EMIGRACJA

Ciąża, poród, macierzyństwo. Polska vs Anglia.


Wydawać by się mogło, że ciąża, poród i macierzyństwo jako takie powinny wyglądać bardzo podobnie bez względu na szerokość geograficzną. W końcu biologicznie nie będzie różnicy, czy znajdujemy się na Biegunie Północnym czy w Republice Południowej Afryki. Teoretycznie.

W praktyce jest odrobinkę inaczej. Nawet się cieszę, że mogę porównywać bazując nie na opracowaniach obcych ludzi, ale na własnym doświadczeniu. W tym poście znajdziecie krótkie porównanie kilku zagadnień ciążowo – porodowo – macierzyńskich. To pierwszy, ale na pewno nie ostatni post porównawczy, wszak doświadczenie zdobywam każdego dnia :). Niektóre z opisanych rzeczy przede mną, ale lubię być doinformowana.

CIĄŻA

Prowadzenie ciąży.

Pierwsza i podstawowa różnica. W Polsce ciążę prowadzi lekarz ginekolog, wizyty odbywają się przynajmniej raz w miesiącu. Każda wizyta to badanie ginekologiczne, skierowanie na testy w laboratorium, omówienie wyników poprzednich badań. Najczęściej pierwsza wizyta odbywa się niedługo po tym, jak zobaczymy pozytywny wynik testu ciążowego. Trzeba też potwierdzić ciążę przed 10 tygodniem, żeby otrzymać becikowe. Do lekarza rejestrujemy się same, a USG wykonywane jest podczas wizyty.

W Anglii ciąża do 12 tygodnia mogłaby nie istnieć. Owszem, zdarzają się przypadki, że szpitale przyjmują pacjentki np.z plamieniem w 8 czy 10 tygodniu, ale nie liczcie na Duphaston czy Luteinę. Anglicy uznają selekcję naturalną. Niestety. Całą ciążę prowadzi położna i jeśli nic złego się nie dzieje, lekarza można nie oglądać do samego końca. Pierwsza wizyta najczęściej odbywa się w 11-12 tygodniu, a niedługo po niej otrzymujemy wezwanie na pierwsze USG prenatalne. Położna w czasie spotkań słucha serca dziecka za pomocą dopplera, mierzy brzuch, pobiera krew i mocz do analizy. W dużej mierze polegamy na czyjejś sumienności, bo wystarczy że położna zapomni zgłosić do szpitala potrzebę wykonania USG, albo przychodnia nie wyśle listu dotyczącego spotkania z położną i klops gotowy. Trzeba wszystkiego bardzo pilnować. Jeśli ciąża nie przebiega książkowo, oprócz standardowych spotkań z położną, mamy kilka spotkań w szpitalu z lekarzem ginekologiem, tak zwanym asystentem. Część formalności leży wtedy po jego stronie np. omawianie i umawianie się na cesarskie cięcie.

Badania.

W Polsce pierwsze badania zleca lekarz już podczas wizyty, na której zostanie potwierdzona ciąża. W Anglii podobnie, tylko trochę później. Krew i mocz pobiera położna podczas pierwszego spotkania. Może się zdarzyć (jak w moim wypadku, mam szczęście), że trafimy na położną z wielką, końską igłą i brakiem umiejętności. W związku z tym krew pobrano mi w szpitalu. Musiałam szukać osoby z uprawnieniami do pobierania krwi z dłoni, większość tych uprawnień nie miała, za to w prezencie dostałam sto siniaków 🙂 i udoskonaliłam umiejętność zwracania uwagi, że do pobierania krwi należy założyć jednorazowe rękawiczki.

Jeśli chodzi o same badania, porównywałam moje polskie z poprzedniej ciąży do obecnych i jedyną różnicą jest brak badania na toxoplazmozę w Anglii, acz wydaje mi się że jeśli poproszę i powiem, że nie mam przeciwciał, nie będzie z nim żadnego problemu. Nie każda ciężarna ma wykonywany test obciążenia glukozą. Prawda jest taka, że wiele zależy od położnej, na którą trafimy. Moja nie ma żadnego problemu z wypisywaniem skierowań i konsultacji.

USG.

