DZIECKO

24h z życia rodziny.


Wcale nie chodzi o 24h z zegarkiem i biegiem na czas przez życie.  Wręcz przeciwnie. Wiecie, że pozory mylą? Spędzanie z dzieckiem całego dnia, 24 godzin, dzień w dzień od narodzin, wcale nie jest nudne! Przecież ciągle odkrywamy coś nowego. Widzę nowe umiejętności, słyszę kolejne wypowiadane głoski albo obserwuję grymas, którego wcześniej nie robił. Zwiedzamy nowe miejsca, poznajemy ciekawych ludzi, uczymy się świata i siebie. Tak niewiele, a tak wiele.

24 godziny z moim synem są pełne przygód i wyzwań. Kiedy jesteśmy w domu,wygląda to mniej więcej tak….

DSC_0244

7:00-9:00 Dzień zaczynamy od śniadania. Wróć, od pobudki. Bardzo leniwej, bo spędzonej na przytulaniu. Niech żałuje każdy, kto musi się rano zrywać do pracy. Kiedy świeci słońce, obydwoje mamy mnóstwo energii ale w dalszym ciągu kawa jest dla mnie przyjemną koniecznością. Dzięki Bogu mam dziecko, które nie tylko cierpliwie poczeka aż ją zrobię, ale jeszcze da wypić we względnym spokoju. Grzanki i micha kaszki to coś, co tygryski lubią najbardziej. Ulubiona jest kakaowa, nic nie poradzę że ma cukier w składzie. Jak dojdę do wprawy, zrobię sama.

DSC_0377

Jeśli myślisz, że po śniadaniu zabieramy się za sprzątanie domu – wybacz, że Cię zawiodę. Budzik sprząta, a ja obserwuję. Raczkując froteruje podłogę. Koszem zgarnia z kątów wszystkie koty (oprócz Loli). Chodząc dopucuje co trzeba.

DSC_0048

10:00 Jeśli nie sprzątanie, to? Po śniadaniu czas na zabawę. Melodie z krzesełka-uczydełka znam na pamięć więc np. dzisiaj większość dnia spędziliśmy w pokoju Budzika na nauce wychodzenia tyłem z łóżeczka. O ile wchodzić młody nauczył się sam, bez niczyjej pomocy, tak z uporem maniaka próbuje wyskakiwać przodem, na główkę. Tłumaczenie, że nie jesteśmy na basenie, że to nie olimpiada, a głową w dół bezkarnie może skakać tylko Batman albo kamikadze, nie pomaga. Ale nauczy się, wiem że się nauczy skoro potrafi już wykonywać proste polecenia „daj klocek”, „przysuń auto”, „pokaż mapę” albo „zdejmij skarpetkę”. Musimy poćwiczyć nad „daj zjeść ciepły obiad”, „nie dzwoń do babci z mojego telefonu” i „ten węgiel nie jest do jedzenia i ma działanie przeczyszczające”.

Wiosna i piękna pogoda = długi spacer. Tym dłuższy, im częściej Budzik się zatrzymuje podczas pchania wózka do domu. Po powrocie czas na drugie śniadanie.

12:00-13:00 Usypianie. Nawet nie będę pisała jak to usypianie wygląda, bo to jedyna rzecz doprowadzająca mnie do szału. Skubany upodobał sobie te ręce, ale to nic! Ja to nawet lubię tylko dlaczego dziecko nie zaśnie kiedy siedzę? Niby fajnie, że pięć minut i po krzyku, ale lada moment zaczniemy to zmieniać. Do 7-8 miesiąca zasypianie wyglądało zupełnie inaczej, z nielicznymi wyjątkami. Kładliśmy się, opowiadałam bajkę, karmiłam i mały zasypiał tuż obok. A teraz bodźców mu się zachciewa. Wróć ósmy miesiącu! Albo może nie….przecież jest naprawdę fajnie!

15:00 Pobudka! Nie ma nic piękniejszego od tego uśmiechu, który mnie wita kiedy dziecko budzi się i jest wyspane do granic możliwości. Od razu biegniemy na dół i szykujemy się do obiadu. Tak nam mijają kolejne minuty, karmienie też swoje trwa. Po sycącym posiłku najlepszy jest spacer, a później oczekujemy na dworze powrotu taty.

