KUCHNIA

Kłamstwa, na które większość konsumentów daje się nabrać. Jesteś jednym z nich?


Nie ma ludzi nieomylnych, a my – konsumenci, na każdym kroku jesteśmy poddawani próbie. Próbują oni – producenci, sprzedawcy, marketingowcy i spece od tego, żeby dużo sprzedać i wiele osób zachęcić. Jak? Na różne sposoby, w tym wpisie poznasz kilka z nich, z którymi na pewno już nie raz się spotkałeś, ale często nadal dajesz się nabrać.

Dlaczego wydaje nam się, że kupując więcej, zapłacimy mniej? Dlaczego kupujemy rzeczy niepotrzebne? Dlaczego nie czytamy, choć podstawowe informacje są zazwyczaj w zasięgu ręki?

W marketingu wszystkie chwyty dozwolone. Na szczęście większość gatunku ludzkiego wyposażona jest w mózg ;), dobrze z niego korzystać także na zakupach. Marketingowe slogany robią nam dobrze na sumienie. Inne zagrywki stosowane są w Polsce, inne w Anglii. Ma to związek z kulturą jedzenia, sposobem robienia zakupów oraz zasobnością portfela.

Kto z Was jest na diecie i kupuje produkty bez cukru? Jest ich pełno, ponieważ wychodzi się z założenia, że bez cukru (tej okropnej białej śmierci!) jest zdrowiej. Bez cukru, bez tłuszczu, bez smaku…

1. Sugar free.

Okej, nie ma cukru i co dalej? Ta informacja znaczy tyle, co nic. Na sam początek radzę zerknąć na etykietę produktu. „Bez cukru” najczęściej równoznaczne jest z wykorzystaniem w procesie produkcji środka słodzącego, np. aspartamu (E591), który w wielu publikacjach opisywany jest jako rakotwórczy, chociaż zdania jak zwykle w takich przypadkach, są podzielone. Zdrowszy od niego jest acesulfam-K (E950), która to substancja nie przechodzi w organizmie tak licznych przemian i jest w 99% wydalana w niezmienionej postaci.

Szukajmy produktów, w których są tylko naturalnie występujące cukry, ewentualnie słodzone ksylitolem lub stewią. Tych dwóch produktów można także używać w domu do napojów i wypieków.

2. Produkt przeznaczony dla dzieci.

Czy wiesz, że gdyby wszystkie produkty były zdrowe, takich napisów nie musiałoby być na żadnym z nich? Czy to, że coś jest przeznaczone dla najmłodszych, oznacza „lepsze, zdrowsze, o dobrze zbilansowanym składzie”? Guzik prawda, niestety. Wystarczy przejrzeć składy jogurtów dla dzieci, w których jest więcej cukru, niż mleka.

Podobnie wszystkie kolorowe napoje (koncentrat, cukier, barwniki, aromaty itd.).

3. Podobne opakowania.

Bywa, że dyskonty oferują zamienniki produktów znanych marek pod inną nazwą, w łudząco podobnym opakowaniu. Bardzo często wyprodukowane przez tę samą firmę i o identycznym składzie, za to z niższą ceną. I to jest super <3 (np. masło orzechowe w Kauflandzie, próbowaliście? Smakuje identycznie jak Nutella 🙂 i tak, wiem, znam skład Nutelli, ale mam swoje słabości 😉 ).

Niestety zdarza się też, że pod tą samą kolorystyką i niemal identyczną czcionką znajdziecie coś niesmacznego, marną imitację. Tak udało mi się naciąć na niedobrą czekoladę, podróbkę znanej marki w fioletowym opakowaniu. Skłaaaady, skłaaaady powinnam napisać o nich piosenkę ;).

4. Zdjęcia na opakowaniu.

Z tym niestety trudno walczyć, bo najczęściej trzeba produkt kupić, żeby się przekonać, że nawet nie leżał obok tego ze zdjęcia (które, nawiasem mówiąc, ktoś wrzucił tam dla jaj). Doskonała metoda na ciastka, co to mogą pomarzyć o czekoladowej posypce z opakowania. Na czekolady z orzechami, w których pomieściły się jedynie ich cząstki. Na pastę do zębów bez widocznych na kartoniku kawałków diamentów ;).

A już najlepszy przykład to chleb wieloziarnisty, z ziarnami albo…tylko nimi posypany. W Anglii niemal w każdym koszyku w Tesco widzę mrożoną pizzę i od razu mi się przypominają te z obrazka, z ciągnącym serem, warzywami i szynką. Naha, po wyjęciu pizzy z opakowania czeka Was zawód miłosny (tych, którzy kochają pizzę oczywiście). Nie ma zmiłuj.

5. Promocjeeeeeeeee.

Jak w Anglii wypycha się produkt ze sklepowej półki? Buy 1 get 1 free albo buy 3 pay for 2. 7 za 6. 2 w cenie 1. Na większości sprzedawanych rzeczy znajdziecie nalepki z informacją, że im więcej kupicie, tym mniej wydacie kasy.  Jak jest w rzeczywistości?

Po pierwsze: zwracaj uwagę na cenę jednostkową, czyli w przeliczeniu na tę samą objętość lub wagę. Cena sera mozarella w Tesco tej samej firmy waha się od 4 do nawet 15 funtów za kilogram w zależności od tego, jakiej wielkości opakowanie chcesz kupić. Bardzo często najbardziej opłacają się opakowania, których byśmy o to nie podejrzewali, czyli te najmniejsze.

