DZIECKO

Czy da się wychować dziecko na wsi?

dziecko na wsi

dziecko na wsi.
Jeszcze kilka lat temu powiedziałabym, że po pierwsze nigdy nie będę mieszkać na wsi, a po drugie wychowywać tam dziecka. Dziś cieszę się, że jest inaczej. Chociaż….czy aby na pewno?
.
Zacznę od plusów, bo tych jest chyba więcej. Przede wszystkim to, co cenimy sobie całą rodziną – świeże powietrze. Wychowani we Wrocławiu, wiemy co oznacza chłonąć klimat miasta. Krótko mówiąc: spaliny, pot i łzy. Zwłaszcza, jeśli skorzystamy z komunikacji miejskiej.
Prawdą jest, że za miastem się tęskni. Czasami brakuje tłoku, hałasu, zgiełku codziennego dnia. Na szczęście miasto nie jest na końcu świata i gdy już mamy dosyć tego o czym za chwilę napiszę, nic straconego. Tymczasem Antek na codzień korzysta z dobrodziejstw wsi. Jakich? Powietrze. A pardon, to już wymieniłam. Ale niech będzie raz jeszcze, bo to istotne. Powietrze, którym można oddychać pełną piersią. Zieleń, po której dokładnie widać porę roku. Wbrew temu co mówią, u nas wciąż widać wszystkie cztery. Piękne, klimatyczne miejsca, zabytki. Bo to wieś nie byle jaka tylko nasza.
.
dziecko na wsi.
Antoś wie jak pieje kogut – nie z elektronicznej plastikowej zabawki (chociaż to też). Codziennie podczas spaceru może oglądać kury, krowy i konie. Dziecko na wsi zobaczy jak warzywa powoli rosną na grządkach, a nie sklepowych półkach. Już kiedyś słyszałam, że brokuł jest ze sklepu a mleko z kartonu. I to nie jest wina tego, że dzieciaki wychowują się w miastach tylko wina rodziców, którzy nie potrafią nauczyć takich podstaw..
.
Nikt nas tu nie pogania, nikt nam nie wierci nad głową ani nie leje żony piętro niżej. Jesteśmy u siebie.
..
Ale żeby nie było tak kolorowo jak na zdjęciach. Wieś potrafi zaleźć za skórę i być solą w oku. Kamienną. Gruboziarnistą. Bo świetnie, że możemy iść na spacer gdzie nas oczy poniosą. Szkoda, że nie ma którędy iść. Gmina jest bogata, zainwestowała mnóstwo kasy w kanalizację (thanks God) ale na chodnik nie wystarczyło. Na dróżkę w parku też nie. I na naprawienie dziur w drodze. I tu mnie właśnie uwiera. Tu boli.
Oczywiście dziecku to nie przeszkadza. Sucho, najedzone, mama w zasięgu ręki i wygodny wózek. Najwyraźniej matka ma zły humor i się czepia. Może to dorośli wynajdują sobie problemy? Może to zupełnie normalne, że spaceruję dwie godziny szlakiem studzienek kanalizacyjnych czyli asfaltową drogą umykając do rowu przed autobusem (o ile wybiorę tą bardziej uczęszczaną)? O przepraszam, poniosło mnie z tym autobusem. W końcu jeździ tylko raz na dobę i nie tam gdzie potrzebujemy.
.
dziecko na wsi.
Cieszę się, że jesteśmy na wsi i wychowujemy dziecko na wsi. Szkoda, że wciąż ma się w tyle (chciałam napisać ‘w dupie’, uwierzcie!) co młodzi ludzie mają do powiedzenia, czego potrzebują, w jakim kierunku rozwinęliby miejsce, w którym chcą wychowywać swoje dzieci. Uwielbiam ten spokój, ciszę. Coś czuję, że to cisza przed burzą.
.