Jedna z większych bolączek Polek rodzących w Anglii. W Polsce miałam wykonywane USG podczas każdej wizyty. Na NFZ, choć tak naprawdę Narodowy Fundusz Zdrowia przewiduje trzy badania ultrasonografem. Przed każdym przebierałam nogami, nie mogłam się doczekać żeby sprawdzić czy wszystko jest OK. Angielski NHS przewidział tych badań aż dwa – pierwsze usg prenatalne między 11 a 14 tygodniem i drugie około 20 tygodnia ciąży. Niektóre szpitale w standardzie mają trzy skany. Oczywiście, jeśli dochodzi do jakichkolwiek komplikacji, USG wykonywane jest znacznie częściej, nawet…co tydzień, kiedy zagrożone jest życie dziecka lub matki. Rozwiązaniem dla nerwusów (jak ja) jest zakup domowego dopplera i słuchanie serca co kilka dni lub prywatne wizyty. To nieprawda, że w Anglii nigdy nie wykonuje się usg przed ukończeniem 12 tygodnia ciąży (czego jestem najlepszym przykładem).

Tak naprawdę zdania są podzielone, jednym bardziej odpowiada polski system, innym angielski. Póki co nie narzekam na opiekę, a jeśli coś mnie martwi korzystam z prywatnej przychodni.

Płeć.

O tym, że będziemy mieć syna dowiedziałam się w Polsce w 13 tygodniu ciąży. W Anglii standardowo płeć określa się na USG połówkowym. Chyba, że dziecko się nie pokaże, wtedy niespodzianka albo powtórka za kilka tygodni ;). Zresztą, tak czy siak ponoć pewności nigdy nie ma :D.

Wolność wyboru.

Nie wiedziałam, jak inaczej nazwać ten punkt. W Anglii aborcja jest legalna. Może by mnie to tak nie dziwiło, nie odrażało, ale ona jest legalna do 24 tygodnia ciąży! Do tego też tygodnia lekarze raczej nie angażują się w podtrzymywanie ciąży, choć nie jest to regułą. Ciężko mi to nawet nazwać aborcją. W 24 tygodniu dziecko waży już około pół kilograma i ma ponad 20 cm długości. W Polsce są trzy przypadki, kiedy aborcja jest legalna. Po pierwsze kiedy istnieje uzasadnione podejrzenie, że ciąża jest wynikiem gwałtu (możliwość usunięcia ciąży do 12 tygodnia), po drugie jeśli istnieje duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu lub nieuleczalnej choroby zagrażającej życiu dziecka (do momentu osiągnięcia zdolności do samodzielnego przeżycia poza organizmem matki) i po trzecie jeśli życie lub zdrowie kobiety ciężarnej jest zagrożone (niezależnie od wieku płodu). Poza trzema wymienionymi, aborcja w Polsce jest nielegalna.

Szczepienia.

Od dwóch lat Anglia oferuje ciężarnym szczepienie. Wykonywane między 28, a 36 tygodniem ciąży. Szczepienie ma chronić kobietę i dziecko przed krztuścem. Rzadko kiedy położna lub lekarz informują, że nie jest to szczepienie jedynie na krztusiec, ale 4w1. Dodatkowo informacje zawarte w ulotce mówią, ze nie jest ono zalecane dla kobiet w ciąży i karmiących piersią. Szczepienie nie jest obowiązkowe.

PORÓD

Obecność osoby towarzyszącej.

O ile w Polsce obecność partera, douli czy innej bliskiej osoby podczas porodu naturalnego albo siłami natury, jest już niemal wszędzie praktykowana, tak w trakcie cesarskiego cięcia tę możliwość mają rodzące w prywatnych klinikach albo mające dobre chody u ordynatora szpitala. Osobiście nie znam żadnej kobiety, której podczas cc w Polsce towarzyszyłby mąż. W Anglii, jeśli cc nie jest wykonywane na cito, gdy o życiu dziecka albo mamy mają zadecydować minuty, obecność męża na sali operacyjnej jest akceptowana i normalna. Można także robić foty, o ile małżonek wcześniej nie zemdleje.

Dostępne znieczulenia.

Przyznaję bez bicia, że nie jestem w tym temacie ekspertem. Jeśli nie ma jeszcze pełnego rozwarcia, można dostać epidural (zdaje się, że zarówno w Polsce, jak i Anglii). Dla lekkiego haju gaz rozweselający. Na pewno znieczulenia w kręgosłup nie dostaniemy podczas porodu w wodzie i porodu naturalnego po cesarskim cięciu. Przy cesarce najczęściej znieczulenie zewnątrzoponowe.