Po drugie: nawet jeśli cena jednostkowa przy większym opakowaniu danego produktu jest odrobinę niższa, kupujmy tyle, ile potrzebujemy. Prawdopodobnie i tak zapłacimy wtedy mniej, a do tego nie będziemy wyrzucać produktu, którego nie zdążyliśmy zjeść.

Po trzecie oprócz składu, przy tego typu promocjach należy sprawdzić datę ważności. Krótka data przydatności do spożycia zazwyczaj oznacza tylko jedno: to, co kupiliśmy, zepsuje się zanim wrócimy do domu.

Po czwarte, na zakupy chodzimy z listą. Wielokrotnie o tym wspominałam i uważam za bardzo ważne – zakupy zawsze robię z dokładną listą, którą sporządzam w oparciu o menu na cały tydzień. Oprócz listy istotny element stanowi pełny brzuszek :D. Na głodniaka wydajemy więcej pieniędzy i jest to udowodnione przeze mnie na własnej skórze.

Nie zliczę ile razy nabrałam się na „więcej za mniej” i ile pieniędzy więcej przez to wydałam, ile niepotrzebnych odpadów wyprodukowało nasze gospodarstwo domowe i ile przekleństw w związku z tym wypowiedziały moje piękne usta. Never again! Już się nie dam nabrać. Ty też nie musisz. 

Jeśli spodobał Ci się ten wpis, poleć go znajomym  UDOSTĘPNIJ
Zapraszam do polubienia i obserwowania mojego fp SIMPLYANNA


  • Beata Mr

    Moje pierwsze zakupy w UK ? No wiec zaparło mi dech na stoisku z warzywami i owocami 🙂 Szparagi, świeża fasolka szparagowa i brukselka w środku zimy 🙂 Owoce wszelkiej maści, w tym wariant dla leniwych – obrane i poporcjowane w plastikowych pudełeczkach. Przy okazji zakupów nacięłam się natomiast na cenie czereśni , dzieci na ich widok w styczniu dostały ślinotoku 🙂 Mi jakoś już specjalnie nie smakowały jak zorientowałam się ,że zapłaciłam 9£ za 0,5 kg. Co do zakupów 3 w cenie 2 u mnie akurat się sprawdzają bo jest nas 5 , a z nastolatką w domu lodówka prawie się nie zamyka 🙂

    • Jasne, przy większej rodzinie te promocje są super! Ale kurcze, już nakupiłam ziół (zdążyły się zepsuć zanim je wkroiłam do czegokolwiek), kilka razy nabiał i bardzo kuszące słodcze, zgubne dla mojego tyłka :v.

      Właśnie wszstko jest pakowane w plastik i to mi się nie podoba, napiszę post o odpadach właśnie w tej dziedzinie. Okazało się, że w Anglii produkujemy 4x więcej śmieci niż w Polsce :o.

    • Aaaa w ogóle pierwsze zakupy to trauma do końca życia. Zmęczona między regałami uroniłam kilka łez, nie potrafiąc wybrać mleka ;).

      • Beata Mr

        Pierwsze zakupy trwały z trzy razy dłużej niż normalnie. Jako , że już od dłuższego czasu jestem sama z dziećmi w PL robię większe zakupy spożywcze online, ogromna oszczędność czasu i pieniędzy. Jakoś łatwiej mi zaplanować posiłki na tydzień i cały czas kontroluję wydatki – plus dużo rzadziej coś się marnuje. W UK jest większy wybór sklepów dostarczających zakupy do domu i zamierzam tam z tego również korzystać .

  • Wiem, że to straszne, ale jestem za leniwa, zwłaszcza teraz w ciąży. Obranie jednej pomarańczy dla młodego to już mega wysiłek, a co tu dopiero mówić o robieniu soku i myciu blendera hahaha, to dosoliłam ;).

  • Niestety, ale dajemy się nabrać dosyć często i ja też jestem tego koronnym przykładem. Mamy przeciwko sobie armię tysięcy sprzedawców i marketingowców, których jedynym zadaniem jest tak opakować produkt byśmy dali się nabrać, byśmy kupili marzenia. Ostatnim hitem dla mnie jest ekstrakt drożdżowy zwany też „przemysłowym źródłem glutaminianu sodu”. Producenci przestali zamieszczać na opakowaniach glutaminian, bo ten definitywnie źle się kojarzy, a obecnie powszechnie dodają „ekstrakt drożdżowy” choć to prawie to samo, a brzmi dużo lepiej.

    • O, nie wiedziałam! A czytam składy ;).

      • Nie jesteśmy w stanie za tym wszystkim nadążyć. Producenci zawsze będą ten jeden krok przed nami…

  • ja jakiś czas temu nabrałam się na jajka cztery zboża, właściwie to sama wpuściłam się w maliny, bo pomyślałam, że skoro kury są dobrze karmione to i mieszkają w dobrych warunkach, ale byłam naiwna, jajka okazały się od kur z chowu klatkowego,

    • Ojej, to faktycznie niefajnie :/. My teraz kupujemy jakieś Lions quality, muszę doczytać co to znaczy :D.

  • agata

    Przrownala pani MASLO orzechowe do nutelli? To chyba słabo pani czytała ten skład. Inna zawartość wszystkiego, wygląd, konsystencja smak… no to są dwa różne produkty przecież..