OPINIE

5 absurdów polskiej wsi #2


Stolik na stoliku, na stoliku stolik a na tym stoliku jeszcze jeden stolik. Stolik na nim stoi, na stoliku stolik, a na tym stoliku leży alkoholik. Zamieńmy 100 stolików na sklep, a pod nim? Na wsi zakaz spożywania alkoholu w miejscu publicznym jest przepisem obowiązującym jedynie w miastach.

1. (w zasadzie to nr 6, bo proponuję zapoznać się najpierw z pierwszą częścią tego cyklu) świątek, piątek czy niedziela – browar pije chłopa wiela czyli obowiązkowe, zbiorowe picie piwa pod sklepem.

Kiedyś usłyszałam ciekawe wytłumaczenie skąd na wsi pod sklepem bierze się tyle facetów żłopiących piwsko, zamiast kulturalnie napić się w domu, na kanapie albo w ogródku. Otóż oni wszyscy są tam, bo jeden z nich chciał skosić trawę. Ale coś mu się tam zepsuło, poszedł do sąsiada, potem do kolejnego i cud boski – ostatni z nich zawsze mieszka przy tym sklepie. Skoro już są, to żal nie skorzystać. W ten oto sposób trawniki mają nieskoszone, a sprzedawca w sklepie obraca w zasadzie tylko jednym rodzajem towaru.

DSC_0303_2

2. Fioletowe fartuchy czyli wiejski szyk kur domowych starszego pokolenia.

Sądzę, że to jakieś tajne stowarzyszenie, którego znakiem rozpoznawczym jest fioletowy fartuch. Koniecznie w łączkę (taki kwiatowy wzorek). Należeć do niego mogą osoby, które ukończyły 80 lat, płci żeńskiej. Fioletowe fartuchy to prawdziwy fenomen. Są absolutnie niezbędnym atrybutem każdej starszej pani na wsi. Nadają się i “po domu” i na podwórko. Na zakupy i do….a nie, do kościoła się w takim nie chodzi. Dlaczego?

3. Wszyscy, wszystko o sobie wiedzą.

Żeby to chociaż z podsłuchiwania albo plotek. Ale nie! Ludzie sami podchodzą do płotu, kiedy plewię i opowiadają. Że zawał, że syn taki a owaki. A że ten sąsiad tamtemu nie zapłacił chociaż obiecał. Że może słusznie, bo ten źle robotę wykonał. Że ktoś coś kiedyś ale dlaczego to nie wiadomo.

O wielu sprawach dowiaduję się, chociaż nie chcę, acz zdarzają się cenne na wsi informacje. Mianowicie: który sąsiad trzyma sztamę z księdzem, który z sołtysem, u kogo można coś kupić a komu sprzedać. Wieści gminne niosę się wśród ludu szybciej niż zdążą przyjść pisma urzędowe, ot ciekawostka.

4. Drzewo – słupem informacyjnym.

Może dla Ciebie albo Ciebie to nic, ale mnie trafia. Istotne informacje (z pominięciem tych o chęci wydzierżawienia gruntu rolnego, sprzedaży bydła czy skupie ślimaków) przybijane są pinezką (?) do drzewa na skrzyżowaniu. Niby fajnie, każdy ma do tego dostęp ale….no właśnie. Wystarczy deszcz, wiatr albo idiota i po kartce. Po informacji. Po ptokach.

DSC_0343

5. Największym absurdem jest, że….

…pomimo wszystkich absurdów, nie zamieniłabym tego miejsca na śmierdzące spalinami centrum miasta. Dlaczego jest dla nas idealne do mieszkania na pewno napiszę. O kolejnych idiotyzmach także. Przecież na wsi nigdy nie jest nudno. A jeśli zaczyna się robić – sklep stoi otworem.

DSC_0349