Praktyki okołoporodowe.

Niestety, w Anglii wciąż w wielu przypadkach stosowane są kleszcze i próżnociąg. Znacznie częściej niż w Polsce, gdzie od tych metod się odchodzi. Z kolei w Polsce niemal każda pierworódka jest nacinana podczas porodu. W Anglii dzieje się tak w uzasadnionych przypadkach, za zgodą rodzącej.

Po terminie najczęściej położna oferuje 😉 masaż szyjki macicy. Oprócz tego w Anglii stosuje się specjalne tampony mające wypędzić lokatora z bezpiecznego mieszkania u mamy i oczywiście syntetyczna oksytocyna. W przypadku kobiet po cc nie stosuje się metod farmakologicznych. Możliwy jest jednak wspomniany masaż lub cewnik Foley’a,

Nie ma tu problemu z porodem domowym i nie jest on uznawany za dziwactwo (mam wrażenie, że w PL wciąż trochę tak to wygląda). Przed pierwszym spotkaniem z położną wypełniałam kartę z podstawowymi danymi: ilość dzieci, porodów, poronień, data urodzenia i…wybór miejsca porodu z opcją porodu domowego.

Po porodzie w Anglii mama z dzieckiem nie są rozdzielane. Niezależnie od tego czy był to poród cc czy sn. Oczywiście na czas toalety etc. wzywamy na pomoc położną. Jestem ciekawa jak to będzie wyglądało w moim przypadku. Jak już wspominałam, po cesarce widziałam syna minutę, a potem 16h nie, dopóki mąż go nie przyprowadził. Położne były zajęte czym innym ;).

Noworodki w UK nie są szczepione, szczepienia nie są obowiązkowe. O każdym szczepieniu może zadecydować rodzic.

Wolność wyboru.

W Polsce pierwsza cesarka jest często wskazaniem do kolejnej. Poza tym za cc „na życzenie” wiele kobiet…płaci. I ma. W Anglii się tego nie praktykuje, ale choć „na życzenie” brzmi nie do końca adekwatnie, jeśli ciężarna naprawdę się uprze, odbędzie rozmowy z konsultantem-ginekologiem w szpitalu, ma jakiekolwiek podstawy do wykonania cesarskiego cięcia, nikt do porodu sn jej nie zmusi.

Pobyt w szpitalu.

Polacy komentujący wyjście ze szpitala księżnej Kate rozbawili mnie do łez. Teksty, że na pewno urodziła przynajmniej dzień wcześniej, bo po porodzie nie wychodzi się tak szybko ze szpitala. Owszem, w Polsce się nie wychodzi. NFZ płaci za pacjenta, jeśli ten spędzi w placówce 3 doby. W UK minimalny czas od porodu bez komplikacji i znieczulenia do wyjścia ze szpitala, jeśli stan matki i dziecka na to pozwala, wynosi 6 godzin. Może być również 12 albo 24 godziny. Jeśli boimy się wyjść, coś nas niepokoi – można zostać. Minimalny czas po cesarskim cięciu to 24h lub więcej. Prawdą jest, że dużo szybciej dochodzimy do siebie we własnym domu i w swoim rytmie. Dlatego jeśli pobyt w szpitalu nie jest konieczny – lepiej być na swoim.

Pomoc laktacyjna.

W Polsce jej nie otrzymałam, ale radziłam sobie dość dobrze więc i szczególnie o tę pomoc nie zabiegałam. Wiem, że wygląda różnie, w zależności od tego, gdzie rodzimy i na jaką zmianę położnych trafimy. Jestem ciekawa czy i jakie zainteresowanie oraz pomoc w karmieniu naturalnym otrzymam tutaj.

MACIERZYŃSTWO

Napiszę o nim za jakiś czas. Oprócz hartowania noworodków na salach poporodowych, nałogowego palenia papierosów przez kobiety ciężarne (i te zaraz po porodzie w szpitalnych kiblach) oraz odrobinę innego podejścia do chorób wieku dziecięcego, nic nie przychodzi mi do głowy. Na pewno to się zmieni, kiedy odbędę kilka rozmów z moją health visitor :D.

