu rodzinach polskich zaopserwowalam ze dzieci w wieku szkolnym chętnie rezygnują z ojczystego języka a wielu rodziców widząc to kozysta z okazji do podszkolenia swojego drugiego języka i kończy się tym że później jest ciężko namówić np. nastolatka żeby mówił w domu po polsku i dzieci nie używając go zapominają i w dorosłym życiu kaleczą język polski.

  • Mała Mi

    Czytam sporo na temat bi- i multilingualizmu i opinie ekspertów są zgodne: do dzieci powinno się mowić w ojczystym języku. Dlatego mowię do mojego synka po polsku, a mój mąż po hiszpańsku. Z mężem rozmawiam po hiszpańsku, wiec jak jesteśmy we trojke to czasem tez powiem cos do synka po hiszpańsku, ale staram się tego nie robić. Czytam synkowi tylko polskie książeczki, słuchamy polskich piosenek i słuchowisk. Telewizji na razie nie oglada (ma 17 miesięcy, chcemy poczekać az skończy conajmniej 2 lata), ale bedziemy mu puszczać polskie i hiszpańskie bajki. Maz czyta po hiszpansku, włącza hiszpańskie piosenki. Mieszkamy w UK, więc Mały nauczy się angielskiego w przedszkolu. Na razie słyszy go na zajęciach („playgroups”). Zupełnie nie martwi mnie to jak nauczy się angielskiego. Obawy mam co do polskiego i hiszpańskiego, bo z czasem jego kontakt z tymi językami będą coraz mniejsze (pójdzie do przedszkola, szkoły i przez prawie cały czas bedzie mowić po angielsku).

    • Super, bardzo dziękuję za ten komentarz! I od razu napiszę, że zazdroszczę znajomości hiszpańskiego. Mam nadzieję, że kiedyś się w końcu zbiorę i nauczę czegoś więcej niż zamawiania piwa w knajpie :v