DSC_0397

DSC_0393

Czas letni jest zdecydowanie stworzony dla nas. Możemy siedzieć w ogrodzie do godziny 20 i muchy liczyć, bąki zbijać, trawę kosić, kwiatki zrywać. Ot, zwyczajny leniwy dzień.

DSC_0362

Nie będę mydlić Wam oczu. Czasami ta sielanka zamienia się w walkę. W to, żeby zamknąć zmywarkę zanim dziecko zauważy, że jest otwarta. W zmienianie ciuchów utytłanych po obiedzie na czyste, co nie jest takie proste. W zmianę pieluchy uciekającemu berbeciowi. W ubieranie na cebulkę, kiedy jest zimno albo sznurowanie butów, które KONIECZNIE muszą być rozsznurowane. Noszenie na rękach, kiedy nóżki bolą i pokazywanie setny raz w jaki sposób jeździ konik.  A innym razem jest to walka o uśmiech, radość i zadowolenie podczas ząbkowania.

Nigdy nie nudzę się ze swoim dzieckiem, bo ono doskonale wie jak zadbać o brak stagnacji. Nie mam idealnego porządku w domu, za to mam to daleko w nosie – po prostu notuję w pamięci kolejną plamę po rozlanym na podłodze soku. Mojego, bo Budzik to tylko wodę sobie może golnąć. Czasem nam się przesunie jakiś posiłek. Czasem marudzi dziecko, a innym razem ja. Nawet już przestałam zbierać klocki za rozsypującym je synem. Po co, skoro TB po powrocie z pracy z przestrachem w oczach powie, że znów NIC nie zrobiłam przez cały dzień. Bardzo wyczerpujące to „nic”.


  • Alicja Zmysłowska

    Dalej nie mam możliwości komentowania w mojej ulubionej przeglądarce chrom 🙁 Musiałam wejść dzisiaj na inną, żeby Ci podziękować Aniu za przypomienie tego co robiłam 18 lat temu. Tak to właśnie pamiętam, jak to dizsiaj opisałaś <3. Z tą jedną różnicą mi zawsze spał na dworze w wózeczku nawet jak miał już 5 lat wkłądałam deskę do wózka, zeby się zmieścił 🙂 O statnio gdzieś właśnie przeczytałam, że np w Norwegii dzieci tylko spią na dworze w ciągu dnia nawet w przedszkolach 🙂 Uważam, że jest to bardzo zdrowe 🙂 Mi często zasypiał w samochodzie jak wracaliśmy z plaży i ja go tylko do wózeczka przenosiłam i zostawiałam w ogródku nawet jak padało i jak było -20 stopni, na pewno dłużej to trwało jak go musiałam uśpić w wózeczku chodząc ulicami, ale tez dawaliśmy radę 🙂 jak to fajnie nie pracować zawodowo i móc byc tylko matką swojego dziecka 🙂

    • Kurcze, u mnie chodzi wszystko na Chrome, ale obadam temat. Młody przestał już dawno spać w wózku, to samo w samochodzie zaśnie w foteliku tylko kiedy jest już późno i powinien być po kąpieli, a my dopiero wracamy do domu z wojaży :D. Ale na dworze spędza mnóstwo czasu. Do południa „pomaga” w ogrodzie, po południu spacer w wózku a potem znów ogród, dlatego kocham wiosnę.

      Z resztą, w zimie też żadne temperatury nam nie przeszkadzały chociaż przyznaję, że spacery wtedy trwały krótko, ze mnie straszny zmarzluch a chodzenie w błocie (bo śniegu nie było) nie należało do przyjemności :).

    • I – tak – to świetne uczucie, że nie muszę nigdzie młodego poganiać, samej się spieszyć. Robimy wszystko w swoim rytmie, w swoim czasie.

  • Monika Mo Dawidowicz

    Ja też się nigdy nie nudzę ze swoim dzieckiem. Nie było chyba ani jednego dnia który by wyglądał tak samo. No, może pierwsze 3 tygodnie po porodzie zlewały mi się w jedną całość, ale to chyba zrozumiałe gdy się jest w tak nowej sytuacji. Staram się jednak codziennie robić coś miłego, coś fajnego. Iść z Pulpetem w nowe miejsce, bawić się w coś nowego, ugotować mu coś nowego. 2 minuty temu na przykład pokazałam mu zabawę w kulanie piłki. Wcześniej nie robiło to na nim wrażenia, ale dziś sprawia mu ogromną radość, turla się po dywanie za tą piłką jak szalony. Widok przedni!