Może napiszecie co byście wprowadziły do polskich szpitali, a co kompletnie Wam się nie podoba? Wśród Polek mających za sobą porody w Polsce i Anglii, znajduję jedynie odsetek tych, które wolą rodzić w ojczyźnie. Niewielki odsetek świadczący o tym, że chociaż służbie zdrowia w Anglii daleko do doskonałości, a ciężarna mimo nadbagażu często ma pod górkę, jest to miejsce, w którym opieka okołoporodowa wygląda lepiej niż w Polsce. A czy tak jest naprawdę, czy to tylko opowieści o Czerwonym Kapturku, muszę przekonać się sama.

FOTO


  • Drop

    No to widzę, że traktowanie ciąży do 12 tygodnia jak „nieciąży” nadal aktualne. Przy dzisiejszych problemach z płodnością ja dziękuję za taką selekcję naturalną 🙁

    A z tym rozdzielaniem dziecka i matki po porodzie, to ja (przynajmniej wśród okolicznych znajomych) naprawdę już nie spotykam się z takimi przypadkami. Nawet po cc, kiedy mama w pierwszej chwili nie ma jak przytulić dziecka, maluszka na kangurowanie może przejąć tata. Później położna na prośbę mamy oczywiście może zabrać dziecko na jakiś czas, ale odniosłam wrażenie, że starają się takie sytuacje skracać do minimum i jak tylko się da, odwożą dzieciaczki z powrotem do sali. Tak było u nas 🙂

    Dla mnie najgorszym problemem, czy raczej niedogodnością związaną z rodzeniem w Polsce jest nadal średnia dostępność znieczulenia. Szpitale często zapewniają, że jak najbardziej można korzystać, że za darmo i w ogóle, ale realia są takie, że jeżeli anestezjolog akurat uczestniczy w operacji na zupełnie innym oddziale, to znieczulenie – owszem – może podać, ale za godzinę, czy dwie, kiedy niejednokrotnie jest „po ptokach”.

    PS Ja też poznałam płeć jakoś w 12-13 tygodniu 🙂 A jeśli dane nam będzie mieć kolejnego maluszka, tak sobie ostatnio myślałam, że chyba tym razem chciałabym mieć niespodziankę 🙂

    • Bez bicia przyznaję, że znieczulenia nie chciałam i nie będę chciała (teraz nawet nie mam takiej możliwości) więc ten problem jakby mnie nie dotyczył. Podejrzewam, że w Anglii też można się spóźnić i dlatego porody kończą się kleszczami (wśród znajomych mi mam w UK, te kleszcze to jakieś 30% przypadków!).

      Rodziłam nie tak dawno, dwa lata temu na oblężonej porodówce. Położono mnie na oddziale septycznym, czyli takim gdzie leczone są choroby zakaźne i ani ja ani dziecko nie powinniśmy tam przebywać :(. Zaraz po porodzie położna wiozła malucha i zapytała męża „chce pan zobaczyć”? Dla nas masakra :(.

      Jeśli mamy świadomość jak wygląda opieka nad ciężarną w Anglii, jest trochę łatwiej. Wolałam nie obudzić się z ręką w nocniku i po prostu skorzystałam z prywatnej polskiej przychodni, gdzie wiedziałam że w razie czego lekarz przepisze mi odpowiednie leki. Na szczęście jakoś się obyło, ale przyznaję że listek Duphastonu przysłała mi koleżanka „na wszelki wypadek”.

      PS. Wstępnie już wiem co będzie, ale czekam czy na połówkowym się potwierdzi. Niespodzianki nie dla mnie, bo pewnie bym się nastawiła na którąś z opcji :D.

    • minimaliv

      W czołowym szpitalu w Warszawie lekarz sprzedał znieczulenie mojej dobrej koleżance. Jeszcze na porodówce żądał kasy. A dziewczyna wiła się z bólu, bo i tak wszystko czuła. Takie zajebiste znieczulenia w Polsce mają… Nie wyobrażam sobie rodzić tutaj państwowo. Tylko prywatna klinika.

      • No to jest masakra. Podobnie jest z oksytocyną, jak mnie poinformował ginekolog w PL jest sprowadzana z tańszego źródła niż „na Zachodzie” i dużo mniej skuteczna.

      • Drop

        No widzisz, a jednak można mieć dobre wspomnienia z porodu w Polsce, w państwowym szpitalu, bez znajomości i bez płacenia na boku za cokolwiek. Można trafić na anestezjolog, która trzyma za rękę, na bieżąco relacjonuje co się z tobą dzieje i dodaje otuchy. No ale co ja się będę produkować, jakieś mity opowiadam przecież.

        • Dlaczego gorszej? Chyba jestem nie w temacie :D.

          • Drop

            Ania, dobrze rozkminiam, że to pytanie do komentarza Oli? 😉

  • minimaliv

    Nie dopisałaś, że w Polsce tnie się kobiety, jak krowy, bez pytania. Nie dopisałaś, że takie rany goją się dłużej, niż po naturalnym pęknięciu. Nie dopisałaś, że w Polsce dokarmia się dzieci bez pytania. Nie dopisałaś, że w Polsce szczepi się dzieci bez pytania. Nie dopisałaś, że w Polsce w tych przypadkach, w których można usuwać ciążę, to można to robić podobnie do 22, czy 24 tygodnia. Nie dopisałaś, że w Polsce „rodzić po ludzku” to mit.

    Marzę, by wszystkie moje przyszłe (jak Bóg da ;)) dzieci urodzić w Anglii. To było najpiękniejsze przeżycie w moim życiu. Ludzie, miejsce, jedzenie, opieka, znieczulenie. Coś pięknego!!!

    • Pamięć ciążowa bywa zawodna. A tak poważnie: o dokarmianiu pisałam ostatnio (Karmienie piersią – historia prawdziwa.), o nieludzkim porodzie w Polsce też (Rodzić po ludzku? Brzmi jak żart!).

      Ze szczepieniami i nacinaniem masz rację, zaraz to uzupełnię. Żeby nie było tak kolorowo, obecnie w Anglii szczepi się większość ciężarnych między 28 a 36 tygodniem ciąży wmawiając, że to szczepienie na krztusiec a nie 4w1. Nie jest obowiązkowe – fakt, ale położna nie ukrywa że musi namawiać. Oczywiście w ulotce jak wół stoi, że nie zaleca się stosowania w ciąży.

      Aborcja w Polsce oprócztrzech przypadków (i w każdym z nich wiek płodu jest inny) jest nielegalna. Dla mnie możliwość zadecydowania o usunięciu ciąży tak późno jest szokująca, niezależnie od kraju.

      Mam nadzieję, że moje wspomnienia będą równie miłe jak Twoje :). Wydaje mi się, że jestem na dobrej drodze. Oby!

    • Ale kto histeryzuje? Bo nie rozumiem. Z tego tekstu jasno wynika, gdzie jest większe prawdopodobienstwo ludzkiego, normalnego porodu.

      Nie, nie zaszczepie się, ale nie lubię być wprowadzana w błąd. Nie będę chwalić tego, co jest nie fajne, to chyba jasne.

      • Ola

        Mysle ze minimaliv nie odniosla sie do Twojego postu, raczej do przykrej tendencji. Bo istnieje cos takiego, ze lekarze tu sa oceniani jako pionki umiejace przepisac tylko paracetamol, ciezarna jest zdana tylko na siebie, a jak urodzi bez komplikacji to cud no bo przeca zaden lekarz jej nie widzial. Mysle, ze takie podejscie wynika glownie z nieznajomosci jezyka, nieumiejetnosci zaakceptowania innosci. I ze inne nie oznacza gorsze, po prostu jest inne.
        Ja rodzilam tylko w uk, kolezanki w pl lapaly sie za glowe, ze na co ja skazuje siebie i dziecko, ze regularnie ginekolog, ze badania, ze czeste scany. Tylko… jesli ciaza przebiega bez komplikacji, to po prostu nie jest konieczne. Tez znam przypadki pan ze „urodze w pl albo wcale” 😉
        Za to te same kolezanki zazdroscily mi porodu, od obfitej pielegniarki tulacej mnie do lona podczas znieczulenia, do jednoosobowej sali z lazienka, pieciu rodzajach mm w jednorazowych butelkach na skiniecie, calodobowej opieki na dzwoneczek na skiniecie, podtykania mi wiatraczka bo moze za cieplo, upewniania sie ze maz mnie dozywia skoro nie chce jedzenia szpitalnego. Psycholog przyszla spytac czy jem, czy moze musze porozmawiac czemu jesc nie chce 😉
        Podkreslam, ze pisze o swojej bezproblemowej ciazy, i skupiam sie raczej na opiece po.
        Dodam jeszcze, ze polskie przychodnie w uk robia zloty biznes. Drogo wolaja za ta pewnosc ze ludzie sa w najlepszych rekach i uciekaja spod kosy niedouczonym angielskim lekarzom. Maly sarkazm na koniec 😉

        • Chyba masz rację z językiem, bo nieraz naprawdę można o jakieś badanie poprosić, podpytac, powiedzieć o obawach a nawet zmienić położną lub lekarza jeśli nasze interesy są rozbiezne.

          Miło mi czytać, że miałaś dobrą opiekę, takie komentarze napawają mnie optymizmem :).

  • U nas tak było :(. Dokarmienie na dodatek na moich oczach jak wracałam z toalety, piękne.

  • figa

    Ja rodziłam tylko w UK, więc się wypowiem na ten temat. Prowadzenie ciąży duży minus; poród opieka, szpital w czasie porodu na plus. Choć i tutaj dużo zależy od położnej. Miałam podejrzenie stanu przedrzucawkowego i bardzo, ale to bardzo brakowało mi opieki lekarza, jednego, mojego lekarza. Byłam do końca prowadzona przez położną,a jeśli miałam problemy z nadciśnieniem (jeden z objawów stanu p.rz.) byłam wysyłana na dyżur do szpitala oddalonego o kilkanaście mil… I o moim losie decydował lekarz, który akurat był na dyżurze. Kto była na takim dyżurze (tzw.triage) wie o czym piszę. Czekanie na przyjęcie – mój rekord 3 godziny. Potem standardowo badania mocz, krew, ciśnienie. Pamiętam asystentkę, która pobierała próbki w jednych i tych samych rękawiczkach.
    Sytuacja ta trwała ok. 5 tygodni. Po każdej wizycie u położnej lądowałam na dyżurze. Bardzo, bardzo to wszystko przeżyłam. Tym bardziej, że pracowałam do 33 tygodnia.

    Podsumowując mój przypadek. Miotałam się – między położną, która każdą wizytę zakończoną wysłaniem mnie na dyżur, kończyła stwierdzeniem cyt: „teraz to już na pewno będą wywoływać poród” – a lekarzami w szpitalu, z których żaden nie potrafił/ nie chciał/nie widział potrzeby indukowania przed terminem. Potrzebowałam opieki jednego lekarza, z lekarzem chciałabym się spotykać regularnie, żeby chociaż leki mieć przepisane od ręki… Wiem, że ich fundusz oszczędza w ten sposób. Specjaliści są bardzo drodzy i dostać się w jakiejkolwiek sprawie – jest ciężko.

    Ponad to, żyję w hrabstwie, w którym NHS (ichniejszy NFZ) nie powiadamia o płci dziecka. Miałam niespodziankę. Prywatnie badanie, na które jeżdżą dziewczyny, które chcą znać płeć, kosztuje ok.100 funtów.
    Dodam, że nie mam problemów z komunikacją w języku angielskim…

    Natomiast sam poród (wywoływany), salę porodową, opiekę położnej itd. To na duży plus. Duża, jednoosobowa sala porodowa z łazienką. Mój partner był ze mną cały czas. Znieczulenia (epidural) nie dostałam, bo stwierdzono, że jest za późno. Lekarz pojawił się w ostatniej fazie porodu, na kilka minut. Miałam szczęście, że byłam jedyną rodzącą na całym oddziale tamtej nocy… Zostałyśmy wypisane ze szpitala niecałe 15 godzin po porodzie.

    Co do szczepień, nie są obowiązkowe, ale dość mocno namawiają. W czasie ciąży: przeciw krztuścowi (dla dziecka) i przeciw grypie w sezonie. Podobnie z przyjęciem witaminy K po urodzeniu.

    • Nas na szczepienia nikt nie namawia, ale już się przekonałam że wiele zależy od rejonu, w jakim mieszkamy, od tego na jaką położną trafimy.

      O szczepieniach na krztusiec napisałam w tekście.

  • Nie napisałam, że kłamie tylko wprowadza w błąd, bo nie podaje wszystkich informacji ;).

  • Ali

    Mam kolezanke ktora w UK urodzila dwojke dzieci – w panstwowym szpitalu,oba porody naturalne. I tak jak piszesz – do 12 tyg nikt w ogole nie chcial sie nia zajmowac, potem widziala tylko polazna – lekarza ani razu. USG w obu przypadkach miala tylko 2. Po pierwszym porodzie wypisali ja ze szpitala po 6 godzinach, Przy drugim chcieli ja wyslac juz po 2 godz!!! Ale sie nie dala i zostala 6 😉 Pomocy laktacyjnej nie otrzymala zadnej, nikt tez nie pojawial sie u niej w domu – zadnych wizyt poloznej itp. Przy pierwszym dziecku byl to dla niej koszmar – zwlaszcza ze oprocz meza nie miala tam zadnej rodziny ani znajomych. Ja sobie tego w ogole nie wyobrazam.

    I troche w temacie cc w Polsce – moja przyjaciolka rodzila 3 razy w szpitalu w Wawie za kazdym razem przez cc i za kazdym razem maz byl przy niej – tak wiec sie da 🙂

    • Dobra wiadomość dla tych, co chcą żeby mąż był przy cc 🙂 my takiej możliwości nie mieliśmy. W sumie nawet nie zdążyłam się pożegnać.

      Przykre, że koleżanka miała mało opieki, ale z drugiej strony jej ciąże pewnie przebiegały bez problemów, bo gdyby się coś działo na pewno widziałaby i lekarza i usg częściej niż 2 razy. No i pytanie czy upomniała się, żeby położna przyjechała po porodzie? Niestety wiele zależy od miejsca, w którym mieszkamy i czasem trzeba samemu zadbać o swój tyłek :).

      • Ola

        No wlasnie, warto podkreslac to Upominanie sie. Grzecznie, lecz bardzo stanowczo (na poczatku byl lekki opor bo po co mi to) poprosilam o lekarza, dwoch kolejnych konsultantow w sprawie cc, oraz wizyty w szpitalu na okulistyce lacznie z zakraplaniem do oczu bo nie ufalam „ulicznym” okulistom. Fakt, na poczatku poblazanie, ale jesli sie jest nieustepliwym to dadza skierowanie gdzie sobie zyczysz. Moze dla swietego spokoju, moze zeby nie denerwowac przyszlej mamy – nie wiem i szczerze malo mnie to obchodzi. Ale w ogolnym rozrachunku brali moje sugestie pod uwage. Z czystej ciekawosci zaluje ze nie poprosilam o badanie przez gina, ale mysle ze jakbym sie uparla to by mnie skierowali. Moze nastepnym razem 😉
        Polozna bywala regularnie, plus za dnia pod telefonem. Mowila zeby zwonic jak cokolwiek, ze nie ma zbyt blahej sprawy jesli chodzi o malenstwo. Czulam sie bezpiecznie.
        Czego wszystkim przyszlym mamusiom zycze 🙂
        Aha, ja z north west, czyli tej „gorszej” czesci Anglii, a takie mile wspomnienia 🙂

    • minimaliv

      To dziwne, bo niezgodne z prawem – że nie było u niej położnej. Naprawdę ciężko mi w to uwierzyć, ale nie mam podstaw, żeby nie wierzyć, więc tylko się dziwię 😉

      • Ali

        byc moze bylo to z niewiedzy – nie znam szczegolow, przytaczam tylko to co mi opowiadala 🙂 Mieszka w Londynie i z tego co wiem generalnie narzeka na tamtejsza sluzbe zdrowia wiec moze tez od miejsca zalezy? A moze sa tacy ktorzy do lekarzy czy szpitali maja szczescie a inni nie?
        Ja mieszkam na Cyprze i sama doswiadczylam bardzo roznego traktowania przez tutejszych lekarzy zarowno prywatnych jak i panstwowych wiec chyba nic mnie juz nie zdziwi 🙂
        Aczkolwiek po wszystkich opowiesciach mam wrazenie ze cypryjska sluzba zdrowia wydaje sie byc o niebo lepsza niz angielska lub polska :))))

  • kasia a

    Ja moge porownac 2 swoje porody sn w polsce. W obu przypadkach dostalam od razu po kilku minutach dzieci, do domu wyszlam po 2dobach-teraz sxpitalom nie placi sie za ilosc dob, tylko za porod (czyli jak sie da do domu, ale min 48godz).rodzilam w odstepie 4 lat I widze zdecydowana zmiane na plus – a rodzilam w panstwowym szpitalu w miescie sredniej wielkosci. Po tym wpisie – wole Polskę

    • A to ciekawe! Chyba przy porodach sn zazwyczaj od razu dostaje się dzieci, po cc różnie. Masz rację z tymi 48h, trochę mnie poniosło :D.

      Jestem bardzo ciekawa jak będzie przebiegał mój poród i chyba dopiero wtedy ostatecznie ocenię gdzie lepiej :).

      • kasia a

        Pewnie zalezy to od sytuacji.Ze mną na sali lezaly 2dziewczyny po cc i mowily, ze dzieci dostaly na chwile, a potem przyniesiono im je na sale tez na chwile, a jak doszly do siebie, 1 po ok 15 godz a druga po 24 dostaly dzieci na stale. Ja zdążyłam ledwo wejść na swoje lozko a juz mi tez zostawili dziecko, a bezpośrednio po porodzie po 5 min tez juz mi dali dziecko. Powiem szczerze, ze w obu przypadkach wolałabym choc troche ochlonac bez dziecka.

  • A ja Ci bardzo dziękuję za tę dyskusję :* buziak

  • Drop

    Też uwielbiam, dokładnie tak zabrzmiało dla mnie to wymowne ‚O popatrz’. Równie mocno uwielbiam generalizowanie i traktowanie odmiennych głosów w dyskusji jakby nie istniały, bo skoro większość coś mówi to tak jest i już.

  • Właśnie przebrnęłam przez wszystkie komentarze…ufff:) Ja rodziłam w Anglii i jedynym minusem wg mnie jest to, że nie robią USG na krótko przed porodem (bo z tego co się orientuję to w Polsce chyba robią?) i przez to jest wiele przypadków gdzie w ostatniej chwili (po wielu wieluuuu godzinach skurczy) zapada decyzja o cesarskim cięciu, bo nagle się okazuje, że dziecko jest w złej pozycji…mój poród trwał ‚bagatela’ 32 godziny i zakończył się kleszczami bo się okazało, że Mała źle ułożona… Tak czy siak…powodzenia Aniu! x

    • Ja to mam tu jakieś szczęście chyba, zaproponowano mi usg w 36 tygodniu, żeby sprawdzić ułożenie, ilość wód i ogólną kondycję :).

  • Ania UK

    Dziekuje za ten post. Ja jestem w pierwszej ciazy ( UK) wiec nie mam osobistych doswiadczen dotyczacych ciazy w PL, ale porównuje sie przez pryzmat siostry ,która wlasnie urodzila w PL. Tez mam wrazenie ze niestety stawiaja na selekcje naturalna no i rowniez szczepieniem na krztusca bylam zaskoczona bo w PL to szczepienie jest niedozwolone w ciazy z tego co czytalam.

    Pozdrawiam.

    • Tu jest zalecane ze względu na epidemię 2 czy 3 lata temu, ale pomijając że to szczepionka 4w1, to w ulotce jak byk stoi, że nie jest zalecane w ciąży :). Aniu, ile jeszcze zostało do końca? 🙂

  • Osobiście znasz mnie, której podczas cc w Polsce towarzyszył partner, od razu po wyciągnięciu dziecka ze mnie – dali mu je na ręce 😉 Nie musieliśmy dawać za to żadnej łapówy pod stołem. Nie było z tym żadnego problemu.

    • Jak to mówią: wyjątek potwierdza regułę 😉 bo jednak jest to wielka rzadkość.

  • Ladymami Paulina

    Ja swój poród w Polsce wspominam dobrze. Miałam świetną opiekę, życzliwą atmosferę i współczuję tym kobietom, które przeżyły le tą chwilę.

    Zapraszam: http://laydymami.blogspot.com/

  • Kk

    Zgadzam sie z Twoim artykułem w 100 %. Jedna corke rodziłam w Polsce druga w Anglii.
    Dużo lepsza opieka, komfort dla rodzacej mamy. Nie lezysz na porodwoce oddzielona parawanem czy tez sciana z plytek. Masz swoj pokój do dyspozycji wlasna łazienkę z ogromna wanna, piłka.
    Ja jestem bardzo zadowolona z porodu w UK.
    Urodzilam o 14 a do domu wyszlam o 1 w nocy:)